Brytyjska Izba Gmin po raz kolejny odrzuciła propozycję porozumienia z Unią Europejską w sprawie brexitu. Czasu na kolejne rozmowy już niemalże nie ma, bo 30 marca 2019 roku Wielka Brytania przestanie być członkiem UE.

Nocne poniedziałkowe negocjacje premier Theresy May z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem nie przekonały brytyjskich parlamentarzystów, którzy większością 391 do 242 odrzucili nowy projekt porozumienia.

Przeciwnicy zarzucali premier brak istotnych zmian względem poprzedniej propozycji, a także niewystarczające zabezpieczenie brytyjskich interesów.

Co zakładał nowy projekt umowy? Projekt, który przedstawiła brytyjska premier miał doprecyzować niejasności wynikające z tzw. backstopu, czyli utrzymania braku kontroli granicznej między Irlandią a Irlandią Północną.

Komisja Europejska zgodziła się na to wyłącznie pod warunkiem zachowania na tym terytorium taryf celnych obowiązujących w całej Unii. Porozumienie to mogłoby ulec zmianie jedynie w wyniku podpisania nowej umowy między Wielką Brytanią a Unią Europejską.

Dlaczego porozumienie nie doszło do skutku? Brytyjscy parlamentarzyści odrzucili propozycję, argumentując, że oznacza ona dalsze uzależnienie Zjednoczonego Królestwa od polityki Brukseli.

Głównym powodem było niezadowolenie parlamentarzystów z pomysłu zakładającego, że granica między Irlandią a Irlandią Północną nie zostanie przywrócona tylko jeśli brytyjska prowincja będzie respektowała unijne taryfy celne. To z kolei powoduje albo odłączenie prawne od Wielkiej Brytanii, albo wymusi na Brytyjczykach przyjęcie części unijnych rozwiązań.

Eurosceptycy z Partii Konserwatywnej stanowczo sprzeciwiają się jakiemukolwiek podporządkowaniu brytyjskiego terytorium unijnej taryfie celnej. Ich zdaniem proponowane porozumienie spowodowałoby nieustanne dostosowywanie się Wielkiej Brytanii do unijnych taryf celnych, a zatem odebranie głównej zalety brexitu, czyli kreowania ich według uznania Londynu.

Wielka Brytania może odejść bez umowy. Będą trudności, ale to jedyna bezpieczna droga’ – mówił podczas debaty w parlamencie jeden z liderów tego środowiska, były minister spraw zagranicznych, Boris Johnson.

Ostatnią nadzieją May na przekonanie posłów była ewentualna pozytywna opinia na temat porozumienia sformułowana przez prokuratora generalnego Geoffreya Coxa.

Po analizie nowego projektu na kilka godzin przed głosowaniem stwierdził on jednak, że podstawowe wątpliwości nie zostały rozwiane, a ‘ryzyko prawne pozostaje niezmienione’. Zjednoczone Królestwo nie miałoby ‘żadnych środków zgodnych z prawem międzynarodowym’ zmieniających mechanizm backstopu bez porozumienia z UE – podkreślił.

Co oznacza wynik wtorkowego głosowania? Odrzucenie dealu radykalnie skraca czas na rozmowy i minimalizuje szanse na wypracowanie nowego porozumienia.

Jeśli bowiem do momentu opuszczenia Wielkiej Brytanii parlament nie wyrazi zgody na podpisanie umowy zakładającej nowe zasady współpracy pomiędzy Zjednoczonym Królestwem a UE, czeka nas tzw. twardy brexit, czyli opuszczenie UE bez jakiegokolwiek porozumienia i przejście na znacznie mniej korzystne ogólne umowy zawarte w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO).

W praktyce doprowadzi to do przywrócenia ceł, kontroli granicznych czy znacznych utrudnień w zakresie przepływu kapitału, towarów, osób i usług, aż do momentu ewentualnego podpisania nowej umowy między Wielką Brytanią a Unią Europejską.

Co dalej z brexitem? W środę ma odbyć się głosowanie nad wyjściem Wielkiej Brytanii bez porozumień. Jeśli pomysł ten zostanie odrzucony to teoretycznie wciąż w zasięgu jest osiągnięcie kompromisu.

Znacznie realniejsze jest jednak przesunięcie terminu wyjścia z UE, dzięki czemu pozostałby czas na dalsze negocjacje. Możliwe jest bowiem wydłużenie tego czasu nawet o dziewięć miesięcy. Rozwiązanie to, choć bardziej prawdopodobne od zaakceptowania nowej umowy, wciąż wydaje się jednak niezwykle trudne do realizacji – z taką inicjatywą musiałby wystąpić rząd Wielkiej Brytanii.

Nie wiadomo również czy propozycja spotkałaby się z pozytywną reakcją przedstawicieli Unii Europejskiej: według źródeł The Guardian, zdaniem wielu z nich stan nieustannego zawieszenia może przynieść jeszcze więcej szkód niż twardy brexit.

Dodatkowy twist na koniec: Sprawę komplikuje także perspektywa majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Skoro Wielka Brytania w tym czasie pozostawałaby członkiem Unii Europejskiej, powinna móc wziąć w nich udział, na co wstępnie nie zgodził się już przewodniczący KE Jean-Claude Juncker.

Theresa May może jeszcze próbować przekonać do poparcia projektu porozumienia poszczególnych deputowanych. Biorąc jednak pod uwagę, iż po blisko dwóch miesiącach od poprzedniego głosowania na jej stronę przeszło zaledwie czterdziestu parlamentarzystów, należy się spodziewać, że plany te spełzną na niczym.