57 proc. Polaków dostrzega gospodarcze korzyści transformacji energetycznej, a naukowcy po pierwszej Narodowej Debacie o Bezpieczeństwie Klimatycznym w Sejmie mówią wprost: polityka klimatyczna powinna stać się częścią myślenia o bezpieczeństwie państwa. Problem w tym, że za ambicjami muszą pójść ludzie, kompetencje i konkretne decyzje. Branża elektroenergetyczna już dziś alarmuje, że brak wykwalifikowanych pracowników może spowolnić inwestycje w sieci, OZE, magazyny energii, energetykę jądrową i centra danych.
Z czego Polska będzie produkować prąd? Od tego pytania zaczęła się transformacja energetyczna. Teraz w grę wchodzą ceny energii dla przemysłu, miejsca pracy, bezpieczeństwo dostaw, odporność miast na upały i powodzie, a nawet zdolność państwa do reagowania na dezinformację klimatyczną.
W Sejmie odbyła się pierwsza w historii Narodowa Debata o Bezpieczeństwie Klimatycznym Polek i Polaków. Naukowcy przedstawili politykom rekomendacje oparte na najnowszych badaniach. Ich główny przekaz był prosty: skutki zmiany klimatu trzeba traktować jak sprawę strategiczną dla kraju.
Klimat wchodzi do debaty o bezpieczeństwie
Eksperci zaproponowali działania w trzech obszarach: bezpieczeństwa ludzi i gospodarki, ochrony środowiska oraz zagrożeń ze strony innych państw. W praktyce oznacza to i ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, i jednoczesne przygotowywanie kraju na skutki ocieplenia. Bo te skutki już widać w pogodzie, zdrowiu publicznym i gospodarce.
– Prawa fizyki nie znają podziałów partyjnych – susza nie pyta, na kogo głosujemy, a powódź nie sprawdza barw politycznych. Rolą nauki nie jest rozstrzyganie ideologicznych sporów, lecz dostarczanie faktów, które pozwolą skutecznie chronić zdrowie, żywność oraz dostęp do wody dla wszystkich Polek i Polaków, ale także dla mieszkańców Europy i całego świata. Dzisiaj bezpieczeństwo klimatyczne jest po prostu częścią bezpieczeństwa narodowego i właśnie tak – jako kwestię strategiczną i pozostającą poza bieżącymi podziałami – musimy zacząć je traktować – mówi prof. Marek Konarzewski, prezes Polskiej Akademii Nauk.
Wśród rekomendacji znalazł się m.in. program „odporne szpitale”. Chodzi o to, aby placówki medyczne mogły działać również podczas ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak długie fale upałów czy powodzie.
Naukowcy zwrócili też uwagę na nowe wyzwania zdrowotne. Wraz ze zmianą klimatu rośnie liczba zachorowań na boreliozę. Co więcej, do Polski mogą docierać choroby kojarzone dotąd z innymi szerokościami geograficznymi.
Miasta, lasy i żywność to infrastruktura bezpieczeństwa
Drugi obszar rekomendacji dotyczy ochrony środowiska. Eksperci argumentują, że przyrodę trzeba traktować jak element infrastruktury państwa, podobnie jak drogi, elektrownie czy sieci przesyłowe.
Lasy powinny być zarządzane tak, aby lepiej zatrzymywały wodę, chroniły różnorodność gatunków i były odporniejsze na pożary. Miasta powinny natomiast zatrzymywać więcej deszczówki i sadzić więcej drzew, bo cień oraz woda w przestrzeni miejskiej mogą ograniczać skutki upałów i podtopień.
W debacie pojawił się też wątek żywności. Eksperci mówią o potrzebie wspierania lokalnych producentów, bo krótsze łańcuchy dostaw mogą wzmacniać bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
– Wzorem innych państw zorganizowaliśmy taką debatę w Polsce i wzorem innych państw chcemy, by rekomendacje były wprowadzane do życia. Po głosie nauki w parlamencie nie może pozostać tylko puste echo deklaracji. Polacy oczekują działań na rzecz klimatu, a obowiązkiem władz jest ich realizacja. Organizacje pozarządowe będą monitorować wdrażanie rekomendacji. Kwestie środowiskowe to jedno z najważniejszych wyzwań dla Polski w XXI wieku – mówi Katarzyna Wiekiera z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, organizatorka konferencji.
Dezinformacja też jest częścią ryzyka
Trzeci obszar dotyczy zagrożeń politycznych i bezpieczeństwa informacyjnego. Naukowcy ostrzegają, że zmiana klimatu może nasilać napięcia między państwami, wpływać na migracje, dostęp do zasobów i stabilność instytucji.
Dlatego w rekomendacjach pojawił się program „SAFE dla klimatu”. Ma on zwiększyć odporność społeczeństwa na dezinformację, czyli fałszywe lub zmanipulowane informacje o klimacie rozpowszechniane m.in. przez wrogie państwa.
Zdaniem ekspertów takie działania powinny być finansowane z pieniędzy przeznaczonych na obronność. To pokazuje, jak daleko zmienił się sposób myślenia o klimacie: z tematu środowiskowego przesunął się do obszaru bezpieczeństwa państwa.
– Stawka tej debaty jest wysoka, bo walczymy tak naprawdę o spójność państwa i bezpieczeństwo obywateli. Jeśli nie powstrzymamy zmiany klimatu, to stopniowo, ale nieustępliwie zagrożone będą funkcje państwa i cały system demokratyczny. Jak długo możemy jeszcze pozwalać dezinformacji osłabiać nasz kraj? Według nas trzeba zareagować szybko – uważa prof. Zbigniew Karaczun z SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej.
Większość Polaków widzi szansę dla gospodarki
Społeczne nastawienie do transformacji energetycznej jest bardziej gospodarcze, niż mogłoby się wydawać. Z badania Opinia24 przeprowadzonego w lipcu 2026 r. dla Fundacji We Did It wynika, że 57 proc. Polaków dostrzega w transformacji szansę na obniżenie kosztów dla przemysłu, tworzenie miejsc pracy i zmniejszenie zależności od importu paliw.
Publiczne wydatki na przeciwdziałanie zmianom klimatu za dobrą inwestycję uważa 60 proc. kobiet i 53 proc. mężczyzn. Ponad połowa respondentów uważa też, że Polska powinna rozwijać czysty przemysł oparty na odnawialnych źródłach energii.
Co ciekawe, poparcie dla transformacji jako szansy gospodarczej nie układa się według prostego podziału pokoleniowego. Najczęściej wskazują ją osoby po 60. roku życia – 63 proc. Wśród osób w wieku 30-39 lat taką odpowiedź wybrało 47 proc.
Jednocześnie poparcie dla przemysłu opartego na węglu rośnie wraz z wiekiem. W grupie 18-29 lat wynosi 37 proc., a wśród osób 60+ sięga 44 proc. Polacy mogą więc jednocześnie widzieć, że transformacja energetyczna ma potencjał gospodarczy, i zachowywać ostrożność wobec tempa odchodzenia od starych źródeł energii.
Clean tech po polsku. Jest potencjał, czas na skalę
Fundacja We Did It uruchomiła kampanię Clean Tech, która ma pokazywać polskie firmy, technologie i kompetencje związane z transformacją energetyczną. Chodzi m.in. o rozwiązania sieciowe, elektromobilność, pompy ciepła, baterie, magazyny energii, OZE, kolej i recykling.
– Pierwsza odsłona ruchu społecznego We Did It In Poland prezentowała konkretne innowacje z naszego rynku oraz stojące za nimi firmy i zespoły oraz wspaniały dorobek, z którego możemy być dumni jako Polki i Polacy. Bardzo dobry odbiór kampanii w kraju i za granicą zachęcił nas do kontynuowania tej pracy i pokazywania najlepszych osiągnięć w poszczególnych sektorach polskiej gospodarki. Po Fin Techu przyszła kolej na Clean Tech i obecnie skupiamy się na rozwiązaniach z Polski dla energetyki, transportu i nowoczesnego przemysłu – mówi Olga Kozierowska, prezeska Fundacji We Did It.
W tym ujęciu transformacja energetyczna ma być nie tylko kosztem modernizacji, lecz także szansą na budowę przemysłu. Jeśli większa część wartości zostanie w kraju, skorzystają polscy dostawcy, inżynierowie, zespoły produkcyjne i firmy technologiczne.
Ten argument może mieć znaczenie w debacie publicznej, bo łączy klimat z portfelem, konkurencyjnością i bezpieczeństwem energetycznym. Dla wielu osób to bardziej namacalne niż abstrakcyjna rozmowa o celach emisyjnych.
Wielkie inwestycje mogą utknąć na rynku pracy
Największa przeszkoda, na jaką natrafi transformacja energetyczna, może pojawić się poza polityką i finansowaniem. Branża elektroenergetyczna zwraca uwagę na lukę kompetencyjną, czyli brak wystarczającej liczby ludzi z kwalifikacjami potrzebnymi do projektowania, budowy, uruchamiania i utrzymywania nowej infrastruktury.
Inwestycji jest dużo i toczą się równolegle. Polska rozwija farmy fotowoltaiczne, morskie farmy wiatrowe, magazyny energii, modernizuje stacje elektroenergetyczne oraz sieci przesyłowe. Na horyzoncie są też projekty związane z energetyką jądrową i centrami danych.
Brakuje wielu specjalistów naraz: projektantów, elektromonterów, automatyków, kierowników budów, inżynierów rozruchu i osób przygotowujących inwestycje. O tych samych pracowników konkurują operatorzy systemów przesyłowych i dystrybucyjnych, wykonawcy oraz inwestorzy.
– Jeszcze kilka lat temu wiele osób nie postrzegało elektroenergetyki jako branży dającej szczególnie dobre perspektywy rozwoju. Jednak obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Skala inwestycji jest tak duża, że osoby posiadające kompetencje techniczne mogą liczyć na stabilne zatrudnienie przez wiele lat, a zapotrzebowanie na specjalistów będzie jeszcze rosło – ocenia Leszek Goli, prezes zarządu SPIE Energy Poland.
Elektrycy i inżynierowie będą na wagę złota
Problem zaczyna się już na etapie edukacji. Według przedstawicieli branży zbyt mało osób wybiera kierunki związane z elektroenergetyką, a system kształcenia nie odpowiada wystarczająco szybko na potrzeby rynku. Firmy przejmują więc część szkolenia na siebie i przygotowują pracowników do konkretnych zadań dopiero po zatrudnieniu. To wydłuża budowanie kompetencji i podnosi koszty działalności.
– Potrzebujemy nie tylko większej liczby szkół kształcących w zawodach technicznych, ale także znacznie silniejszego promowania tych profesji jako atrakcyjnej i perspektywicznej ścieżki kariery. Tym bardziej że transformacja energetyczna nie dzieje się tylko w Polsce, ale praktycznie na całym świecie. W mojej ocenie zawód elektryka będzie w najbliższych latach jednym z najbardziej poszukiwanych i perspektywicznych na rynku pracy – mówi prezes SPIE Energy Poland.
To może przesądzić o tempie zmian. Technologia, regulacje i pieniądze nie wystarczą, jeśli zabraknie ludzi, którzy zaprojektują sieci, zbudują instalacje, uruchomią systemy i będą je później utrzymywać.
Test dla państwa, firm i szkół
Polacy w większości widzą w transformacji energetycznej szansę gospodarczą. Naukowcy chcą, aby państwo traktowało klimat jako część bezpieczeństwa narodowego. Branża ostrzega jednak, że plany mogą rozbić się o bardzo konkretny problem: brak rąk i głów do pracy.
Dlatego najbliższe lata będą testem nie tylko dla polityki energetycznej, ale też dla edukacji, rynku pracy, przemysłu i instytucji publicznych. Jeśli transformacja energetyczna ma być dla Polski impulsem rozwojowym, to trzeba jednocześnie budować odporne miasta, modernizować energetykę, wzmacniać krajowe firmy i szkolić specjalistów.
Bez tego transformacja może zostać na poziomie strategii, raportów i debat. A jej skutki – od cen energii po bezpieczeństwo dostaw – będą odczuwalne znacznie szerzej niż w samej branży energetycznej.