Dzisiejszy Egipt jest przykładem państwa, który jest świetnym miejscem do inwestowania pieniędzy dla zagranicznych funduszy, ale to zupełnie nie idzie w parze z poprawą jakości życia jego mieszkańców, pisze The Economist.

Rewolucja z 2011 r., w wyniku której po 30 latach rządów ustąpił prezydent Hosni Mubarak, doprowadziła Egipt do kryzysu gospodarczego. Inwestorzy i turyści uciekli, wzrost gospodarczy spowolnił, bezrobocie poszło w górę.

Nowy prezydent Abdel-Fattah al-Sisi musiał w 2016 r. ratować się pożyczką od Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 12 mld dol.

Po serii zmian, takich jak np, podniesienie cen energii elektrycznej i paliw, sytuacja poprawiła się na tyle, że popyt na obligacje jest wyższy od prognoz, a inwestorzy zaczęli nazywać Egipt „najgorętszym rynkiem wschodzącym na świecie”.

Jednak mimo pozytywnych wskaźników gospodarczych niewielu Egipcjan odczuło poprawę warunków życia. Ostatnie lata przyniosły wyższe ceny i stagnację płac. Prezydent Egiptu nie tylko odrzucił skargi na wzrost cen warzyw, lecz także… skrytykował Egipcjan za nadwagę.

Z prawie 100 mln Egipcjan jedynie 100 tys. może sobie pozwolić na nabycie nowego samochodu. Dla porównania, Arabia Saudyjska ma jedną czwartą ludności Egiptu i sprzedaje około pół miliona samochodów rocznie.

Ostatnie odkrycia gazu ziemnego sprawiły, że Egipt stał się jego eksporterem. Takie inwestycje zwiększają przychody, ale tworzą niewiele miejsc pracy – kolejny przykład tego, że to, co dobre dla inwestorów i rynków niekoniecznie przekłada się na dobrobyt obywateli.

Na początku kwietnia 89 proc. wyborców zatwierdziło zmiany konstytucyjne, które pozwoliły prezydentowi Sisi pozostać u władzy do 2030 r., zamiast 2022 r. jak zakładały wcześniejsze przepisy. Wynik był łatwy do przewidzenia, ponieważ autokratyczny reżim nie zezwolił na prowadzenie kampanii przeciwko zmianom. Warto zauważyć jednak, że frekwencja wyniosła zaledwie 44 proc., mimo że egipscy biznesmeni przyciągali wyborców do urn pudełkami z jedzeniem.

Umocnienie się prezydenta – byłego wojskowego – raczej nie osłabi też siły armii, która kontroluje dużą część gospodarki (nikt nie wie ile dokładnie). Wśród przedsiębiorców funkcjonuje żart:  „W Egipcie istnieją dwa rodzaje udanych przedsięwzięć, kierowane przez wojsko, oraz te, które wkrótce będą prowadzone przez wojsko”.

Urzędnicy lubią kontrastować ostatnie postępy Egiptu z ciemnymi dniami po 2011 roku. Przed rewolucją Egipt odnotował dobre tempo wzrostu i możliwe do opanowania deficyty. Był to również biedny kraj ze słabą bazą przemysłową, niskimi płacami i prezydentem bez poparcia społecznego. Zatem patrząc w dłuższej perspektywie obecna sytuacja Egiptu wygląda na powrót do normy – konkluduje The Economist.