Niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung w 70. rocznicę powstania Adidasa, drugiego największego koncernu odzieży i ekwipunku sportowego na świecie, przypomina historię firmy. Zaciekawiła nas szczególnie bliższa niż się spodziewaliśmy relacja między nią a innym gigantem z branży.

Na tym rynku najważniejsze są trzy firmy: Nike, Adidas i Puma. Opowieść o Swoosh – słynnym logo Nike – wszyscy znają; tymczasem historycznie najciekawiej jest na drugim i trzecim miejscu podium.

Otóż w 1924 r. w Herzogenaurach we Frankonii szewc Adolf Dassler i jego brat, przedsiębiorca Rudolf Dassler, założyli wspólną firmę Gebrüder Dassler Schuhfabrik, gdzie produkowali obuwie sportowe

Panowie jednak się pokłócili i w 1948 rozwiązali zakład, dzieląc go na dwa – jeden należący do Adiego, a drugi do Rudiego. Adi swój zakład nazwał Adidas, a Rudi – Ruda, jednak szybko zmienił nazwę na Puma.

Puma za czasów Rudiego była prowincjonalnym zakładem gdzieś w Bawarii. Dopiero jego syn Armin Dassler wprowadził markę na światowe salony.

Adi miał więcej szczęścia. Jego misją było tworzenie innowacyjnych butów dla sportowców i w Gebrüder Dassler Schuhfabrik to on odpowiadał za design i technologię.

Ponieważ przy podziale bracia dali pracownikom możliwość wyboru, z którym zakładem chcą związać swoją zawodową przyszłość, większość pracowników rozwijających produkty poszło za Adim. Rudi zajmował się rozwojem biznesu i administracją i większość załogi z tych działów poszła za nim.

Tym sposobem za Adim poszły dwie trzecie zakładu.

W 70 lat z typowo frankońskiej, konserwatywnej firmy wyrosła potęga z 22 mld euro rocznego obrotu. Nawet 5 proc. z tego nie jest wypracowywane w Niemczech. Pomimo tego główna siedziba nadal znajduje się w 23-tys. Herzogenaurach, jednak ponad połowa z 5,6 tys. pracowników niemieckiej centrali nie ma niemieckiego paszportu – podchodzą ze 100 różnych krajów.

Pomimo ogromnego sukcesu komercyjnego i zaawansowanej globalizacji Adidas pozostał wierny swojej tradycji. Nadal słynie z innowacyjnego podejścia do sportowego obuwia.

Ta opowieść ma dwa morały dla firm: warto dbać o sukcesję oraz produkt jest najważniejszy.

>>> Czytaj też: Polska, Niemcy i Francja zawiązują sojusz: mają sposób na poskromienie firm z Chin