{"vars":{{"pageTitle":"Wynagrodzenia lekarzy. Jest petycja o limity w publicznych placówkach","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["news","tylko-w-300gospodarce"],"pageAttributes":["branza-medyczna","fundacja-mozna-lepiej","leczenie-szpitalne","lekarze","lekarze-specjalisci","limit-wynagrodzen","main","najnowsze","najwazniejsze","nfz","opieka-medyczna","placowki-medyczne","place","rynek-uslug-medycznych","szpitale","uslugi-medyczne","wydatki-publiczne","wynagrodzenia","zarobki-lekarzy"],"pagePostAuthor":"Zespół 300Gospodarki","pagePostDate":"15 czerwca 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"06","pagePostDateDay":"15","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":746297}} }
300Gospodarka.pl

Medyczne miliony z publicznych pieniędzy. Jest petycja o ustanowienie limitów zarobków dla lekarzy

Wynagrodzenia lekarzy budzą kontrowersje. Rekordziści zarabiają ponad 100 tys. zł miesięcznie w placówkach mających umowy z NFZ. Niedobór specjalistów może prowadzić do licytacji płac między publicznymi podmiotami – a to zwiększa koszty działania systemu ochrony zdrowia.

Dlatego Fundacja „Można Lepiej!” złożyła petycję do Ministerstwa Zdrowia w sprawie limitów wynagrodzeń lekarzy w publicznych szpitalach i przychodniach. Według danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji co najmniej 674 lekarzy zarabia ponad 100 tys. zł miesięcznie w placówkach, które podpisały umowę z NFZ.

Spirala zarobków napędzana brakami kadrowymi

Zdaniem fundacji problem nie sprowadza się do pojedynczych przypadków wysokich pensji. Część wynagrodzeń wynika z braków kadrowych w ochronie zdrowia. Na rynku usług medycznych jest zaburzona równowaga między podażą, czyli liczbą dostępnych specjalistów, a popytem, czyli zapotrzebowaniem na ich usługi.

Z danych Eurostatu wynika, że w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 4,12 lekarza czynnego zawodowo. Średnia unijna wynosi 5,49. W niektórych specjalizacjach luka może być jeszcze bardziej dotkliwa.

Przykład? Bez anestezjologów część zabiegów nie może się odbyć. W konsekwencji placówki publiczne muszą za wszelką cenę utrzymać lub pozyskać takich specjalistów. A gdy szpitale ich potrzebują specjalistów, a lekarzy jest za mało, to ich praca staje się droższa, bo medycy mogą negocjować znacznie wyższe stawki.

– Przybywa w Polsce lekarzy, którzy zarabiają ponad milion złotych rocznie, pracując w publicznych szpitalach i przychodniach. Braki kadrowe sprawiają, że mający wąską specjalizację medycy mogą dyktować warunki, a państwowe oraz samorządowe placówki często sobie podbierają doktorów, co prowadzi do licytacji płac. W efekcie coraz bardziej nakręca się swoista spirala zarobków. Dlatego złożyliśmy petycje do Ministerstwa Zdrowia, aby rozważyć wprowadzenie limitów płac w publicznych instytucjach, w przypadku tych specjalizacji, gdzie nie ma ryzyka, że prywatne podmioty przejmą lekarzy – mówi Krzysztof Kwarciak, prezes Fundacji „Można Lepiej!”.

Szpitale rywalizują o tych samych lekarzy

Zdaniem Fundacji dyrektorzy placówek mają często ograniczone pole manewru. Jeśli nie znajdą lekarza, mogą być zmuszeni ograniczyć pracę oddziału. Jeśli go zatrudnią, muszą czasem zaakceptować bardzo wysokie oczekiwania finansowe.

W tle jest finansowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ płaci placówkom za świadczenia zdrowotne, czyli np. zabiegi, hospitalizacje i konsultacje. Jeśli publiczne szpitale oraz przychodnie zaczynają między sobą rywalizować wynagrodzeniami, pieniądze nadal pochodzą z tego samego systemu.

Fundacja określa to jako wyniszczającą rywalizację między placówkami. W jej ocenie państwo, które finansuje system, powinno ograniczyć mechanizm wzajemnego podbijania stawek.

Co najmniej 674 lekarzy z bardzo wysokimi zarobkami

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) jest instytucją publiczną zajmującą się m.in. oceną technologii medycznych i taryfikacją świadczeń, czyli ustalaniem lub analizowaniem kosztów świadczeń finansowanych w ochronie zdrowia. Według danych AOTMiT, do których dotarła „Rzeczpospolita”, co najmniej 674 lekarzy zarabia ponad 100 tys. zł miesięcznie.

Ta liczba nie musi jednak pokazywać pełnej skali zjawiska. Dane powstały na podstawie raportów przekazanych przez placówki medyczne, a według „Rynku Zdrowia” obowiązek sprawozdawczy wykonała mniej niż co czwarta (około 23 proc.) instytucja. Dodatkowo zestawienia odnoszą się do pojedynczych kontraktów. To oznacza, że wynagrodzenia lekarzy nie sumują się, jeśli dana osoba pracuje na kilku umowach lub w kilku miejscach. Dane dotyczą wyłącznie placówek mających umowy z NFZ, a nie podmiotów działających prywatnie.

– Media szeroko się rozpisują o różnych przypadkach ekstremalnych zarobków. Nie podajemy jednak konkretnych przykładów, bo naszym celem nie jest piętnowanie kogokolwiek, a chcemy zwrócić uwagę na potrzebę zmian systemowych – mówi Kwarciak.

To istotne zastrzeżenie, bo praca lekarza jest bardzo zróżnicowana. Inaczej wygląda sytuacja specjalistów deficytowych, inaczej lekarzy w mniej dochodowych obszarach, a jeszcze inaczej osób zarządzających placówkami.

Limity płac to propozycja, nie gotowa ustawa

Pojawił się więc postulat, by Ministerstwo Zdrowia rozważyło wprowadzenie maksymalnych stawek w publicznych instytucjach. Chodziłoby nie o wszystkie specjalizacje, ale o te obszary, w których nie ma dużego ryzyka, że lekarze po ograniczeniu stawek masowo przejdą do sektora prywatnego.

W praktyce taki limit oznaczałby górny pułap wynagrodzenia finansowanego w publicznej ochronie zdrowia. Fundacja argumentuje, że skoro państwo określa minimalne wynagrodzenia w systemie, to można rozważyć również stawki maksymalne. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczyć licytację płac między publicznymi placówkami. Co więcej, mogłoby to się również przełożyć na mniejszą rotację specjalistów, którzy zmieniają miejsce pracy dla lepszych warunków finansowych.

Autorzy petycji przyznają, że kluczowe znaczenie miałyby konkretne zasady. Trzeba byłoby określić wysokość limitów oraz specjalizacje, których miałyby dotyczyć. Zbyt sztywne ograniczenia mogłyby pogłębić braki kadrowe, jeśli prywatne podmioty zaoferowałyby lepsze wynagrodzenia lekarzy.

Fundacja wskazuje jednak, że część zaawansowanych procedur wykonywana jest głównie w publicznych ośrodkach. To może ograniczać ryzyko odpływu medyków w niektórych specjalizacjach.

– Być może Ministerstwo Zdrowia ma jakieś argumenty przeciwko temu pomysłowi, ale uważamy, że warto propozycje chociaż rozważyć. Nie jesteśmy ekspertami od medycyny, ale takie rozwiązanie nasuwa się samo, patrząc z perspektywy po prostu efektywnego zarządzania środkami i zasobami. Warto również ograniczyć zarobki pełniących funkcje kierownicze nominatów politycznych, którzy zazwyczaj jednak nie są lekarzami – opisuje Kwarciak.

Wysokie pensje to nie cały obraz pracy lekarzy

Lekarze powinni należeć do najlepiej wynagradzanych grup zawodowych. Praca w tym zawodzie wiąże się z odpowiedzialnością, stresem, długą edukacją i koniecznością stałego podnoszenia kwalifikacji. Jednocześnie Fundacja „Można Lepiej!” uważa, że w publicznym systemie powinny istnieć granice wynagrodzeń. Nie chodzi o obniżanie znaczenia zawodu lekarza, lecz o kontrolowanie kosztów w systemie finansowanym ze środków publicznych.

– Praca lekarza wiąże się z olbrzymią odpowiedzialnością, a wykonywanie tego zawodu wymaga często sporej determinacji. Bez wątpienia medycy powinni być wśród najlepiej wynagradzanych profesji. Wszystko ma jednak swoje granice i wydaje się, że pewne limity muszą obowiązywać. Warto podkreślić, że praca w ochronie zdrowia jest bardzo zróżnicowana i, jak to często bywa, generalizacje bywają krzywdzące. Są placówki, gdzie nie jest różowo, a wielu lekarzy poświęca się dla pacjentów. Trzeba o tym pamiętać – podsumowuje Krzysztof Kwarciak.

Spór dotyczy kosztów publicznego systemu

Propozycja limitów płac może wywołać spór o to, jak pogodzić potrzeby pacjentów, braki kadrowe i kontrolę wydatków publicznych. Jeśli lekarzy w danej specjalizacji jest zbyt mało, samo administracyjne ograniczenie wynagrodzeń może nie rozwiązać problemu dostępności świadczeń.

Z drugiej strony Fundacja wskazuje, że jeśli publiczne placówki podbijają sobie nawzajem stawki za tych samych specjalistów, system ponosi coraz wyższe koszty, ale niekoniecznie zyskuje więcej pracowników.

Dlatego petycja nie dotyczy tylko wynagrodzenia lekarzy. W szerszym sensie stawia pytanie o zarządzanie kadrami w publicznej ochronie zdrowia: jak wynagradzać specjalistów na tyle dobrze, aby utrzymać ich w systemie, a jednocześnie nie doprowadzić do spirali kosztów między placówkami finansowanymi ze środków publicznych.


Polecamy również: