Koszty powodzi w Europie rosną, choć od początku wieku takie zdarzenia występują ze względnie stabilną częstotliwością, średnio ok. 46 razy rocznie. Straty gospodarcze zwiększyły się z 63,1 mld euro w latach 2000-2009 do 88,6 mld euro w okresie 2020-2025. W Polsce potencjalna duża powódź mogłaby oznaczać 14,8 mld euro utraconych inwestycji w ciągu trzech lat i 15,9 mld euro strat PKB, bo woda niszczy nie tylko budynki, ale też produkcję, transport, dostawy i plany rozwojowe firm.
Powodzie są najczęstszym i najbardziej kosztownym zagrożeniem naturalnym w Europie. Od 2000 r. łączne straty gospodarcze związane z powodziami sięgnęły 226 mld euro. Zdaniem Allianz Trade sam wzrost liczby zdarzeń nie tłumaczy jednak skali rachunku. Główna przyczyna leży gdzie indziej: ludzie, firmy, infrastruktura i aktywa nadal koncentrują się na obszarach narażonych na zalanie.
Woda znika, koszty powodzi zostają
Powódź jest lokalnym zdarzeniem pogodowym, ale jej skutki szybko wychodzą poza zalany teren. Firma może nie mieć wody w hali produkcyjnej, a mimo to odczuć skutki katastrofy: jeśli dostawca nie dowiezie komponentów, jeśli magazyn straci dostęp do dróg albo jeśli przestanie działać infrastruktura energetyczna.
Naprawa zniszczonego majątku nie zamyka rachunku. Równie bolesne są przestoje, opóźnienia w transporcie, przerwane łańcuchy dostaw i utrata klientów. To szczególnie ważne dla eksportu – bo odbiorca szuka alternatywy tam, gdzie dostawy są pewniejsze.
Największy koszt to utracone inwestycje
Konsekwencje dużej powodzi mogą utrzymywać się przez wiele miesięcy po ustąpieniu wody. W tym czasie firma nadal ponosi koszty i próbuje odtworzyć działalność. Jednocześnie pieniądze przesuwają się z inwestycji i nowych projektów na odbudowę.
Jak zwraca uwagę Allianz Trade, właśnie te utracone inwestycje powodują największe straty gospodarcze po powodzi.
W badanych krajach Europy skumulowany spadek inwestycji po dużym zdarzeniu powodziowym wynosi od 10,5 proc. w Norwegii do 14,6 proc. w Holandii względem scenariusza bez powodzi.
„W wartościach bezwzględnych najwyższe straty odnotowują największe gospodarki. Dla Niemiec oznacza to około 84 mld euro utraconych inwestycji, dla Francji niemal 78 mld euro, a dla Wielkiej Brytanii około 67 mld euro” – wylicza Allianz Trade
Zalany zakład można odbudować, a zniszczoną drogę naprawić. Trudniej policzyć fabrykę, której nie zbudowano, linię produkcyjną, której nie uruchomiono, albo projekt publiczny, który spadł z listy priorytetów, bo pieniądze poszły na usuwanie szkód.
Polska w środku stawki? Tylko pozornie
W latach 2000-2025 Polska odnotowała 31 powodzi, które bezpośrednio dotknęły około 1 mln mieszkańców. Pod względem liczby takich zdarzeń nasz kraj nie jest europejskim liderem. Na niechlubnym podium znalazły się Włochy (168), Hiszpania (134) i Francja (109).
Inaczej wygląda jednak ranking strat. Polska zajmuje ósme miejsce w Europie pod względem wartości szkód w majątku spowodowanych powodziami w ostatnich 25 latach. Straty oszacowano na 8,6 mld dolarów.
W przypadku krajów, gdzie do powodzi dochodzi najczęściej, straty nierzadko są relatywnie mniejsze niż w państwach, które rzadziej ich doświadczają. Choć Niemcy miały „tylko” 40 takich zdarzeń w ciągu ostatnich 25 lat, to skumulowana suma strat wynosi około 78 mld dolarów. Pierwsze w rankingu liczby kataklizmów Włochy straciły zaś 42 mld dolarów. W Hiszpanii powodzie doprowadziły do strat na poziomie 25 mld dolarów.
To pokazuje, że sama liczba powodzi słabo opisuje ryzyko gospodarcze.
Najbardziej narażone polskie regiony są zarazem bardzo ważne dla gospodarki. Chodzi m.in. o Dolny Śląsk, Śląsk, Małopolskę oraz tereny położone w dorzeczach Odry i Wisły. To obszary przemysłowe, logistyczne i transportowe, więc duża powódź uderzałaby nie tylko w lokalne budynki.
– Oznacza to, że koszt powodzi nie ogranicza się więc jedynie do zalanych budynków, ale obejmuje również utraconą produkcję, opóźnienia w łańcuchach dostaw (i potencjalna utratę klientów, zwłaszcza w eksporcie) oraz niezrealizowane inwestycje w nowe obiekty. Stąd potencjalny koszt dużego zdarzenia powodziowego (możliwej skali ryzyka) w najbliższym czasie nasz dział Analiz Ekonomicznych oszacował dla Polski na około 14,8 mld EUR (spadek o 13 proc.) utraconych inwestycji w ciągu trzech lat od kolejnej dużej powodzi, 15,9 mld EUR (-0,5 proc.) skumulowanych strat PKB w podobnym horyzoncie czasowym a konsumpcja prywatna spadłaby wtedy o -10,4 mld EUR (-0,6 proc.) – mówi Sławomir Bąk, zarządzający oceną ryzyka w Allianz Trade Polska.
Powódź podbija ceny i uderza w budżet
Duże zdarzenie powodziowe działa na gospodarkę jak szok stagflacyjny. Ten termin oznacza nieprzyjemne połączenie: ceny rosną, a aktywność gospodarcza słabnie.
Jak działa ten mechanizm? Zniszczona infrastruktura, problemy logistyczne i mniejsza dostępność części towarów tworzą wąskie gardła w podaży. Firmy produkują lub dostarczają mniej, ale koszty odbudowy i zakłócenia pchają ceny w górę.
W scenariuszu analizowanym przez Allianz Trade poziom cen w Polsce po potencjalnej dużej powodzi w 2027 roku wzrósłby o ok. 0,8 proc., a konsumpcja spadłaby o ok. 0,6 proc. Saldo sektora finansów publicznych pogorszyłoby się o ok. 2,1 pkt proc. PKB. Spośród 17 analizowanych państw Polska miałaby też najwyższy prognozowany spadek dochodów sektora publicznego, na poziomie 0,6 proc.
Dla budżetu państwa to podwójne uderzenie. Z jednej strony spadają wpływy, bo gospodarka pracuje słabiej. Z drugiej rosną wydatki na odbudowę, naprawy, wsparcie poszkodowanych i infrastrukturę.
Koszty powodzi często wykraczają poza ubezpieczenia
Powodzie z lipca 2021 r. spowodowały w Europie rekordowe szkody w wysokości 38 mld euro. Ubezpieczone było jednak tylko 9 mld euro. Resztę musiały pokryć gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa i rządy.
Ten rozdźwięk pokazuje, dlaczego sama polisa nie jest wystarczającą odpowiedzią na ryzyko powodziowe. Ubezpieczenia są ważne, ale nie zastąpią inwestycji w odporność: retencję, planowanie przestrzenne, kanalizację deszczową, zabezpieczenia infrastruktury i lokalne systemy zarządzania ryzykiem.
Według analiz cytowanych przez Allianz Trade każde 1 euro zainwestowane w działania adaptacyjne może przynieść około 4 euro unikniętych strat. Największy sens ekonomiczny mają działania, które ograniczają zabudowę terenów zalewowych, zwiększają retencję wody i wzmacniają infrastrukturę.
Przygotowanie może być tańsze niż przestój
Wniosek? Ryzyko powodziowe nie powinno być analizowane tylko przez wartość budynków, maszyn i zapasów. Równie ważne jest to, żeby zakłady i magazyny nie powstawały na terenach, którym grozi zalanie, a państwo tworzyło zbiorniki retencyjne.
Tylko że dwa powyższe, najprostsze i najkorzystniejsze rozwiązania, są najtrudniejsze do wdrożenia z politycznego punktu widzenia. Natomiast budowa dużej infrastruktury przeciwpowodziowej wymaga długotrwałego planowania i realizacji.
Jak to wygląda w praktyce? Przykład stanowią Niemcy. W 2013 roku uruchomiono Krajowy Program Ochrony Przeciwpowodziowej, zakładający pieniądze na poziomie 6-7 mld euro. W 2021 roku nasz sąsiad doświadczył szkód powodziowych o wartości 38 mld euro. Mimo to ze wspomnianego programu dotąd wydano jedynie około 500 mln euro. Widać więc, że w tym przypadku przeszkodą bardziej było rozdrobnienie instytucjonalne oraz długotrwałe procedury planowania i zatwierdzania inwestycji, a nie brak pieniędzy.
Firmy powinny zwracać uwagę na odporność dostawców i przygotować plany ciągłości działania oraz transport alternatywny. Nie należy zapomnieć też o tym, by zadbać o płynność finansową oraz ubezpieczenie dopasowane do skali działalności. Koszt przygotowania organizacji na ekstremalne zjawiska pogodowe może być niższy niż wielotygodniowe zatrzymanie pracy po kataklizmie.
Allianz Trade zwraca uwagę, że adaptacja do powodzi jest dziś nie tylko polityką klimatyczną. To także prewencyjna polityka fiskalna i element zarządzania konkurencyjnością. Państwo, które ogranicza przyszłe szkody, chroni budżet. Firma, która ogranicza ryzyko przestoju, chroni przychody, klientów i inwestycje.
Koszty powodzi są coraz mniej abstrakcyjne, bo coraz więcej majątku, produkcji i infrastruktury znajduje się tam, gdzie woda może przerwać działalność całych fragmentów gospodarki.