LICZBA DNIA:

5,6 proc.
– tyle wyniósł wzrost produkcji przemysłowej w Polsce w marcu 2019 r. względem marca 2018 r.

Wczoraj chwaliliśmy Chiny, które w pierwszym kwartale wykręciły 0,1 pkt proc. PKB więcej niż przewidywali analitycy. Konsensus komentatorów gospodarczych wskazywał, że to po pierwsze ogromny sukces, a po drugie kamień z serca.

Polacy jednak nie gęsi i na rodzimym rynku też potrafią zaskoczyć. I to nie jakimiś nędznymi 0,1 pkt proc., tylko poważnymi 1,2 pkt proc. O tyle bowiem marcowy przyrost produkcji wybił się ponad oczekiwania analityków.

W tym miejscu chcemy podkreślić, że w Niemczech w lutym wzrost sektor produkcji odnotował jedynie 0,7 proc.

Już chcieliśmy napisać ‚cieniasy’, kiedy przypomniało nam się, że kondycja polskiej gospodarki jest uzależniona od produkcji u naszych zachodnich sąsiadów. To właśnie z powodu cienko przędącej dynamiki wzrostu w Niemczech prognozy dla naszej produkcji były tak niedoszacowane.

Analitycy wyszli z założenia, że Niemcy, a właściwie cała strefa euro, pociągną nasz przemysł w dół. Dodatkowo na słabsze wyniki w produkcji miała wpłynąć późno wypadająca Wielkanoc oraz dużo dni wolnych.

Co więc się stało, że tak się nie stało? Przejrzeliśmy opinie analityków i wszystkie ich wytłumaczenia wydają nam się wymyślone na poczekaniu. W związku z tym napiszemy: tak wyszło.

Szkoda, że komentatorzy światowych tytułów nie zabrali się tak ochoczo za komentowanie danych z naszego przemysłu, jak zrobili to w przypadku Chin. Widocznie jesteśmy od nich mniejsi. (wyborcza.pl)

Kłótnia w bankowej rodzinie. Dwa największe niemieckie banki, Deutsche i Commerzbank, pokłóciły się o to, ilu klientów stracą na potencjalnym połączeniu.

W Deutsche szacuje się, że po połączeniu obie instytucje stracą 1 mld euro wpływów, co odpowiada 3,5 proc. całości skumulowanych przychodów. W Commerz do tematu podchodzi się mniej dramatycznie, dokładnie o połowę mniej.

Wcześniejsze analizy Kiana Abouhosseina, analityka JPMorgan, pokazywały spadek obrotów o 2,5 proc.

Dlaczego klienci mieliby odejść od hybrydy Deutsche-Commerz? Według związków zawodowych w Commerz klienci korporacyjni boją się ryzyka i nie chcą polegać na jednym, tak dużym podmiocie, w związku z czym część transakcji przenieśliby do innych banków.

My w swojej złośliwości dodamy, że Deutsche traci klientów już od jakiegoś czasu. Przypomnimy też, że ten bank jest bohaterem niemal każdego skandalu prania pieniędzy, jakie wybuchły w Europie po kryzysie 2008 r.

Co dalej? Rząd w Berlinie, który posiadając 15 proc. akcji Commerz jest jego największym, jednostkowym udziałowcem, chce odsprzedać bank Deutsche. Co rodzima transakcja, to rodzima transakcja. Z drugiej strony inwestorzy prywatni, od których zależy Deutsche mało entuzjastycznie zareagowali na szacowane 3,5 proc.

Zatem na dwoje babka wróżyła. (Financial Times)

Daimler, niemiecki producent samochodów i właściciel marki Mercedes planuje zwolnić 10 tys. pracowników. W maju na emeryturę odchodzi charyzmatyczny prezes spółki Dieter Zetsche. Jego miejsce zajmie szwedzki menadżer Ola Källenius.

To, zdaniem dziennikarzy niemieckiego Manager Magazin, zmiana mentalności. Jak piszą, dotychczasowi prezesi koncernu mieli wielkie wizje i wielkie ego. Källenius z kolei to gracz zespołowy, który lubi swoich przeciwników.

Sympatia do przeciwników i umiejętność gry zespołowej wyrażają się w chęci współpracy z bawarskim producentem samochodów BMW, co dla jego poprzedników byłoby nie do pomyślenia. Kierowano się filozofią: najlepsze, albo nic (w org.: das Beste oder nichts, będące sloganem reklamowym Mercedesa).

Przyszły prezes Daimlera chce też, aby do 2040 r. firma jak i jej dostawcy nie emitowała dwutlenku węgla do atmosfery. Wśród bardziej krótkoterminowych wizji jest 6 mld euro oszczędności do 2021 r. w Mercedesie i dodatkowe 2 mld euro w dywizji samochodów ciężarowych.

Program oszczędnościowy może kosztować 10 tys. miejsc pracy. Handelsblatt jednak zauważa, że Manager Magazin jednak nie podaje źródła swojej wiedzy – ani na temat miliardów oszczędności, ani liczby redukowanych etatów, a sam Daimler milczy w tej sprawie.

Czyli znowu nic tak naprawdę nie wiemy. (Manager MagazinHandelsblatt)

PIĄTKOWE PRZEMYŚLENIA  Start-upy.

Wczoraj na naszym portalu pisaliśmy o nieszczególnej kondycji polskiego rynku venture capital (VC). Artykuł – ku naszej niezmiernej uciesze – był poczytny, szeroko udostępniany i wywołał wiele emocji.

Okazało się, że udało nam się wbić w globalny trend analizowania VC. Na okładce najnowszego wydania The Economist widnieją kucyki w spiczastych czapkach, udające jednorożce. Tygodnik rozprawia się z mitem firm-jednorożców.

Już z pierwszego akapitu okładkowego artykułu dowiadujemy się, że świat biznesu mianem ‚jednorożców’ określa podmioty ledwo nadające się na status kucyka.

Całość wywodu sprowadza się do konkluzji, że start-upy są ciekawie obrandowane. Wydają dużo na skuteczny marketing. Jeszcze więcej inwestują w próżnością podparte projekty charytatywne. I jedyne, czego im brakuje, to pomysłu na to, jak te wszystkie miliardy zainwestowane przez fundusze venture capital przerobić na firmy produkujące wartościowe dla rynku technologie.
Różowe okulary, przez które oglądaliśmy świat firm technologicznych tłuką też wieści z chińskiego sektora elektromobilności. Zasłuchani w opowieści o strat-upach z Państwa Środka myśleliśmy, że już w tym, może w przyszłym roku Chińczycy będą poruszać się elektrycznymi, autonomicznymi pojazdami z car-sharingu.

Rzeczywistość okazała się brutalniejsza. Po mimo swojej medialnej popularności, samochody elektryczne to wciąż nisza. Podejście „think big” w myśleniu o tym, że wejdą do mainstreamu, sprawiło, że flagowy chiński start-up z sektora elektromobilności Nio popadł w problemy finansowe i obecnie zwalnia setki pracowników.

Tymczasem zupełny nie-start-up, a gigantyczna firma zajmująca się nieseksownym sektorem oil&gas ze skorumpowanego, autorytarnego królestwa Arabii Saudyjskiej, jest obiektem największego pożądania inwestorów. I to wcale nie z powodu ropy, a dlatego, że firma ma zdrowe finanse oraz rozsądne pomysły na rozwój biznesu.

Saudi Aramco konserwatywnie podchodzi do kwestii budowania przyszłości. Stara się wprowadzić zasady transparentnego prowadzenia biznesu, dzięki czemu inwestorzy nie boją się myśleć o powierzeniu im swoich pieniędzy.

Wiedząc z kolei, że model biznesowy bycia stacją benzynową dla świata powoli zaczyna trącić myszką, spojrzeli na rynek, na którym się znają i doszli do wniosku, że rosnąca popularność LNG jest dla nich szansą. Rozpoczęli więc przekierowywać tory na niebieskie paliwo i chcą zostać jednym z jego największych producentów.

W Arabii Saudyjskiej spojrzano też na mapę świata i stwierdzono, że w najbliższych latach to wschód będzie się rozwijał z dynamiką wyprzedzającą prognozy analityków. Inwestują więc w Indiach, Pakistanie, walczą o Chiny, chcą być w Malezji.

Głupotą byłoby po tym wnioskować, że konserwatywne rozwiązania są najskuteczniejsze i ich powinniśmy się trzymać. W ostatnich latach jednak z pewnością zbyt duże nadzieje (a pewnie i zbyt duże pieniądze) pokładaliśmy w start-upach. Chyba przyszedł dla nich czas na więcej rozsądku niż marketingu. Nie na odwrót. (The EconomistThe Economist (2)Süddeutsche Zeitung)

Jeśli chcesz codziennie dostawać nasz newsletter na swoją skrzynkę, zapisz się tutaj.

Post Scriptum

Zapraszamy Państwa do wzięcia udziału w organizowanej przez nas konferencji ‚Czas na wodór’. Będzie to pierwsze w Polsce spotkanie wszystkich interesariuszy wykorzystania wodoru w transporcie, przemyśle i energetyce.

Po więcej informacji oraz w celu dokonania rejestracji zapraszamy Państwa tutaj.