Polskie gospodarstwa domowe trzymają 1 571,8 mld zł w pasywnych oszczędnościach bankowych – wynika z European Wealth Drain Index opracowanego przez Revolut. Firma szacuje, że z każdych 43 tys. zł takich oszczędności inflacja zabiera rocznie około 1427 zł, a brak inwestowania może oznaczać rezygnację z kolejnych 2286 zł potencjalnego zysku. To ważne, bo problem nie dotyczy wyłącznie prywatnych portfeli: według autorów raportu „niepracująca” gotówka ogranicza także kapitał, który mógłby zasilać gospodarkę.
Pasywne oszczędzanie brzmi bezpiecznie. Pieniądze leżą na rachunku, są łatwo dostępne i nie podlegają wahaniom takim jak akcje czy fundusze. I do tego często oprocentowanie nie nadąża za inflacją, a środki przez lata nie pracują poza zwykłym kontem.
Według Revoluta w Polsce na takich rachunkach znajduje się równowartość 365,1 mld euro. Gdyby te pieniądze trafiły na zdywersyfikowane rynki kapitałowe, mogłyby – według wyliczeń firmy – dostarczyć gospodarce 83,5 mld zł rocznego kapitału wzrostowego.
Inflacja zjada część oszczędności
Raport pokazuje prosty mechanizm: kwota na rachunku może się nie zmieniać, ale jej siła nabywcza spada. Jeśli ceny rosną, za te same pieniądze można kupić mniej niż rok wcześniej. Przykład? Z oszczędności o wartości 10 tys. euro inflacja pochłania rocznie 330 euro – wylicza Revolut. RW polskim przeliczeniu raport mówi o około 1427 zł straty z każdych 43 tys. zł trzymanych w pasywnej gotówce.
Sytuację łagodzą lokaty. Według raportu oprocentowanie rocznych lokat w Polsce wynosi 3,75 proc. i przewyższa średnią 12-miesięczną inflację na poziomie 3,30 proc. Daje to zysk z zamrożonych oszczędności szacowany na 45 euro rocznie przy kwocie 10 tys. euro.
Nie rozwiązuje to jednak problemu pieniędzy trzymanych na tradycyjnych rachunkach. Tam oszczędności mogą być bezpieczne nominalnie, ale ich potencjał wzrostu jest ograniczony.
Co piąty Polak nie ma poduszki finansowej
Dane o pasywnym kapitale mają też drugą stronę. Z badania przeprowadzonego na 1001 polskich respondentach wynika, że 21,1 proc. Polaków nie ma żadnych tradycyjnych oszczędności. Wniosek? Duża część gospodarstw domowych w ogóle nie ma poduszki finansowej, czyli pieniędzy odłożonych na nagłe wydatki, utratę dochodu albo awarię w domu. W ich przypadku rozmowa o inwestowaniu zaczyna się później, dopiero po zbudowaniu podstawowego zabezpieczenia.
Wśród osób, które oszczędzają, problemem jest jednak bierność. Prawie dwie trzecie oszczędzających, dokładnie 65,2 proc., nigdy nie zmieniło banku w poszukiwaniu lepszego oprocentowania. Najczęstsze powody są bardzo codzienne: wygoda trzymania pieniędzy w jednym banku, przekonanie, że różnica w oprocentowaniu jest zbyt mała, albo poczucie, że zmiana instytucji wymaga zbyt wiele wysiłku.
Wielu oszczędzających źle liczy zysk po inflacji
Oprócz tych czynników równie ważna jest też luka w wiedzy finansowej. Ponad 46 proc. polskich respondentów błędnie ocenia realne zyski z oszczędności po uwzględnieniu inflacji albo nie potrafi ich ocenić. W tej grupie 17,5 proc. uważa, że oprocentowanie oszczędności zrównuje się z inflacją. Kolejne 15,6 proc. nie wie, jak wygląda ta relacja, a 13,3 proc. źle oblicza realne zyski netto.
Realny zysk to wynik po odjęciu inflacji. Jeśli konto lub lokata daje 3 proc., a ceny rosną o 4 proc., oszczędzający nominalnie dostaje odsetki, ale za swoje pieniądze może kupić mniej niż wcześniej. Ta różnica jest często niewidoczna na pierwszy rzut oka, bo w aplikacji bankowej saldo może rosnąć, choć jednocześnie faktyczna wartość oszczędności maleje.
Aplikacje miały pomagać, a czasem utrudniają
Cyfryzacja finansów nie zawsze upraszcza decyzje. Ponad 47 proc. polskich respondentów korzysta z wielu aplikacji finansowych. Wśród nich 49 proc. przyznaje, że takie rozproszenie utrudnia inwestowanie.
Powody znów są bardzo praktyczne. 27,3 proc. użytkowników wielu aplikacji uważa przenoszenie środków między platformami za zbyt uciążliwe. Co czwarty respondent nie ma przejrzystego obrazu swoich finansów i przez to trudniej mu ocenić, ile pieniędzy mogą przeznaczyć na inwestycje. Zatem część osób ma środki, ale nie widzi całego obrazu własnych finansów albo nie chce przebijać się przez mnogość aplikacji, kont i produktów.
Ryzyko i brak wiedzy blokują inwestowanie
Najczęstszą barierą przed inwestowaniem jest postrzeganie ryzyka. Wskazuje je 33,8 proc. respondentów. Na drugim miejscu jest brak wiedzy, który wymienia 28 proc. badanych.
To nie są irracjonalne obawy, gdyż inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty kapitału, a zyski nie są gwarantowane. Dlatego przejście od oszczędzania do inwestowania wymaga podstawowej wiedzy, świadomości kosztów i zrozumienia, że różne produkty mają różny poziom ryzyka.
Co mogłoby obniżyć próg wejścia do świata inwestorów? Gdyby można było zacząć budować kapitał od niewielkich kwot, zachęciłoby to aż 39,3 proc. polskich respondentów. 31,6 proc. oczekuje jasnych informacji o ryzyku, a 21,3 proc. doceniłoby edukację dostępną bezpośrednio w aplikacji.
Sektor finansowy powinien potraktować te wyniki jako ważny sygnał, by nie projektować od razu zaawansowanych strategii, tylko wyjść naprzeciw tym potrzebom konsumentów. Klienci chcą na początek tylko prostego wyjaśnienia zasad, małych kwot na start i narzędzi, które nie każą im skakać między kilkoma platformami.
Europa ma problem z niepracującą gotówką
Dane z Polski są częścią większego europejskiego zjawiska. W całej Europie jest 6,3 biliona euro gotówki, która leży odłogiem na kontach i nie pracuje – podaje Revolut. Te środki są bardzo płynne i łatwo dostępne, ale nie wspierają w pełni budowania majątku gospodarstw domowych ani finansowania gospodarki.
Autorzy raportu koncentrują się na depozytach bieżących, czyli pieniądzach dostępnych praktycznie od ręki. W Polsce ta kategoria wynosi 1,571 bln zł. Całkowity wolumen krajowych oszczędności, obejmujący wszystkie środki pieniężne i depozyty bankowe, jest jeszcze większy i sięga około 1,840 bln zł.
Revolut przedstawia te wyliczenia jako konserwatywny punkt odniesienia. Innymi słowy: jeśli uwzględnić szerszą pulę oszczędności, utracony potencjał zwrotu może być jeszcze wyższy.
Podstawowa zasada finansów osobistych głosi, że część pieniędzy powinna być łatwo dostępna i bezpieczna. Poduszka finansowa ma chronić przed nagłymi wydatkami, a nie zarabiać za wszelką cenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy wszystkie nadwyżki latami leżą na słabo oprocentowanych rachunkach. Wtedy gospodarstwo domowe może tracić przez inflację, a jednocześnie rezygnować z potencjalnych zysków, które wiążą się z rozsądnym, zdywersyfikowanym inwestowaniem.