Jak pokazują wyniki najnowszego badania opinii, obecnie niemal trzy czwarte Polaków boi się, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie wpłynie negatywnie na tegoroczne ceny świątecznych produktów w polskich sklepach. Autorzy badania przypominają, że wzrost cen w przedświątecznych okresach przeważnie wynosi ok. 2-5 proc.
W tym roku może to podobnie wyglądać, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszali. Ceny mocnej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach, ale z pewnością będzie to już po świętach.
Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Shopfully Poland, 73 proc. respondentów uważa, że konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie wpłynie negatywnie na tegoroczne ceny świątecznych produktów w polskich sklepach. 14,3 proc. ankietowanych jest przeciwnego zdania. Z kolei 12,7 proc. uczestników sondażu nie umie się określić.
– Przewaga opinii wskazujących na możliwy wzrost cen jest efektem zarówno racjonalnych przesłanek ekonomicznych, jak i utrzymującej się wśród konsumentów wrażliwości na czynniki, które mogą ponownie wywołać presję inflacyjną. Doświadczenia ostatnich lat sprawiły bowiem, że Polacy znacznie uważniej obserwują wydarzenia międzynarodowe i częściej łączą je z potencjalnymi zmianami cen w handlu detalicznym – mówi Robert Biegaj, współautor badania z Shopfully Poland.
Sieci handlowe wyciągnęły wnioski z poprzednich kryzysów
Z kolei brak takich obaw wśród kilkunastu procent społeczeństwa – w opinii eksperta – może wynikać z przekonania, że polski rynek detaliczny jest dziś bardziej odporny na zewnętrzne wstrząsy niż jeszcze kilka lat temu. Wiadomo, że sieci handlowe coraz częściej korzystają z długoterminowych kontraktów, dywersyfikują dostawców i starają się stabilizować ceny dla konsumentów. Dodatkowo produkty wytwarzane lokalnie lub o krótkim łańcuchu dostaw są praktycznie odporne na wzrost kosztów wynikający z napięć geopolitycznych. Oczywiście część osób nie jest w stanie jednoznacznie ocenić wpływu złożonych wydarzeń światowych na sytuację cenową w sklepach. I raczej z tego wynika ich niepewność.
– Wzrost cen przed świętami jest zjawiskiem naturalnym, wynikającym z sezonowego wzrostu popytu. W takim czasie ceny części produktów przeważnie idą w górę średnio o ok. 2-5 proc. W tym roku konflikt na Bliskim Wschodzie dodatkowo zwiększa presję kosztową w gospodarce, przez co tegoroczne podwyżki cen w sklepach mogą okazać się nieco wyższe niż w typowym okresie przedświątecznym. Nasze badanie pokazuje, że większość konsumentów właśnie tego się spodziewa – stwierdza współautor raportu.
Paliwa mogą podbić niepewność
Jak dodaje ekspert, Polacy obawiają się destabilizacji globalnych rynków surowców energetycznych i zakłóceń w handlu międzynarodowym. Ewentualna eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie z udziałem takich państw jak Stany Zjednoczone, Izrael i Iran faktycznie może realnie wpłynąć na koszty funkcjonowania gospodarki. Konflikty w tym regionie często oddziałują na globalne rynki ropy naftowej. To przekłada się na wyższe koszty transportu, energii oraz produkcji. Jeśli ceny paliw i energii mocno by rosły w wyniku dalszych napięć geopolitycznych, część tych kosztów mogłaby zostać przeniesiona na ceny detaliczne w sklepach.
– W takim scenariuszu świąteczne podwyżki mogłyby być wyższe niż standardowo. Zamiast typowych kilku procent, wzrost cen w wybranych kategoriach mógłby sięgnąć około 5-8 proc., a w przypadku produktów szczególnie wrażliwych na koszty energii i transportu – nawet ok. 10 proc. Nie byłby to jednak efekt wyłącznie decyzji sieci handlowych. Raczej byłoby to konsekwencją wzrostu kosztów w całym łańcuchu dostaw – od producentów, przez logistykę, aż po handel detaliczny. Niemniej jednak uważam, że w tym roku przed świętami zaznamy standardowych wzrostów cen w sklepach, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszyli. Ceny mocnej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach – wyjaśnia Robert Biegaj.
Te produkty podrożeją najbardziej
Konflikt na Bliskim Wschodzie może najmocniej wpłynąć na ceny produktów najbardziej zależnych od energii, transportu i globalnych łańcuchów dostaw. Największe podwyżki mogą wówczas dotyczyć słodyczy, towarów wymagających chłodzenia i importowanych oraz części artykułów prezentowych. Natomiast inne segmenty rynku mogą pozostać stosunkowo stabilne. Natomiast ograniczona dostępność dotknie przede wszystkim produkty importowane, premium lub wrażliwe logistycznie, czyli te najbardziej zależne od globalnych łańcuchów dostaw.
– Obecnie eksperci oceniają prawdopodobieństwo takich scenariuszy jako umiarkowane. W praktyce oznacza to, że wpływ konfliktu na ceny w polskich sklepach pozostanie w większości przypadków ograniczony. Ewentualne podwyżki będą widoczne głównie w wybranych kategoriach produktów i to niekoniecznie w powiązaniu z tym czynnikiem – dodaje Robert Biegaj.
Analitycy z UCE RESEARCH zwracają uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt. Kluczowe jest to, aby konsumenci nie ulegali niepotrzebnej panice. Jeżeli przed świętami zaczną masowo wykupywać różnego rodzaju towary, wówczas wśród wielu uczciwie działających retailerów mogą pojawić się także podmioty, które będą próbowały wykorzystać taką sytuację i podnieść ceny. Patrząc wstecz, mieliśmy już wiele podobnych przykładów – choćby w przypadku nagłego wykupywania cukru czy masła. Tego typu zachowania bardzo często prowadzą do gwałtownego wzrostu popytu, który automatycznie przekłada się na presję cenową. W efekcie powstaje mechanizm, który sam się napędza. Obawy przed podwyżkami skłaniają do robienia nadmiernych zapasów, a to z kolei sprzyja dalszym wzrostom cen.
– Mówiąc wprost, w wielu takich sytuacjach konsumenci w pewnym stopniu sami przyczyniają się do nakręcania spirali podwyżek. Dlatego warto o tym mówić otwarcie. Zachowanie spokoju i rozsądne planowanie zakupów jest korzystne zarówno dla samych kupujących, jak i dla stabilności rynku – podsumowują autorzy badania.