Pekin widzi w polityce celnej Donalda Trumpa nie tylko zagrożenie, ale i szansę. Według ustaleń Reutersa chińskie władze próbują przekształcić niepewność wywołaną przez amerykańskie cła w impuls do przebudowy globalnego handlu tak, aby uniezależnić drugą największą gospodarkę świata od presji USA na długie lata.
Chodzi o coś więcej niż doraźną reakcję. Mowa o strategii, która ma wpiąć chińską bazę produkcyjną – wartą 19 bln dolarów gospodarkę – w największe bloki ekonomiczne świata: Unię Europejską, państwa Zatoki Perskiej czy kraje regionu Pacyfiku.
Przyspieszenie rozmów handlowych
Z analizy Reutersa wynika, że Pekin przyspiesza prace nad około 20 umowami handlowymi, nad którymi negocjacje toczą się od lat. W styczniu zawarto porozumienie z Kanadą podczas wizyty premiera Marka Carneya w Pekinie. Zakłada ono obniżenie ceł na chińskie samochody elektryczne. Według rozmówców Reutersa to pierwszy z szeregu kroków, które mają ograniczyć wpływ USA na partnerów handlowych Chin. Niektórzy jednak są zdania, że porozumienie Kanady i Chin miało na celu zbudowanie przewagi przed rozmowami w sprawie umowy handlowej między Stanami Zjednoczonymi, Meksykiem i Kanadą (USMCA).
Jeden z chińskich urzędników, komentując politykę Trumpa, stwierdził: „Nie przeszkadzaj swojemu przeciwnikowi, kiedy ten popełnia błąd”. W Pekinie rośnie przekonanie, że nieprzewidywalność amerykańskiej polityki handlowej tworzy dla Chin „złotą okazję” – podaje Reuters.
Jednocześnie strona amerykańska podkreśla, że Waszyngton stara się naprawić skutki globalizacji dla własnej gospodarki, podczas gdy inne kraje próbują ją utrzymać w dotychczasowej formie.
Od propagandy do multilateralizmu
Jeszcze rok temu chińska narracja była bardziej konfrontacyjna. W oficjalnych przekazach przywoływano Mao Zedonga i zdolność Chin do przeciwstawienia się Zachodowi. Dziś ton jest wyraźnie inny. Dyplomaci podróżują po świecie, przekonując partnerów do obrony multilateralizmu i otwartego handlu.
W styczniu wysłano najwyższego rangą dyplomatę do Lesotho – kraju, który wcześniej został objęty 50-procentowym cłem przez administrację Trumpa – oferując współpracę rozwojową. Państwowe media zapowiedziały też zniesienie ceł na import z 53 państw afrykańskich.
Celem jest – jak wynika z analiz chińskich ośrodków eksperckich – tak głębokie osadzenie Chin w globalnych łańcuchach dostaw, aby partnerzy nie mogli sobie pozwolić na „decoupling”, czyli rozdzielenie gospodarek pod presją USA.
Europa i Pacyfik w centrum uwagi
Pekin sygnalizuje gotowość do nowych porozumień także w Europie. Szef chińskiej dyplomacji Wang Yi w listopadowych rozmowach z przedstawicielami Estonii zasugerował możliwość umowy o wolnym handlu z UE. Jednak według europejskiego dyplomaty ds. handlu propozycje Pekinu to „czysta chińska propaganda”, a Bruksela nie planuje zawarcia umowy handlowej. Jeszcze wcześniej, podczas pierwszej kadencji Trumpa w 2020 r., UE i Chiny wynegocjowały przełomową umowę inwestycyjną. Umowa ta została jednak zamrożona w 2021 r., zanim mogła wejść w życie. Powodem był spór dotyczący sankcji związanych z prawami człowieka.
W grudniu 2025 r. Chiny naciskały na państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej, aby zakończyć długoletnie negocjacje.
Chiny zabiegają również o przystąpienie do porozumienia CPTPP (Kompleksowe i Progresywne Porozumienie o Partnerstwie Transpacyficznym). Wywodzi się ono z inicjatywy wspieranej pierwotnie przez USA. Jednocześnie jednak ogromna nadwyżka handlowa Państwa Środka – sięgająca 1,2 bln dolarów – budzi obawy partnerów.
Wendy Cutler, była główna negocjatorka USA w ramach Trans-Pacific Partnership, zwraca uwagę, że sama retoryka na rzecz wolnego handlu nie wystarczy. Problemem są nierównowagi handlowe i działania postrzegane jako przymusowe wobec niektórych państw.
Standardy, technologie i instytucje
Reuters przeanalizował ponad 2 tys. chińskich publikacji dotyczących strategii handlowej, wspieranych przez Chińską Akademię Nauk Społecznych i Uniwersytet Pekiński. Wynika z nich, że Pekin uważnie bada, w jaki sposób USA „uzbrajały” instytucje międzynarodowe w rywalizacji z Chinami.
Część doradców sugeruje, że Chiny powinny wykorzystać wycofywanie się Waszyngtonu z niektórych forów, takich jak Światowa Organizacja Handlu, aby zwiększyć własny wpływ na globalne standardy – zwłaszcza w obszarze własności intelektualnej i handlu cyfrowego.
W praktyce oznacza to m.in. promowanie systemów celnych opartych na sztucznej inteligencji czy modernizację infrastruktury cyfrowej wspierającej handel. Przykładem ma być tzw. „Port Przyjaźni” na granicy z Wietnamem, gdzie – według chińskich mediów – rozwiązania AI skróciły czas odpraw o 20 proc.
Największe wyzwanie: popyt wewnętrzny
Nie wszyscy jednak wierzą w trwałość tej strategii. Pascal Lamy, były dyrektor generalny WTO, wskazuje, że Europa nie jest w stanie wchłonąć rosnącego napływu chińskich towarów.
Kluczowym pytaniem pozostaje, czy Chiny zdołają zrównoważyć swój model gospodarczy i zwiększyć konsumpcję wewnętrzną. Zdaniem części ekspertów cytowanych przez Reutersa partnerzy handlowi potrzebują przede wszystkim odbicia chińskiego popytu, a nie tylko większego eksportu z Państwa Środka.
Pekin zapowiada zwiększenie importu i podniesienie udziału konsumpcji w PKB w ramach nowego planu pięcioletniego. To jednak proces długofalowy. Tymczasem Donald Trump ma przed sobą jeszcze trzy lata kadencji. Kolejna administracja może ponownie zbudować szeroką koalicję ograniczającą wpływy Chin.
Dlatego w chińskich analizach pojawia się postulat, by „dogłębnie zbadać logikę działań Stanów Zjednoczonych w ramach instytucji międzynarodowych oraz możliwe kolejne kroki, jakie mogą one podjąć, aby lepiej reagować na coraz intensywniejsze działania strategiczne”. To sygnał, że Pekin nie traktuje obecnej sytuacji jako chwilowej taktycznej gry. Dla Chin to element długiej geopolitycznej rozgrywki o kształt światowego handlu.