Revolut poinformował dziś, że udostępni swoją platformę do handlu akcjami użytkownikom wszystkich rodzajów swoich kart, m.in. w Polsce.

Dzięki temu, posiadając ich darmowe konto i kartę, będzie można kupować i sprzedawać akcje 450 spółek notowanych na amerykańskiej giełdzie.

Wśród nich są giganci technologiczni (np. Alphabet, czyli spółka-matka Google, Facebook, Amazon), instytucje finansowe (BlackRock, Goldman Sachs), a także np. chińska Alibaba, japońska Toyota czy kierowany przez Warrena Buffetta Berkshire Hathaway.

W sumie lista dostępnych akcji obejmie walory 450 spółek notowanych na New York Stock Exchange.

Revolut nazywa swoją platformę handlu akcjami bezprowizyjną, jednak będzie to dotyczyć tylko najdroższej karty Metal. W przypadku tańszej lub darmowej wersji brak prowizji będzie dotyczyć tylko kilku pierwszych transakcji: użytkownicy kart Standard będą mieli do dyspozycji 3 bezprowizyjne transakcje w miesiącu, a użytkownicy kart Premium 8 takich transakcji.

W przypadku Standard i Premium transakcje ponad limitem będą oznaczały prowizję  w wysokości 1 funta brytyjskiego (ok 4,90 zł).

>>> Czytaj więcej na temat udostępnienia oferty: Revolut rozszerza dostęp do platformy handlu akcjami dla użytkowników wszystkich kart

Revolut chwali się, że udostępniając swoją platformę, „przeciwdziała wykluczeniu finansowemu i demokratyzuje kolejną kategorię usług finansowych”.

I rzeczywiście, na plus można zaliczyć łatwość, z jaką można inwestować przez aplikację oraz niskie prowizje (lub ich brak).

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że inwestując w akcje np. Amazona – które kosztują dziś ponad 1800 dolarów za udział – nie musimy od razu kupować całej jednej akcji (częsty wymóg u innych). Revolut usunął tę barierę cenową i umożliwia tzw. fractional shares trading, czyli zakup ułamków akcji o wartości 1 dolara.

Jednak jest jeden duży minus takiej inwestycji, o której firma nie wspomina: ryzyko walutowe. I nie chodzi tutaj o prowizję od wymiany złotówek na dolary.

Chodzi o to, że kiedy jesteśmy posiadaczami akcji firm notowanych w dolarach amerykańskich, bierzemy na siebie nie tylko ryzyko tego, że ich wartość spadnie. Bierzemy także drugie, znacznie trudniejsze do przewidzenia ryzyko walutowe.

Rynek forex jest najbardziej płynnym rynkiem na świecie (czyli największym), ale też najmniej przewidywalnym. Powszechnie szacuje się, że 80 proc inwestorów na rynku Forex traci, a według Komisji Nadzoru Finansowego w 2018 roku inwestor z Polski grający na rynku walut stracił średnio 10 tys. zł.

Wynika to z faktu, że na rynku walut radzą sobie dobrze niemal wyłącznie duzi inwestorzy z głęboką wiedzą i umiejętnościami. Ryzyko gry na walutach często porównuje się do zwykłego hazardu – szczególnie w przypadku przeciętnego indywidualnego inwestora szanse zysku i straty są podobne, jak w kasynie.

Tak więc inwestując indywidualnie w amerykańskie akcje, należy mieć na uwadze, że nawet jeśli firma, w którą zainwestowaliśmy, radzi sobie dobrze, to jeszcze musimy uważać na rynek walutowy, który może nasze potencjalne zyski zamienić w straty.

Tutaj właśnie widzimy przewagę większych towarzystw fundusz inwestycyjnych (TFI) nad takimi platformami, jak Revolut: oni potrafią profesjonalnie zarządzać i zabezpieczać się przed ryzykiem wynikającym z wahań walutowych (albo powierzają to zadanie specjalnym funduszom, które właśnie w tym się specjalizują).

Dzięki temu minimalizują wpływ rynku walut na fundusz, w który zainwestowaliśmy i mogą skupić się na wybieraniu najlepszych spółek.

Niestety, prowizje od inwestycji za pomocą TFI w Polsce są wciąż bardzo wysokie – i w tej kategorii znowu wygrywa Revolut. Ale jeśli mamy większe sumy do zainwestowania i chcielibyśmy część z nich zainwestować za granicą, należy rozważyć zatrudnienie profesjonalisty.

A przy pomocy Revoluta inwestować mniejsze sumy, których strata nie będzie nas bolała zbyt długo.

>>> Czytaj też: Rezygnacja z PPK: czy warto się wypisać, czy zostać w nowym programie emerytalnym?