Średnioroczna inflacja w Wenezueli w 2018 r. 130060 proc., a dane po raz pierwszy od dawna podała instytucja publiczna, pisze Financial Times.

Do tej pory politycy starali się ukryć prawdziwe dane dotyczące stanu gospodarki zarządzanego przez nich kraju. Zupełnie niepotrzebnie – dzięki opublikowanym danym okazało się, że udało im się osiągnąć rekord.

Nie był to jednak rekord wysokości inflacji: tutaj palmę pierwszeństwa nadal dzierży Zimbabwe, gdzie w 2008 r. ceny wzrosły o 231 mln proc. w ciągu roku.

Niemniej reżimowi Nicolása Maduro, nadal uważającego się za prezydenta kraju, udało się zmniejszyć PKB kraju o połowę w zaledwie pięć lat. To doprowadziło 3,5 mln Wenezuelczyków do emigracji.

To wyjątkowy majstersztyk mając na względzie to, że tamtejsze zasoby ropy naftowej są największe na świecie.

Dobrą informacją może być to, że inflacja odpuszcza. W marcu i w kwietniu tego roku ceny poszły w górę o „zaledwie” 35 proc.

Jak mawia się w Polsce:kraj stał nad przepaścią, ale od tego czasu zrobił duży krok naprzód. Teraz pytaniem jest, kiedy w końcu zejdzie na ziemie, żeby móc się otrzepać i zacząć odrabiać straty.

Na przeszkodzie stoi nadal nierozwiązany konflikt polityczny, o którym ekstensywnie informowaliśmy państwa na początku roku.

Obecnie nadal nie wiadomo, kto jest prezydentem: Juan Guaidó mający poparcie ulicy, Stanów Zjednoczonych i 50 innych krajów, czy Nicolás Maduro, mający poparcie swoich kolegów, Rosji, Chin i Kuby.

W tym tygodniu odbywa się spotkanie w Oslo mające przybliżyć kraj do rozwiązania konfliktu politycznego.