26 dolarów – tyle wynosi miesięczne wynagrodzenie pracowników etiopskich szwalni produkujących ubrania dla popularnych marek takich jak Tommy Hilfiger, Guess, Calvin Klein, czy Levi’s, pisze Quartz.

To oznacza, że aby kupić sobie na przykład jeansową kurtkę od jednej z wymienionych firm, szyjący je pracownicy musieliby pracować 9 miesięcy. Oczywiście przy założeniu, że nie jedzą, nie mieszkają i nie mają żadnych innych potrzeb niż owa kurtka.

Etiopia może ‚pochwalić się’ najniższą płacą minimalną na świecie, dlatego producentów ubrań przyciąga jak magnes. Obecnie w tym kraju przy produkcji części garderoby brandowanych logami zagranicznych marek pracuje 25 tys. osób.

A będzie jeszcze więcej. Addis Abeba chce bowiem, aby roczna wartość eksportu ubrań – obecnie wynosząca 145 mln dol. – wzrosła do 30 mld dol.

Etiopia bije na głowę inne, uchodzące do tej pory za tanie kraje, których nazwy można znaleźć na wszystkich metkach w naszych szafach.

W drugich najtańszych krajach: Mjanmie (Birmie) i Bangladeszu za miesiąc pracy trzeba zapłacić minimum 95 dol., czyli prawie trzy razy tyle, co w Etiopii.

Ponad 10 razy droższe są Chiny i Tajlandia – tam płaca minimalna to odpowiednio 326 i 309 dolarów.

W takim otoczeniu rynkowym oraz z ogromną liczbą nisko wykwalifikowanych pracownik w Addis Abeba będzie patrzeć z zadowoleniem na rosnące słupki eksportu ubrań.

Ta informacja pojawiła się w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.

>>> Czytaj też: Inwestorzy z RPA inwestują więcej w nieruchomości w Polsce niż gdziekolwiek indziej na świecie