Budownictwo w zamówieniach publicznych to jeden z fundamentów polskiej gospodarki. Rynek wart jest ponad 330 mld zł rocznie i odpowiada za blisko 40 proc. wartości wszystkich przetargów publicznych w kraju. To pieniądze, które napędzają infrastrukturę, energetykę, inwestycje samorządowe, a pośrednio wpływa także na ceny mieszkań i tempo rozwoju regionów. Problem polega na tym, że duża część firm w ogóle nie bierze udziału w tej grze.
Szacunki branżowe wskazują, że 75-80 proc. firm budowlanych nigdy nie startowało w postępowaniu publicznym. Co więcej, niemal co piąty ogłoszony przetarg kończy się złożeniem tylko jednej oferty, a w kilku procentach przypadków nie wpływa żadna propozycja.
Od strony praktycznej oznacza to ograniczoną konkurencję, słabszą presję cenową i wolniejsze tempo realizacji inwestycji. A w kraju, który wciąż zmaga się z deficytem infrastrukturalnym i kryzysem mieszkaniowym, taka sytuacja ma wymiar nie tylko gospodarczy, ale i społeczny.
Bariera nie jest na placu budowy
Dlaczego większość firm omija przetargi publiczne? Problemem rzadko jest brak kompetencji wykonawczych. Znacznie częściej barierą okazują się formalności, ryzyko proceduralne i koszty przygotowania oferty.
Przygotowanie jednej oferty bez wsparcia technologii to średnio 60-120 roboczogodzin pracy zespołu, kilka tysięcy złotych kosztów oraz konieczność wniesienia wadium. Do tego dochodzi ryzyko odrzucenia z powodów formalnych. Szacuje się, że 15-20 proc. ofert odpada właśnie z przyczyn proceduralnych, a nie cenowych czy technicznych.
W efekcie wiele firm rezygnuje z udziału w przetargach nie dlatego, że nie jest w stanie zrealizować inwestycji, lecz dlatego, że nie chce ponosić ryzyka kosztownego błędu formalnego. W efekcie rynek o ogromnym znaczeniu dla PKB funkcjonuje poniżej swojego potencjału.
– Branża budowlana nie ma dziś problemu z brakiem projektów. Ma problem z dostępem do nich – mówi Wiktor Gaweł, CEO i współzałożyciel Minervy. – System jest na tyle złożony, że dla wielu firm barierą nie jest budowa mostu czy drogi, ale poprawne przejście przez setki stron dokumentacji.
Technologia zamiast papierologii
Odpowiedzią na wyzwania, które ma przed sobą budownictwo w zamówieniach, ma być cyfryzacja procesu analizy przetargów publicznych. Minerva, polska spółka technologiczna z obszaru govtech, rozwija platformę opartą na sztucznej inteligencji, która automatycznie przetwarza dokumentację postępowań.
System identyfikuje kluczowe wymagania, ryzyka kontraktowe i parametry finansowe. Dzięki temu firmy mogą szybciej ocenić opłacalność startu w przetargu. Manualna analiza jednego postępowania trwała około pięć godzin. W przypadku Minervy ten czas skraca się do kilkunastu minut. Co więcej, nakład pracy administracyjnej może zostać ograniczony nawet o 90 proc.
Z rozwiązania korzysta już ponad 250 firm, w tym znacząca grupa przedsiębiorstw budowlanych. Co istotne, 35 proc. z nich to podmioty, które wcześniej nie startowały w przetargach publicznych. Co piąta z tych firm składa pierwszą ofertę już w ciągu miesiąca od wdrożenia systemu. Łącznie użytkownicy platformy wygrali 1 342 przetargi o wartości przekraczającej 1 mld zł.
– Jeżeli chcemy zwiększyć konkurencję na rynku wartym 330 mld zł rocznie, musimy obniżyć koszt wejścia i ograniczyć ryzyko formalne – mówi Maciej Stoiński, COO i współzałożyciel Minervy. – Technologia nie zastępuje doświadczenia wykonawcy, ale pozwala większej liczbie firm realnie konkurować. A większa konkurencja to korzyść dla wszystkich: dla firm, które mają dostęp do nowych kontraktów, dla zamawiających, którzy otrzymują więcej ofert i lepsze ceny, dla gospodarki, która szybciej realizuje inwestycje, i wreszcie dla obywateli, którzy korzystają z tańszej i sprawniej budowanej infrastruktury.
Miliardy na stole
Odblokowanie rynku zamówień publicznych to nie tylko kwestia komfortu przedsiębiorców. To potencjalnie większa liczba ofert, a co za tym idzie – bardziej efektywne wydatkowanie środków publicznych i szybsza realizacja inwestycji.
Obecnie koszty budowy i presja inflacyjna rosną, podobnie jak potrzeby mieszkaniowe społeczeństwa. Dlatego każda poprawa efektywności systemu jest ważna. Zwłaszcza że budownictwo jest ważną gałęzią polskiej gospodarki. Generuje miejsca pracy, napędza sektor materiałów, transport i usługi.
Jeśli jednak dostęp do rynku publicznego będzie nadal ograniczony barierami administracyjnymi, to nie wykorzysta pełnego potencjału branży.