Pierwsza była elektrownia węglowa Ostrołęka. Inwestorzy opuścili ją, bo nie miała szans przynieść zysku. Teraz osieroceniem zagrożone są bloki gazowe, których w Polsce buduje się ponad 4 GW.

Stranded assets, czyli aktywa i koszty osierocone, to rozpoczęte inwestycje, w które nikt nie chce dalej inwestować.

Międzynarodowa Agencja Energii definiuje aktywa osierocone jako „te inwestycje, które zostały już poczynione, ale które w pewnym momencie przed zakończeniem swojego życia gospodarczego nie są już w stanie uzyskać zwrotu”.

To aktywa niezdolne do generowania przychodów, które są niezbędne do uzyskania przez inwestorów zwrotu poniesionych nakładów na wytworzenie tych aktywów”, mówi 300Gospodarce prof. Andrzej Szablewski, dyrektor Instytutu Nauk Ekonomicznych w Polskiej Akademii Nauk.

“Powstają w związku z tym koszty osierocenie, których wielkość wynika z wartości nakładów inwestycyjnych, które nie zostaną zwrócone”, precyzuje.

Jeśli sierotami stają się inwestycje prywatnych firm nie stanowi to większej rewelacji dla większości społeczeństwa. Jednak jeśli bezpańskie stają się przedsięwzięcia podejmowane przez państwo lub państwowe firmy, koszty pokrywamy my wszyscy. 

Polska energetyka zdominowana jest przez spółki kontrolowane przez skarb państwa, które – nierzadko w konsorcjach z innymi podmiotami państwowymi – finansują powstawanie elektrowni. To powoduje, że często do decyzji o rozpoczynaniu kolejnych inwestycji dochodzi w wyniku procesów politycznych, a nie biznesowych.

W pewnym momencie przychodzi jednak zderzenie z rynkiem.

W energetykę są zaangażowane podmioty niezwiązane z polityką, dla których liczą się liczby: na przykład Legal & General Investment Management (LGIM), największy fundusz inwestycyjny Wielkiej Brytanii, zaangażowany jest kapitałowo zarówno w spółkę Energa, i jak i Enea, które osierociły elektrownie węglową w Ostrołęce. 

“Dla nas to kwestia podstawowego planowania finansowego. Wiele firm światowych jeszcze kilka lat temu planowało elektrownie węglowe, ale zmieniły się realia i musiały zarzucić projekty, tracąc na tym miliardy. Przy projekcie Ostrołęka Enea i Energa nie odrobiły zadania domowego i jak dotąd nie wykazały, że elektrownia będzie dochodowa”, powiedział 300Gospodarce Iancu Daramus, analityk ds. zrównoważonego rozwoju w LGIM.

>>> Czytaj więcej: Enea i Energa nie odrobiły zadania domowego. Sama zmiana Ostrołęki na gaz nie wystarczy – mówi gigant inwestycyjny z Londynu

Nic nowego w energetyce

Zjawisko kosztów osieroconych w energetyce nie jest nowinką.

“Pojawiły się w elektroenergetyce już 4 dekady wcześniej. Ich powstanie wynikało z liberalizacji sektora i odejścia od regulacji cen, która była gwarantem odzyskania przez inwestorów całości poniesionych przez nich nakładów, zwłaszcza na budowę elektrowni. Deregulacja cen i dostępu do rynku wytwarzania umożliwiła bowiem wejście na rynek tańszych wytwórców energii elektrycznej i w konsekwencji obniżenia cen poniżej poziomu chroniącego inwestorów przed powstaniem kosztów osieroconych”, wspomina prof. Szablewski.

Obecnie inwestycje energetyki węglowej narażone są na osierocenie z dwóch powodów: polityki klimatycznej i rozwoju technologii. Wprowadzone mechanizmy rynkowe promują energetykę odnawialną, przez co produkcja energii elektrycznej z węgla jest coraz droższa.

OZE z kolei mają niskie koszty operacyjne, a rozwój technologii sprawia, że sama inwestycja w tego typu elektrownie wymaga coraz mniej kapitału. Energetyka węglowa odnotowuje spadek dochodów do tego stopnia, że takie bloki mają przychody pokrywające tylko koszty zmienne, a czasem nawet nie.

W Niemczech elektrownie napędzane węglem kamiennym już od paru lat tracą rentowność. Z tego punktu widzenia tamtejsza energetyka węglowa dostanie zatem miękkie lądowanie: do 2038 r. mają zostać zamknięte wszystkie elektrownie tego typu, a rząd zrekompensuje im przedwczesne zamknięcie.

OZE w systemie nadal przybywa, a im ich więcej, tym mniej opłacalne są elektrownie węglowe – można zatem wysunąć wniosek, że istniejące elektrownie węglowe i tak przestałyby być w najbliższych latach opłacalnym biznesem.

W obecnym stanie rzeczy nie ma więc warunków, aby budować dodatkowe moce węglowe. Z tym problemem zetknęła się planowana elektrownia w Ostrołęce. Dwóch inwestorów, państwowe firmy Enea i Energa zrezygnowały z dalszego finansowania przedsięwzięcia pozostawiając je na lodzie.

Polska nie jest jednak jedynym krajem energetycznych sierot. Z badania Land of the Rising Sun and Offshore Wind Uniwersytetu w Tokio, brytyjskiego thank-tanku Carbon Tracker oraz międzynarodowej organizacji pozarządowej Carbon Disclosure Project wynika, że w Japonii nawet 71 mld dol. aktywów węglowych jest zagrożonych.

Dodatkowo, Lex – analityczna dywizja Financial Times – wyliczył, że giganci naftowi: Exxon, BP i Saudi Aramco w związku z nową polityką klimatyczną są narażeni nawet na 900 mld dol. w osieroconych aktywach. 

Zmiana paliwa?

Z nieoficjalnych informacji Bloomberga wynika, że Energa i Enea chcą, aby zamiast elektrowni napędzanej węglem powstał tam blok gazowy – wtedy mogłyby przedsięwzięcie sfinansować. Wielu poddaje w wątpliwość, czy to rozwiąże jakiekolwiek problemy.

Gaz uchodzi za paliwo mniej emisyjne, jednak jak pisaliśmy w 300Gospodarce, korzyści ekologiczne wynikające z przerzucenia się z węgla na gaz są dyskusyjne.

Co prawda spalanie gazu ziemnego w procesie produkcji energii elektrycznej wywołuje znacznie mniejszą emisję CO2, niemniej jest to niwelowane przez wycieki gazu ziemnego z infrastruktury gazowej do atmosfery na etapie jego wydobycia, transportu, składowania i dystrybucji. 

Gaz ziemny w 95 proc. składa się z metanu – w tej chwili drugiego po CO2 gaz cieplarnianego emitowanego w największej ilości.

Do tego jest od CO2 znacznie gorszy: jego zdolność do zatrzymywania ciepła w atmosferze jest aż 25 razy większa niż w przypadku dwutlenku węgla.

W tym miejscu warto wrócić do wspomnianych gigantów naftowych, których aktywa narażone na osierocenie to w dużej mierze aktywa wydobywcze ropy i gazu. Przewiduje się, że nie tylko węgiel straci swoje względy, ale również ropa naftowa i właśnie gaz.

“Propozycja, aby zamienić paliwo – z węgla na gaz – niewątpliwie jest rozwiązaniem lepszym, choć także niepozbawionym wątpliwości. Trzeba pamiętać, że gaz traktowany jest obecnie jako paliwo przejściowe w okresie dochodzenia do bezemisyjnej elektroenergetyki, przy czym uważa się, że chodzi tu o okres do końca najbliższej dekady. Powstaje w związku z tym ryzyko, że budowa wielkoskalowych elektrowni na gaz może nas również w przyszłości narażać na ryzyko ponoszenia kosztów osieroconych, choć z pewnością niższych – ze względu na mniejsze niż w przypadku elektrowni węglowych nakłady inwestycyjne”, tłumaczy prof. Szablewski.

Inwestor, który blokował powstanie węglowej Ostrołęki z kieszeni Enei i Energi sceptycznie podchodzi także do pomysłu powstania gazowej Ostrołęki. 

“Widzimy kilka problemów, jeśli chodzi o zdolność do utrzymania się elektrowni gazowych. Z jednej strony transformacja projektu z węglowego na gazowy może przynieść korzyści środowiskowe. Ale z drugiej, gaz ma to do siebie, że podczas przechowywania i transportu uwalnia duże ilości metanu i jeśli nie wymyślimy sposobu na to, jak się tego pozbyć to gaz nie będzie zrównoważonym paliwem”, mówi Daramus z Legal & General Investment Management.

Nie tylko Ostrołęka

W kwestii Ostrołęki to jedynie pomysł. W Polsce planowane są inne energetyczne gigainwestycje w gaz. Polska Grupa Energetyczna chce postawić dwa bloki gazowe w elektrowni Dolna Odra, których łączna moc to aż 1,4 GW (próbowaliśmy zapytać PGE o to, czy nie boją się rozpoczynać tej inwestycji wobec potencjalnego widma nierentowności; niestety, do czasu publikacji tego materiału nie udało nam się uzyskać komentarza).

Ogółem w Polsce planowanych jest prawie 4 GW elektrowni i elektrociepłowni gazowych do 2025 r., w tym m.in. budowane obecnie bloki na Żeraniu w Warszawie oraz w Stalowej Woli.

Co więc zrobić, żeby zabezpieczyć inwestycję przed osieroceniem? Według raportu Land of the Rising Sun and Offshore Wind w Japonii 29 mld dol. ze wspomnianych 71 mld można by uniknąć, gdyby rząd japoński zrewidował swoje plany inwestycyjne. P

olskiej energetyce eksperci polecają odejście od gigantomanii. 

Znacznie bezpieczniejszą opcją jest budowanie mniejszych źródeł gazowych, które mogą być równie efektywne jak duże źródła gazowe, bowiem w przypadku tego rodzaju energetyki nie występuje efekt skali – czyli im większa elektrownia tym bardziej efektywna kosztowo”, uważa prof. Szablewski.

Tekst powstał w ramach Tygodnika Klimatycznego 300KLIMAT. Na nasz nowy cotygodniowy newsletter, któremu partneruje IMPACT, możesz zapisać się tutaj.

>>> Polecamy także: Jedna niemiecka elektrownia naprawdę nic tu nie zmieni – wywiad z Aleksandrą Gawlikowską-Fyk o uruchomieniu Datteln 4