{"vars":{{"pageTitle":"Przybywa antyukraińskich trolli. Ofiarami dezinformacji padamy wszyscy","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["news"],"pageAttributes":["dezinformacja","internet","main","media","najnowsze","najwazniejsze","propaganda","troll"],"pagePostAuthor":"Emilia Derewienko","pagePostDate":"7 marca 2023","pagePostDateYear":"2023","pagePostDateMonth":"03","pagePostDateDay":"07","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":506685}} }
300Gospodarka.pl

Przybywa antyukraińskich trolli. Ofiarami dezinformacji padamy wszyscy

Antyukraińskich trolli od początku inwazji Rosji przybywa lawinowo. Tylko w ciągu roku wykryto 1600 kont, głoszących rosyjską propagandę. Do tego dochodzą boty. Ofiarami dezinformacji padają media, politycy – i zwykli obywatele.

Dezinformacja powoduje zachwianie poczucia bezpieczeństwa, spadek zaufania do instytucji publicznych, strach. To obecnie powszechne, ale i bardzo niebezpiecznym zjawisko. Nasiliła się zwłaszcza po wybuchu wojny w Ukrainie.

Najazd „ruskich trolli”

Badaniem i walką z dezinformacją zajmuje się w Polsce Państwowy Instytut Badawczy NASK. Dezinformacja to celowe działanie, intencjonalna propaganda, którą próbuje się wywrzeć nacisk na infosferę.


Czytaj także: Nie tylko naloty rakietowe. Google: Rosyjska inwazja na Ukrainę trwa również w cyberprzestrzeni


Jak mówi szef działu przeciwdziałania dezinformacji, Mateusz Mrozek, po wybuchu wojny w Ukrainie incydentów dot. dezinformacji w Internecie przybywało lawinowo. Dotyczy to zwłaszcza mediów społecznościowych.

W stosunku do sytuacji sprzed wojny, liczba troll-kont wzrosła ponad 4-krotnie. Od inwazji Rosji na Ukrainę wykryto niemal 1600 kont, nienależących do botów, które rozpowszechniały dezinformację.

Ogromna większość, bo aż 88 proc. z nich, to konta dotyczące dezinformacji Rosji na temat Ukrainy. I aż 81 proc. tych kont rozpowszechniało celowo nieprawdziwe informacje o ukraińskich uchodźcach.

Działania dezinformacyjne przypominają wrzącą wodę – tematy gdzieś się znajdują, tylko są odgrzewane w odpowiednich momentach. Bardzo często są one połączone z tym, co dzieje się w realnym świecie. Kiedy widzimy postępy wojsk ukraińskich, w social mediach widzimy nacisk związany z krytyką ukraińskich uchodźców – mówił podczas konferencji prasowej Mateusz Mrozek.

Jak uderza troll?

Troll ma swoje sposoby. Jak zauważyli przedstawiciele NASK, istnieją cztery główne linie narracyjne. Pierwsza to antagonizowanie Polaków względem uchodźców, druga to wskazywanie osamotnienia Polski na arenie międzynarodowej.

Z troll kont można się dowiedzieć, że jesteśmy „chorym dzieckiem Europy, który nastawia inne państwa przeciwko Rosji – mówił Mrozek.

Kolejne z nich to wskazywanie, że bezpieczeństwo Polski jest zagrożone i rozpowszechnianie haseł o III wojnie światowej. I wreszcie: „najczęściej eksplorowany i najmniej wokalny: bieżące polaryzowanie społeczeństwa”.

Dezinformacja pojawia się głównie na platformach typu Twitter czy Facebook, w mniejszym stopniu dotyczy Instagrama. I przenika w do publicznego dyskursu. – Boty to efekt tła. Służą do tego, żeby uwiarygodnić narrację – zaznacza.

Temat, często nieświadomie, podejmują media i politycy, a to bezpośrednio oddziałuje na odbiorcę. Który potem, motywowany strachem, staje w niebotycznej kolejce po cukier czy papier toaletowy.

Dyskusja na dany temat pojawia się w różnych miejscach, potem zestawia się ją ze skandaliczną sytuacją czy tezą. Ludzie zatrzymują się na czytaniu nagłówków o tym, co np. z cukrem. Nie wchodzą w szczegóły i to rezonuje. Cukier, paliwo na początku konfliktu w Ukrainie, bankomaty – społeczeństwo reaguje paniką – wyjaśnia Mateusz Mrozek.

Jak zauważa, nierzadko to media odgrywają kluczową rolę w podawaniu dezinformacji. A ta w mediach społecznościowych rozchodzi się jak świeże bułeczki – zwłaszcza gdy zostaje przekazana przez kogoś o dużych zasięgach: aktywistę albo lidera jakiejś społeczności. I jesteśmy o krok od pojawienia się tematu w dyskursie medialnym czy politycznym.

Co robi NASK?

NASK ma w tym względzie szczególne zadanie. Prowadzi monitoring w języku polskim na stronach, które są publicznie dostępne.

Wyznaczamy nowe słowa kluczowe, przygotowujemy cotygodniowe raporty i system, który alertuje o szkodliwych zjawiskach. Jesteśmy w kontakcie ze służbami i samorządami – mówi szef działu dezinformacji.

Największy problem sprawiają w mediach społecznościowych grupy zamknięte. Tam – zwłaszcza na grupach lokalnych – wiele się dzieje, informacje przekazywane są często przez kogoś, „kto podobno coś widział, rzekomo w czymś uczestniczył”. Powstaje ferment.

Media także są wykorzystywane, aby stać się elementem dezinformacji.

Problemem są też publicyści i przedstawiciele mediów w social mediach. Nie wchodzimy w temat ich intencji, jesteśmy instytutem naukowym i staramy się zachować neutralność – przekonują przedstawiciele NASK.

Więcej o bezpieczeństwie w Internecie piszemy tutaj: