Rosyjska gospodarka coraz wyraźniej odczuwa skutki sankcji nałożonych po inwazji na Ukrainę. Wzrost PKB wyhamował, spadają wpływy z sektora naftowo-gazowego, rośnie zadłużenie. A jednak – jak wskazują eksperci – nie doszło do załamania, którego oczekiwał Zachód. Co więcej, rosyjskie społeczeństwo wciąż wykazuje gotowość do wspierania dalszej konfrontacji.
Wzrost bliski zera, rosnące napięcia
Z październikowej prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynikało, że w 2025 roku rosyjski PKB wzrośnie o 0,6 proc. Nowsze szacunki mówią o 0,8 proc. To poziomy, które oznaczają de facto stagnację, m.in. z powodu niższych wpływów z eksportu ropy i gazu.
– Wzrost PKB w ubiegłym roku wyniósł prawdopodobnie między 0,5 proc. a 1 proc. Ten trend się najprawdopodobniej utrzyma w kolejnych latach. Mamy stagnację w wielu sektorach rosyjskiej gospodarki, szczególnie jeśli chodzi o sektor cywilny, co jest najlepszym dowodem na to, że działają różnego typu instrumenty sankcyjne, które przeciwko Rosji zostały wprowadzone. Obniża się poziom płac realnych, rośnie dług publiczny, rośnie zadłużenie regionów Federacji Rosyjskiej – mówi dr Szymon Kardaś z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim, członek Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Z danych rosyjskiego resortu finansów wynika, że deficyt budżetowy w 2025 roku sięgnął ok. 2,6 proc. PKB, czyli 5,6 bln rubli. Rok wcześniej było to 3,4 bln rubli, co stanowiło 1,7 proc. PKB. Jednocześnie napływają informacje o pogarszającej się sytuacji finansowej strategicznych przedsiębiorstw.
– To pokazuje, że sytuacja się komplikuje i że cztery lata wojny wywierają negatywny skutek na gospodarkę – dodaje ekspert.
Mechanizmy adaptacyjne i gospodarka wojenna
Jednak obraz nie jest jednoznaczny. Rosja przez cztery lata znalazła sposoby funkcjonowania w warunkach sankcyjnych. Co więcej, wydatki państwa i produkcja koncentrują się wokół sektora zbrojeniowego.
– Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, że Rosja przez te cztery lata wypracowała mechanizmy adaptacyjne do warunków sankcyjnych. Jej gospodarka została też bardzo mocno przestawiona na tryby wojenne, a więc spora część przemysłu pracuje na potrzeby związane z kontynuacją wojny przeciwko Ukrainie. Po trzecie, chociaż nieco się komplikuje sytuacja sektora energetycznego, on nadal generuje bardzo znaczące wpływy, zarówno z punktu widzenia rosyjskiego budżetu, jak i gospodarki ogólnie – mówi dr Szymon Kardaś.
Dochody z ropy i gazu w 2025 roku spadły o 23,8 proc. w skali roku, do poziomu blisko 8,5 bln rubli. W styczniu 2026 roku spadek przekroczył 50 proc., głównie z powodu niższych cen ropy. Mimo to – jak podkreśla ekspert – punkt odniesienia był rekordowo wysoki.
– Pamiętajmy, że to jest spadek w odniesieniu do poziomów, które były jednymi z rekordowych, jeśli chodzi o wpływy do budżetu z tego konkretnego sektora, bo poziom 8,5 bln rubli to jest nadal bardzo dobry wynik – zwraca uwagę ekspert. W ostatnim roku przed inwazją na Ukrainę te dochody wynosiły 9,056 bln rubli.
Warto też zauważyć, że rośnie znaczenie dochodów spoza sektora naftowo-gazowego. W 2025 roku wyniosły one ponad 28,8 bln rubli, co oznacza wzrost o 12,6 proc. rok do roku. Udział sektora energetycznego w dochodach budżetowych spadł do niespełna 23 proc., podczas gdy wcześniej sięgał 30-40 proc.
Ropa ze Wschodu wciąż płynie
Mimo embarga UE, mechanizmu price cap (czyli limitu cenowego) i sankcji finansowych Rosja nadal sprzedaje surowce energetyczne. Z danych „The Russia Fossil Tracker” wynika, że od 24 lutego 2022 roku do 16 lutego 2026 roku przychody z eksportu paliw kopalnych przekroczyły 1 bln euro. 68 proc. stanowią przychody z ropy naftowej, 20 proc. z gazu, a pozostałe 12 proc. z węgla. Największymi odbiorcami są Chiny, Indie i Turcja.
– Rosyjska ropa nadal płynie i Rosjanie na niej zarabiają, choć oczywiście dużo mniej, niż zarabialiby, gdyby nie było sankcji, europejskiego embarga, price capu i całego szeregu innych restrykcji. Wciąż są na rynku globalnym i rynkach regionalnych tacy odbiorcy, którzy rosyjską ropę kupują – mówi dr Szymon Kardaś.
Znaczną część morskiego transportu surowca (68 proc.) obsługuje tzw. flota cieni. To pokazuje, że Moskwa potrafi obchodzić ograniczenia i dostosowywać się do nowych warunków.
Rosyjskie społeczeństwo jest odporne na kryzys
Ważne pytanie dotyczy reakcji społeczeństwa. Pogarszające się wskaźniki gospodarcze nie przekładają się – przynajmniej na razie – na masowe protesty.
– Pogarszające się wskaźniki dotykają społeczeństwo rosyjskie. Z drugiej strony jest w nim bardzo wysoki poziom odporności na trudności gospodarcze, z którymi się Rosjanie borykają. To społeczeństwo najwyraźniej wciąż nie osiągnęło takiego progu dotkliwości w gospodarce, który przekładałby się na drastyczny wzrost niezadowolenia i mógłby się kończyć jakąś formą protestu – mówi dr Szymon Kardaś.
Z danych Centrum Lewady wynika, że w styczniu 2026 roku 84 proc. Rosjan aprobowało działania Władimira Putina jako głowy państwa. Według sondażu 12 proc. je potępiało, a 4 proc. nie miało zdania. Trzeba jednak pamiętać, że badania opinii publicznej w państwie autorytarnym takim jak Rosja obarczone są istotnym ryzykiem.
– Wiele wskazuje na to, że rosyjskie społeczeństwo jest gotowe wspierać konfrontację nie tyle z Ukrainą, ile z całym Zachodem, bo to jest bardzo ważny element machiny propagandowej, która została zbudowana wokół wojny. Ona ustawiła ten konflikt nie jako rosyjsko-ukraiński, ale jako konflikt Rosji z całym Zachodem – uważa dr Szymon Kardaś. – Biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą, która się pogarsza, ale nie na tyle, żeby mówić o załamaniu, i jednocześnie czynnik społeczny, który raczej nie stanowi zagrożenia z punktu widzenia systemu, wydaje się, że Rosjanie chcą tę wojnę kontynuować.
Rosyjska gospodarka nie jest dziś w stanie dynamicznego wzrostu, ale też nie znajduje się w stanie zapaści. To przestrzeń między stagnacją a mobilizacją wojenną – wystarczająca, by Kreml mógł dalej prowadzić konflikt.