Komisja Europejska ma przedstawić Fertilizer Action Plan, czyli plan działania na rzecz nawozów. Cel: ograniczenie zależności unijnego rolnictwa od importu nawozów i surowców potrzebnych do ich produkcji. Według danych Komisji Europejskiej przywołanych przez Instytut Zrównoważonej Gospodarki (IZG) 30 proc. nawozów azotowych i 70 proc. nawozów fosforanowych stosowanych w UE pochodzi z importu. A rosnące ceny gazu, które przekładają się na nawozy i pasze, coraz mocniej wpływają na koszty produkcji żywności.
Dopłaty pomogą tylko na krótko
Instytut Zrównoważonej Gospodarki wskazuje, że rolnicy oczekują przede wszystkim rekompensat za rosnące ceny nawozów. Tyle że dopłaty mogą złagodzić skutki kryzysu tylko w krótkim okresie.
Problemem jest strukturalna zależność rolnictwa od nawozów syntetycznych, importowanych surowców i paliw kopalnych. Produkcja nawozów azotowych jest silnie powiązana z cenami gazu ziemnego, dlatego napięcia geopolityczne szybko przekładają się na koszty produkcji rolnej.
IZG ocenia, że ograniczenie rozmowy o Fertilizer Action Plan wyłącznie do rekompensat byłoby błędem. Zdaniem instytutu priorytetem powinno być skalowanie rozwiązań, które zmniejszają zależność od importu nawozów.
Wojna na Bliskim Wschodzie uderza także w rolnictwo
Konflikt na Bliskim Wschodzie to nie tylko ryzyko dla rynku ropy i gazu. Według Instytutu Zrównoważonej Gospodarki może on również podnieść koszty produkcji żywności przez droższy amoniak, mocznik i paliwo dla rolników.
– Chociaż rzadko o tym myślimy, rolnictwo jest uzależnione od paliw kopalnych. Dlatego cena gazu przekłada się na cenę nawozów, a przez to na koszty produkcji. Zamknięcie cieśniny Ormuz dobrze pokazuje, jak bardzo obecny model produkcji rolnej w Polsce jest podatny na wstrząsy zewnętrzne i jak kluczowe jest odejście od tego modelu, aby budować prawdziwe bezpieczeństwo żywnościowe kraju – mówi Adrianna Wrona, ekspertka ds. rolnictwa i systemów żywnościowych w Instytucie Zrównoważonej Gospodarki.
Jak dodaje, konflikt na Bliskim Wschodzie podniósł ceny gazu, a więc również nawozów azotowych. Polska, jako duży producent zbóż, może odczuć to w kosztach produkcji w sezonie wiosennym. Ekspertka zwraca uwagę, że ceny zbóż od wielu miesięcy są poniżej poziomu opłacalności, a napięcia geopolityczne pogłębiają ryzyko dalszych spadków.
Droższe nawozy mogą uderzyć też w produkcję zwierzęcą
Ryzyko nie dotyczy wyłącznie upraw. Według Adrianny Wrony podobny mechanizm może pojawić się w produkcji zwierzęcej, ponieważ koszty nawozów wpływają również na ceny pasz.
Brazylia w znacznym stopniu zależy od importu nawozów potrzebnych do produkcji paszy, które trafia przez cieśninę Ormuz. Stamtąd gotowa pasza trafia do Polski, która importuje z Brazylii 2/3 śruty sojowej.
– To może podnieść ceny paszy dla polskich producentów mięsa i nabiału, a w efekcie ceny tych produktów dla polskich konsumentów – mówi Adrianna Wrona.
Według danych przywołanych przez IZG w Polsce ceny nawozów azotowych wzrosły od początku roku o około 30-40 proc., a ich dostępność się pogorszyła. Komisja Europejska podaje z kolei, że wiosną 2026 roku ceny nawozów azotowych w UE były o około 70 proc. wyższe niż w 2024 roku.
Nie tylko nawozy
Eksperci IZG wskazują, że istnieją już rozwiązania, które pozwalają ograniczać zużycie nawozów mineralnych. Wśród nich wymieniają m.in. rolnictwo ekologiczne, lepsze zarządzanie nawozami naturalnymi, precyzyjną aplikację nawozów mineralnych oraz stosowanie nawozów zielonych.
Znaczenie ma też utrzymywanie okrywy zielonej na polach zimą, zróżnicowany płodozmian i uprawa roślin motylkowych, które wiążą azot z powietrza. Poprawę efektywności nawożenia może przynieść również regulacja odczynu pH gleby przez wapnowanie.
– Działania i praktyki rolnicze, które powodują zmniejszenie ucieczki azotu do wody i powietrza […] pozwalają realnie zmniejszyć zapotrzebowanie na nawozy sztuczne. Tego rodzaju dobre praktyki rolne realizują cele zawarte w Strategii Od pola do stołu, która zakłada ograniczanie utraty substancji nawozowych o 50 proc. i obniżenie zużycia nawozów mineralnych o 20 proc. To nie idealistyczne założenia, a konieczny krok w stronę odporności rolnictwa w czasie geopolitycznych napięć – mówi Anna Jakubowska, ekspertka ds. rolnictwa i systemów żywnościowych w Instytucie Zrównoważonej Gospodarki.
– Polski system mógłby być mniej podatny na tego rodzaju wstrząsy. Możemy i powinniśmy zmniejszać uzależnienie od nawozów syntetycznych w rolnictwie. Przyniosłoby to wielowymiarowe korzyści dla rolników i konsumentów, bo zależność od nawozów sztucznych to wyższe ceny żywności – dodaje Jakubowska.
Cel środowiskowy i ekonomiczny
Część stosowanych w Polsce nawozów nie jest wykorzystywana przez rośliny. Według Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa składniki nawozowe przedostają się do wód powierzchniowych albo uciekają do atmosfery w formie amoniaku i podtlenku azotu, który jest gazem cieplarnianym.
Co więcej, nadmierne wykorzystanie nawozów wiąże się też z ryzykami środowiskowymi i zdrowotnymi. IZG wskazuje m.in. na zanieczyszczenie i eutrofizację wody, pogarszanie stanu gleb, zanieczyszczenie powietrza oraz ryzyka dotyczące zdrowia ludzi. To ostatnie wiąże się z nowotworami i chorobami tarczycy – alarmuje Europejskie Biuro Środowiskowe.
Według IZG długofalowe działania mogą poprawić odporność rolnictwa na szoki gospodarcze i geopolityczne. Mogą też ograniczyć presję kosztową, która ostatecznie trafia do producentów żywności i konsumentów.