W 2024 roku stężenie dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęło najwyższy poziom w historii pomiarów. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), nie chodzi jednak o gwałtowny wzrost emisji, lecz o coraz mniejszą zdolność pochłaniania CO2 przez naturalne ekosystemy. Ocieplające się oceany, pożary i susze ograniczają skuteczność pochłaniaczy, przyspieszając globalne ocieplenie.
Coraz więcej CO2 zostaje w atmosferze
WMO podaje, że w 2004 roku średnie stężenie CO2 wynosiło 377,1 ppm. W 2024 roku wzrosło do 423,9 ppm. Dane z raportu „Global Carbon Budget” wskazują, że w 2025 roku poziom ten osiągnął już 425,7 ppm.
– W ostatnich latach, jak pokazano w raporcie Światowej Agencji Meteorologicznej, stężenie dwutlenku węgla w atmosferze rośnie rekordowo szybko. Nie wynika to z tego, że emisje rosną rekordowo szybko, bo ten wzrost ostatnio spowolnił w związku z transformacją energetyczną w Europie czy Chinach. Wzrost stężenia wynika głównie z tego, że coraz mniej CO2 pochłaniają naturalne ekosystemy – tłumaczy Marcin Popkiewicz, fizyk i redaktor portalu „Nauka o Klimacie”.
Około połowa globalnych emisji CO2 co roku pozostaje w atmosferze. Resztę pochłaniają lądy i oceany, jednak ich zdolność absorbowania maleje. Ocieplona woda słabiej absorbuje dwutlenek węgla, a pożary i wysychanie roślinności ograniczają skuteczność pochłaniaczy na lądzie.
Emisje rekordowe mimo transformacji
Choć rozwój odnawialnych źródeł energii przyspiesza, światowe emisje CO2 z paliw kopalnych w 2025 roku wzrosły o 1 proc., osiągając rekordowe 38,1 mld ton. Wzrosty zanotowano w największych gospodarkach: Unii Europejskiej, Chinach, USA i Indiach.
ONZ podaje, że paliwa kopalne wciąż odpowiadają za ok. 60 proc. produkcji energii elektrycznej. Od 2015 roku moc odnawialnych źródeł wzrosła o 2600 GW, a źródeł kopalnych – o 640 GW. Zdaniem Popkiewicza, proces transformacji energetycznej musi przyspieszyć.
– Docelowo jesteśmy w stanie zastąpić paliwa kopalne odnawialnymi źródłami energii. Aczkolwiek jest to proces, który potrwa wiele lat, a czasu za dużo nie mamy. Powinniśmy podejmować wiele działań, żeby tę transformację przyspieszyć – mówi ekspert.
Punkty krytyczne coraz bliżej
– Dwutlenek węgla i inne gazy cieplarniane przy ich obecnym stężeniu w atmosferze już chciałyby podnieść temperaturę planety o około 3 stopnie. Ponieważ jednak oceany nagrzewają się powoli, a część ocieplającego wpływu gazów cieplarnianych kompensują emisje aerozoli siarczanowych, dotychczasowy wzrost temperatury to ok. 1,4 stopnia. Celem porozumienia paryskiego jest wzrost maksymalnie o 1,5-2 stopnie Celsjusza, żeby nie przekroczyć różnych punktów krytycznych i żeby nie było bardzo poważnych problemów ze zmieniającym się klimatem – mówi Popkiewicz.
Chodzi tu np. o destabilizację wiecznej zmarzliny (której topnienie powoduje dodatkowe uwalnianie się CO2 i metanu) czy stepowienie Amazonii. Te zmiany mogą doprowadzić do destabilizacji klimatu i sytuacji geopolitycznej. Miliardy ludzi byłyby zmuszone do migracji przez zmiany klimatyczne. Kraje w Afryce, na Bliskim Wschodzie i Indie byłyby niezdatne do zamieszkania.
OZE jest tańsze, ale bariery nie znikają
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), energia z wiatru i słońca to obecnie najtańsze źródła elektryczności w wielu krajach. Rozwój OZE ograniczają jednak przeszkody regulacyjne: długie procedury, opóźnienia w przyłączaniu instalacji i brak dostatecznej infrastruktury. Co więcej, jest wiele grup interesów, które nie chcą, by transformacja energetyczna postępowała.
– Mówimy tu zarówno o Rosji czy Arabii Saudyjskiej, jak też o obecnej administracji amerykańskiej. To są kraje, które mają paliwa kopalne i dobrze zarabiają na ich sprzedaży. Europa jest w zupełnie innej sytuacji: my nie mamy tanich paliw kopalnych do wydobycia na naszym terytorium, więc musimy myśleć o alternatywach, myśląc nie tylko o ochronie klimatu, ale też o naszym bilansie handlowym na import paliw kopalnych i nośników energii, bezpieczeństwie energetycznym, o suwerenności energetycznej dla Europy – zwraca uwagę Popkiewicz.
Klimatyczne domino
Raport WMO zapowiada, że 2025 rok może być jednym z najcieplejszych w historii. Analizy Narodowej Administracji ds. Oceanów i Atmosfery (NOAA) zwracają uwagę na osłabienie atlantyckiej cyrkulacji oceanicznej (AMOC), związane z topnieniem lodowców i napływem słodkiej wody.
Wskutek suszy, pożarów i wylesiania część Amazonii może niebawem przekroczyć punkt krytyczny. Już przy wzroście temperatury o 2 stopnie puszcza może zacząć przechodzić w ekosystem stepowy. To groźny sygnał, że zmiany klimatu przyspieszają i trudno je będzie zatrzymać, jeśli świat nie podejmie pilnych działań.