Polska nie wdrożyła na czas unijnej dyrektywy Right to Repair – prawo do naprawy. Termin minął 31 lipca 2026 r., tymczasem projekt UC154 nadal przechodzi przez etap prac rządowych i nie trafił jeszcze do Sejmu. Opóźnienie ma znaczenie dla konsumentów kupujących sprzęt teraz: jeśli obecne przepisy przejściowe się nie zmienią, część nowych uprawnień będzie dotyczyć dopiero umów zawartych po wejściu ustawy w życie.
Polski projekt przygotował UOKiK. Opublikowano go 15 czerwca na stronie Rządowego Centrum Legislacji, a 24 sierpnia skierowano do uzgodnień w Komitecie do Spraw Europejskich. Termin na zgłaszanie uwag upłynął 1 września.
27 sierpnia projekt nie przeszedł jeszcze przez Stały Komitet Rady Ministrów ani Radę Ministrów. Rządowy harmonogram zakłada jego przyjęcie przez Radę Ministrów w III kwartale 2026 r. Później ustawa musi przejść przez Sejm i Senat, trafić do podpisu prezydenta oraz zostać ogłoszona w Dzienniku Ustaw.
Kupisz sprzęt teraz? Zakres ochrony może być inny
Opóźnienie jest szczególnie istotne ze względu na art. 6 projektu UC154. Obecna wersja zakłada, że do umów sprzedaży zawartych przed wejściem ustawy w życie stosowane będą dotychczasowe przepisy.
Jedną z nowych korzyści ma być dodatkowe 12 miesięcy odpowiedzialności sprzedawcy, jeśli konsument zdecyduje się na naprawę wadliwego produktu zamiast jego wymiany. Jeśli zapis przejściowy nie zmieni się podczas dalszych prac, z tego rozwiązania skorzystają osoby, które zawrą umowę sprzedaży już po wejściu regulacji w życie.
Efekt? Dwie osoby mogą kupić ten sam model urządzenia w niewielkim odstępie czasu, a mimo to mieć inny zakres ochrony wobec sprzedawcy. Im dłużej przeciągną się prace nad ustawą, tym więcej zakupów będzie rozliczanych według obecnych zasad.
Nie znaczy to jednak, że urządzenia kupione wcześniej zostaną całkowicie wyłączone z reformy. Wskazany artykuł projektu nie odnosi się wprost do osobnego obowiązku naprawiania określonych towarów przez producentów.
Za naprawę zamiast wymiany dostaniesz dodatkowy rok ochrony
Dyrektywa Right to Repair, formalnie oznaczona jako UE 2024/1799, wprowadza „prawo do naprawy”. Ma sprawić, że naprawianie urządzeń będzie łatwiejsze i częściej wybierane zamiast kupowania nowych.
Jeżeli produkt zostanie naprawiony w ramach odpowiedzialności sprzedawcy za zgodność towaru z umową, okres tej odpowiedzialności ma zostać jednorazowo wydłużony o 12 miesięcy. Sprzedawca będzie również musiał poinformować klienta, że może wybrać między naprawą a wymianą oraz że pierwsza opcja wiąże się z dodatkowym okresem ochrony.
Podczas naprawy sprzedawca będzie mógł nieodpłatnie udostępnić konsumentowi urządzenie zastępcze, także odnowione. Natomiast jeśli konsument zdecyduje się na wymianę, na jego wniosek sprzedawca będzie mógł dostarczyć produkt odnowiony.
Producent będzie musiał naprawić także po upływie ochrony sprzedawcy
Reforma wykracza poza relację klienta ze sklepem. W przypadku określonych kategorii produktów, m.in. smartfonów, tabletów oraz sprzętu AGD, producent ma zostać zobowiązany do naprawy także wtedy, gdy wada nie jest już objęta odpowiedzialnością sprzedawcy. Warunkiem będzie możliwość przeprowadzenia naprawy. Usługa ma być bezpłatna albo oferowana za „rozsądną cenę”.
I właśnie przy tym drugim określeniu pojawia się problem. Kilian Kaminski, współzałożyciel refurbed i wiceprezes zarządu European Refurbishment Association (EUREFAS), zwraca uwagę, że formalne prawo do naprawy niewiele pomoże, jeśli koszt części sprawi, że klientowi bardziej opłaci się kupić nowe urządzenie.
– Dyrektywa zasługuje na uznanie, ponieważ ogranicza praktyki, za pomocą których producenci od lat utrudniali naprawy. Nadal nie odpowiada jednak na podstawowe pytanie: ile powinna kosztować naprawa, aby była dla konsumenta realną alternatywą wobec wymiany urządzenia? Jeśli część zamienna kosztuje 80 proc. ceny nowego produktu, samo prawo do jej zakupu niewiele zmienia. Nie potrzebujemy kolejnego prawa wyłącznie na papierze, ale jasnych zasad, dzięki którym naprawa rzeczywiście będzie się opłacać – mówi Kaminski.
Producenci nie będą mogli utrudniać naprawy
Nowe przepisy mają ograniczyć bariery techniczne i programowe, które bez uzasadnienia utrudniają serwisowanie urządzeń. Producenci będą też musieli oferować części oraz narzędzia na takich warunkach cenowych, aby nie zniechęcały do naprawy.
Konsumentom ma pomóc również europejski formularz informacji o naprawie, który ułatwi porównywanie warunków usług. Kolejnym elementem będzie platforma internetowa pomagająca w znalezieniu odpowiedniego serwisu. Jej start zaplanowano na 2027 r.
Sama ustawa nie rozwiąże jednak problemu opłacalności serwisowania sprzętu. Państwa UE mają wdrożyć co najmniej jeden dodatkowy instrument promujący naprawy. Mogą to być np. bony lub fundusze naprawcze, kampanie informacyjne, wsparcie lokalnych inicjatyw albo działania zwiększające dostępność usług.
Wyrzucanie produktów kosztuje miliardy euro
Według szacunków Komisji Europejskiej konsumenci w UE tracą niemal 12 mld euro rocznie przez zastępowanie nowymi produktami rzeczy, które można byłoby naprawić. Przedwczesne wyrzucanie takich towarów ma generować każdego roku około 35 mln ton odpadów, pochłaniać 30 mln ton zasobów oraz odpowiadać za emisję 261 mln ton ekwiwalentu CO2.
Komisja szacuje jednocześnie, że rozwój rynku napraw może przynieść europejskiej gospodarce około 4,8 mld euro dodatkowego wzrostu i inwestycji.
Polska reforma, która wprowadza prawo do naprawy, ma więc rozwiązać dwa problemy jednocześnie: dać konsumentom większą zachętę do naprawiania sprzętu i ograniczyć liczbę urządzeń wyrzucanych mimo możliwości dalszego użytkowania. Na razie jednak jej przepisy nadal nie obowiązują, choć termin wdrożenia unijnej dyrektywy minął ponad miesiąc temu.