Nie widzę podstaw, żeby sądzić, aby jedna elektrownia węglowa zmieniła dynamikę polityki klimatycznej całej Unii Europejskiej. Plan działań nowej Komisji Europejskiej jest jasny, terminy są wyznaczone, a plan jest napięty – mówi w wywiadzie dla 300Gospodarki dr Aleksandra Gawlikowska-Fyk z Forum Energii.

Barbara Rogala, 300Gospodarka: Wiele osób odbiera sygnały płynące zza naszej zachodniej granicy jako sprzeczne: z jednej strony Niemcy deklarują chęć całkowitego zaprzestania produkcji energii z węgla do 2038 r., a z drugiej otwierają nową elektrownię węglową – Datteln 4. Jak należy to interpretować? Da się pogodzić ze sobą te dwie rzeczy?

Aleksandra Gawlikowska-Fyk, Forum Energii: Wizerunkowo – bardzo trudno, ale w praktyce Niemcy będą musieli. Przede wszystkim elektrownia Datteln 4 była budowana przez ponad 10 lat; towarzyszyły temu opóźnienia i wiele problemów. Moment jej uruchomienia zbiegł się niefortunnie w czasie z ogłoszeniem porozumienia w sprawie harmonogramu zamykania w Niemczech elektrowni węglowych. Nie będą one mogły działać dłużej niż do wspomnianego 2038 r. Datteln też nie. Dodatkowo, Datteln 4 to jedna elektrownia, a w najbliższych latach planowane jest zamknięcie kilku starszych, a więc mniej efektywnych i co za tym idzie bardziej emisyjnych bloków węglowych. 

Po co jednak Niemcom ten Datteln? Dlaczego zdecydowali się go podłączyć do sieci?

Właścicielem elektrowni Datteln 4 jest niemiecki koncern energetyczny Uniper. Jego władze zdecydowały o kontynuacji inwestycji. W poprzednim roku padały różne propozycje co zrobić z tą elektrownią, m.in. pojawiły się pomysły, żeby odpowiednią rekompensatą przekonać inwestora do wycofania się z uruchomienia, ale ostatecznie nie zdecydowano się na ten krok. 

Czy otwarcie nowego bloku węglowego w Niemczech coś oznacza dla Polski? Pojawiają się głosy, że to znak, że UE nie będzie się trzymać swoich deklaracji w zakresie dążenia do neutralności klimatycznej.

Nie widzę podstaw, żeby sądzić, aby jedna elektrownia węglowa zmieniła dynamikę polityki klimatycznej całej Unii Europejskiej. Plan działań nowej Komisji Europejskiej jest jasny, terminy są wyznaczone, a plan jest napięty: już w marcu zostanie przedstawiony projekt nowego prawa, pisanego przez pryzmat celu neutralności klimatycznej. W lecie z kolei czeka nas propozycja przyspieszenia – celem na 2030 r. była redukcja emisji gazów cieplarnianych o 40 proc., teraz Komisja chce, aby było to co najmniej 50 proc. Ale już w czerwcu odbędzie się szczyt Rady Europejskiej, na którym Polska ma powrócić do dyskusji na temat naszego zobowiązania do osiągnięcia neutralnej klimatycznie gospodarki w 2050 r. Jedna niemiecka elektrownia naprawdę nic tu nie zmieni. 

Skoro więc Datteln 4 nie wpłynie negatywnie na długoterminowe zobowiązania, to może płyną z jej działania jakieś krótkofalowe korzyści?

Patrząc z perspektywy właściciela całej elektrowni: ma on teraz do dyspozycji nową, bardziej efektywną jednostkę. On na tym skorzysta. Bez wątpienia. Rząd w Berlinie stara się przekonać, że emisje z nowej elektrowni będą niższe niż z zamykanych starych i że to się zbilansuje. Nie oszukujmy się jednak: dla samych Niemiec jest to duży problem wizerunkowy, z którym teraz muszą sobie jakoś poradzić. 

A do tego dochodzą wyzwania w związku z całą transformacją energetyczną. Które z nich będą w najbliższym czasie najtrudniejsze? 

Niemcy mają ambitną polityką transformacji energetycznej, ale to nie znaczy, że wszystko robią dobrze. Spójrzmy na najnowsze dane: w 2019 r. emisje gazów cieplarnianych w Niemczech spadły i udało się je ograniczyć już o 35 proc. w porównaniu do poziomu z 1990 r. Za ten spadek odpowiada wyłącznie elektroenergetyka – z węgla kamiennego wyprodukowano o 31 proc., a z brunatnego o 22 proc. mniej energii elektrycznej. Teoretycznie wygląda to obiecująco, jednak przyglądając się szczegółom widzimy, że w 2019 r. transformacja złapała zadyszkę. Wybudowano niezwykle mało wiatraków na lądzie; mizernie wygląda też przyrost źródeł fotowoltaicznych. Sam Berlin, mimo że wytycza ścieżkę wyjścia z węgla, jest krytykowany za tempo wolniejsze nawet od prognoz firm energetycznych, które z założenia są mniej optymistyczne niż obietnice polityczne. Do tego emisje, które redukuje energetyka są nadrabiane przez transport i emisje budynków. Muszą więc popracować np. nad tym, w jaki sposób ograniczyć emisje w transporcie. Mówiąc ogólnie: dla Niemców wyzwaniem będzie skupienie się na konkretnych działaniach, tj. na środkach, a nie tylko na celach.

No właśnie, jednym z tych celów Niemiec jest do 2030 r. produkować 65 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Na ile prawdopodobne jest, że to osiągną? A może na przykład dzięki dalszemu rozwojowi technologii, dojdą do niego szybciej? 

Właśnie z tym w Niemczech jest problem. Głównie dlatego, że w ostatnich dwóch latach nie wybudowano znacząco dużo nowych mocy wiatrowych na lądzie. Niemcy teraz deklarują, że chcą przyspieszyć ich budowę, chcą też bardziej wspierać fotowoltaikę i morskie farmy wiatrowe. Czy to się uda? Tego nie wiemy, niemniej w 2019 r. OZE za Odrą stanowiły już 42,6 proc. zużywanej energii, a jeden z niemieckich operatorów sieci energetycznej 50Hertz podał właśnie, że w jego sieci padł rekord – 60 proc. To dobrze wyglądająca liczba, jednak należy pamiętać, że integracja w całym systemie kolejnych źródeł odnawialnych będzie coraz trudniejsza, szczególnie, że w międzyczasie będą wyłączane elektrownie jądrowe i węglowe. 

Czy doświadczenia Niemiec w zakresie transformacji energetycznej mogą w jakikolwiek sposób zostać wykorzystane przez Polskę? Jakie działania naszych sąsiadów warto naśladować, a jakich błędów lepiej byłoby uniknąć w przyszłości?

Sytuacja w polskiej i niemieckiej energetyce jest oczywiście drastycznie różna, niemniej na pewno warto korzystać z doświadczeń systemu, w którym jest już tak duży udział źródeł odnawialnych, które nie zasilają sieci w sposób ciągły. Na przykład, warto przyglądać się jak wyglądają rozwiązania na poziomie sieci dystrybucyjnych w sytuacji, w której jest do niej podłączonych dużo prosumentów i źródeł OZE. Tym bardziej, że przecież u nas obecnie fotowoltaika rozwija się bardzo szybko. 

Co także warte uwagi: niedawno Niemcy przyjęły pakiet działań dla budynków i transportu – włączenie tych sektorów do systemu handlu emisjami, ale razem z ulgami i zwolnieniami dla obywateli. Takie dyskusje trzeba śledzić i zastanowić się, co jest nadaje się do implementacji w Polsce, głównie z tego względu, że czekają nas rozmowy na te tematy w Brukseli i musimy mieć zarówno wizję własnego rozwoju jak i argumenty do jej obrony. 

Dr Aleksandra Gawlikowska-Fyk specjalizuje się w polityce i regulacjach energetycznych Unii Europejskiej, w szczególności w obszarach rynku wewnętrznego energii elektrycznej, bezpieczeństwa energetycznego oraz niskoemisyjnej transformacji. Dla nas pisze o polityce i regulacjach energetycznych Unii Europejskiej, w szczególności w obszarach rynku wewnętrznego energii elektrycznej, bezpieczeństwa energetycznego oraz niskoemisyjnej transformacji.

Wywiad powstał w ramach Tygodnika Klimatycznego 300KLIMAT. Na nasz nowy cotygodniowy newsletter możesz zapisać się tutaj.