Polska słynie na świecie z konserwatyzmu w kwestii podejścia do klimatu. Jednak coś się zaczyna zmieniać zarówno w społeczeństwie, jak i wśród do tej pory dość mało elastycznych polityków.

Polscy mainstreamowi politycy, często dość zgodnie i niezależnie od opcji, uznawali zmiany klimatu za coś, czym nie warto się poważniej zajmować, a jeśli już, to tylko po to, żeby „bronić polskiego węgla”.

Wszystko przez niezwykle silne w Polsce lobby węglowe. Ale w ostatnim czasie w tej naszej węglem opalanej ojczyźnie rozwinęło się zjawisko niespotykanego do tej pory lobby klimatycznego.

Na przykład w minioną sobotę aktywiści z Obozu Dla Klimatu w akcie nieposłuszeństwa obywatelskiego włamali się na teren kopalni odkrywkowej węgla brunatnego w Tomisławicach w województwie wielkopolskim.

A to tylko jedna z wielu akcji szybko rosnącej grupy.

Świadomość potrzeby walki ze zmianami klimatu rośnie też bardzo szybko w całym polskim społeczeństwie, a temat klimatu jest szeroko opisywany w mediach już niemal codziennie – coś, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia.

Czy partie polityczne podążają za tym nowym trendem?

Jak pisze Politico, partie o profilu lewicowym – Wiosna i Razem – oraz Zieloni chcą całkowitego wyłączenia węgla z polskiego miksu energetycznego do roku 2035.

Z kolei Platforma Obywatelska chce, aby węgiel przestał być źródłem energii wykorzystywanej do ogrzewania domów mieszkalnych już do 2030 roku.

Do 2035 roku miałby on zostać wyłączony z wykorzystania w sieciach ciepłowniczych, a w 2040 – całkowicie usunięty z procesu produkcji energii elektrycznej.

Rządzący najmniej przychylni, ale elastyczni

Rządzący PiS, najmniej skłonny do rezygnacji z węgla, chce do 2040 roku wybudować sześć bloków elektrowni atomowych, które miałyby produkować jedną piątą potrzebnej w Polsce energii elektrycznej.

Oprócz tego planuje także rozwój morskich elektrowni wiatrowych.

>>> Czytaj więcej na ten temat: Polska zainwestuje 140 mld złotych w morskie farmy wiatrowe

Nie zamierza jednak całkowicie rezygnować z węgla. „Mamy zapasy węgla jeszcze na 200 lat” – powiedział podczas forum klimatycznego COP24 w Katowicach w 2018 roku prezydent RP Andrzej Duda.

Jednak rządzący wydają się być bardziej elastyczni niż jeszcze rok temu, bo temat coraz częściej wraca na agendy zarówno międzynarodowych instytucji, jak i zwykłych obywateli.

Podczas ostatniego szczytu przywódców państw Unii Europejskiej, który odbył się 20 czerwca, większość krajów chciała jasno wpisać w konkluzje szczytu deklarację, że do 2050 roku cała Unia będzie neutralna dla klimatu.

Neutralność klimatyczna oznacza maksymalne ograniczenie emisji CO2 w przemyśle, transporcie i energetyce oraz zrównoważenie tych emisji, których ograniczyć się nie udało poprzez zwiększanie jej pochłaniania, np. dzięki sadzeniu drzew.

>>> Czytaj więcej o tym: Co to jest neutralność klimatyczna i dlaczego to taki problem dla Polski [EXPLAINER]

Jednak ostatecznie Polska, z poparciem Czech, Węgier i Estonii, zablokowała tę decyzję.

Ale już tydzień później wiceminister energii Tomasz Dąbrowski stwierdził, że poparcie zerowej emisji przez Polskę prawdopodobnie nastąpi do końca tego roku.

“Prawdopodobnie podpiszemy się pod tym celem, musimy tylko wiedzieć, jaki będzie tego koszt i w jaki sposób możemy złagodzić koszty społeczne takiej transformacji”, powiedział wiceminister podczas konferencji energetycznej w Londynie organizowanej przez dziennik Financial Times.

Dąbrowski dodał, że główną przeszkodą w tym obszarze jest kwestia tego, kto zapłaci za rezygnację Polski z paliw kopalnych – w tym za koszty społeczne transformacji, takie jak przekwalifikowanie zawodowe górników.

Ponad 112 tys. osób było zatrudnionych w polskich elektrowniach węglowych i górnictwie węglowym w 2018 roku. To zdecydowanie najwięcej w całej Unii: drugie w zestawieniu Niemcy zatrudniały łącznie w tych dwóch sektorach 35 700 pracowników.

„Polska może zostać przekonana trzema rzeczami: Pieniędzmi, Funduszami i  Finansowaniem,” tak według Frédérica Simona, dziennikarza specjalistycznego portalu Euractiv, twierdzili dyplomaci podczas szczytu Rady Europejskiej w czerwcu.

Także premier Mateusz Morawiecki uzależnia poparcie Polski dla planów dążenia do neutralności od wsparcia finansowego.

Czy atom może być częścią planu odejścia od węgla?

W lutym tego roku minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że jeśli projekt polityki energetycznej Polski do roku 2040 dostanie zielone światło od rządu to pierwszy blok elektrowni atomowej powstanie do 2033 roku.

Projekt docelowo zakłada budowę dwóch elektrowni atomowych (po sześć bloków atomowych w każdej) za około 70-75 mld zł. Pokryłyby on około 10 proc. rocznego zapotrzebowania na energię.

CleanTechnica, specjalistyczny serwis zajmujący się OZE, kilka miesięcy temu kwestionował sens takich planów: “Jeśli instalacje słoneczne i wiatrowe mogą zostać zaprojektowane, wybudowane i wprowadzone do sieci w kilka lat, po co wydawać 20 mld dolarów na technologię zeszłego stulecia, której wybudowanie i wprowadzenie do sieci zajmie dekadę albo i dłużej?”.

Budowa elektrowni atomowech w Polsce byłoby również bardzo skomplikowanym przedsięwzięciem.

Ogromnym wyzwaniem jest przygotowanie prawne – nikt w Unii Europejskiej nie wybudował w tzw. greenfieldzie (na terenie nieuprzemysłowionym) elektrowni atomowej w reżimie prawnym dyrektywy ptasiej i Natura 2000.

Jeszcze innym problemem jest porozumienie polityczne, jakie musieli by podjąć politycy, aby przeprowadzić kilkunastoletnią, niezwykle kosztowną i ryzykowną inwestycję.

Już dziś widać wielkie różnice w podejściu do tematu. Zdaniem PO oparcie polskiej energetyki o atom byłoby błędem.

Plany PiSu dotyczące elektrowni atomowych są nierealistyczne i błędne. Musimy maksymalizować udział odnawialnych źródeł energii w miksie klimatycznym i inwestować w inteligentną sieć energetyczną i dystrybucyjną. Nie ma czasu na atom.” – powiedziała portalowi Politico poseł PO i członek sejmowej komisji ds. ochrony środowiska Gabriela Lenartowicz.

Co do energii atomowej nie ma również zgody na lewicy – jej wykorzystanie popiera obecnie partia Razem, a przeciw są Wiosna i SLD.

Jak to wygląda dziś w Polsce

Dziś w Polsce dominują elektrownie węglowe – w styczniu zeszłego roku stanowiły 75 proc. źródeł wytwarzających energię (w tym 47 proc. generował węgiel kamienny a 28 proc. brunatny). 11 proc. pozyskiwane było dzięki turbinom wiatrowym, 6 proc. dorzucały elektrownie gazowe, a 2 proc. – wodne.

Dziś w całej Unii Europejskiej działa 207 elektrowni węglowych w 21 krajach, z czego najwięcej elektrowni mają Niemcy – 53. Druga w zestawieniu Polska ma ich 37 (dane za 2018 rok).

Dodatkowo, w UE jest 128 kopalni węgla kamiennego znajdujących się na terenie 12 państw. Z tego 35 kopalń znajduje się w Polsce.

Czytaj też:

>>> Mapa Dnia: susza w Polsce trwa najdłużej od co najmniej 10 lat

>>> Czy zielona rewolucja musi pogrążyć Śląsk? Farmy słoneczne mogą zastąpić węgiel i uratować miejsca pracy

To między innymi ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.