{"vars":{{"pageTitle":"PE zaostrza kurs wobec celu klimatycznego. 90% mniej emisji do 2040 r.","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["300klimat","news"],"pageAttributes":["300klimat","bezpieczenstwo-klimatyczne","cele-klimatyczne","ets","ets-2","gazy-cieplarniane","koszty-energii","kredyty-weglowe","najnowsze","parlament-europejski","polityka-klimatyczna","transport-drogowy","unia-europejska"],"pagePostAuthor":"Zespół 300Gospodarki","pagePostDate":"24 lutego 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"02","pagePostDateDay":"24","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":744384}} }
300Gospodarka.pl

Przyszłość celu klimatycznego pod znakiem zapytania? UE przyjmuje ambitny plan na 2040 rok

Unia Europejska chce do 2040 roku ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 90 proc. w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Parlament Europejski podczas lutowej sesji poparł wyznaczenie nowego, bardziej ambitnego celu pośredniego. Decyzja zapadła mimo wątpliwości części europosłów, którzy uważają, że Wspólnocie może nie udać się zrealizować nawet celu na 2030 rok.

Za reformą prawa klimatycznego głosowało 413 europosłów, przeciw było 226. Nowe przepisy mają zwiększyć ambicje redukcyjne całej UE, ale jednocześnie wprowadzić większą elastyczność w ich realizacji.

90 proc. do 2040 roku. A co z 2030?

Unia Europejska deklaruje osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Pierwszy pośredni cel zakłada redukcję emisji o 55 proc. do 2030 roku względem 1990 roku. Tymczasem – jak wynika z analizy Europejskiej Agencji Środowiska – emisja netto spadła o 36 proc. w latach 1990-2023. Prognozy wskazują, że przy obecnych politykach państw członkowskich do 2030 roku uda się osiągnąć redukcję na poziomie 47 proc.

Mimo to Parlament Europejski poparł zaostrzenie kursu.

– Parlament, Komisja i Rada zdecydowały o nowym celu klimatycznym, mimo że wiemy, że nie obniżymy emisji o 55 proc. do 2030 roku. Cały świat patrzy na nas ze zdziwieniem, zaskoczony, że popełniamy gospodarcze samobójstwo, choć Chiny czy Stany Zjednoczone na tym wygrają – mówi Anna Zalewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. – To jest niemożliwe do wykonania z punktu widzenia technicznego, technologicznego, chemicznego, fizycznego, inżynierowie rwą sobie włosy z głowy.

Krytycy reformy podnoszą argument, że podnoszenie ambicji klimatycznych w sytuacji niepełnej realizacji wcześniejszych założeń może osłabić konkurencyjność europejskiej gospodarki.

Więcej elastyczności i kredyty węglowe

Dlatego nowelizacja prawa klimatycznego przewiduje wprowadzenie mechanizmów elastyczności dla państw członkowskich. Jednym z nich mają być tzw. kredyty węglowe. Od 2036 roku do 5 pkt proc. redukcji emisji netto będzie mogło pochodzić z proklimatycznych inwestycji realizowanych w krajach partnerskich.

Zwiększono również elastyczność dla poszczególnych sektorów gospodarki. Parlament zastrzegł jednocześnie, że Komisja Europejska będzie co dwa lata oceniać postępy w realizacji celu klimatycznego. W analizie mają być uwzględniane aktualne dane naukowe, rozwój technologii, konkurencyjność przemysłu oraz trendy cen energii. W razie potrzeby KE będzie mogła zaproponować zmianę celu na 2040 rok.

Spór o ETS i koszty energii

W centrum debaty pozostaje system ETS, czyli unijny mechanizm handlu uprawnieniami do emisji. Jego założeniem jest zasada „kto zanieczyszcza, ten płaci”. Podmioty objęte systemem – w tym elektrownie i przemysł energochłonny – muszą kupować uprawnienia do emisji każdej tony CO2 i innych gazów cieplarnianych.

– Cały świat powiedział, że nie chce w tym szaleństwie uczestniczyć. To się nie przekłada na jakiekolwiek wartości. Jest to zwyczajnie wielki bankowy biznes, a tak naprawdę przekręt – krytykuje Anna Zalewska. – Chodzi po prostu o pieniądze napędzane systemem kupowania uprawnień do emitowania dwutlenku węgla. Nie wykonasz, nie osiągniesz, to zapłacisz kolejne podatki. Zresztą wszystkie raporty pokazują, że za cenę energii – najwyższą na całym świecie, która dusi europejską gospodarkę i powoduje wyprowadzanie firm poza Unię Europejską – odpowiada właśnie obłożenie jej ETS-em.

Parlament poparł również przesunięcie wejścia w życie systemu ETS2 – obejmującego emisje z budynków i transportu drogowego. Pierwotnie miał obowiązywać od 2027 roku, ale przełożono go na 2028 rok.

Z propozycji nowego wieloletniego budżetu UE na lata 2028-2034 wynika, że wpływy z ETS mają stać się jednym z pięciu nowych źródeł dochodów budżetu unijnego. Komisja Europejska proponuje, aby 30 proc. dochodów z istniejącego systemu trafiało bezpośrednio do budżetu UE, co ma generować średnio ok. 9,6 mld euro rocznie.

– Obywatele będą za to płacić. Prezes Trybunału Obrachunkowego wskazuje, że jeżeli nie dojdzie do namysłu i zmian, to w 2028 roku Unia Europejska będzie zmierzać do bankructwa. Musimy skoncentrować wszystkie wysiłki, żeby przekierować gospodarkę, uwolnić ją od Zielonego Ładu i ETS-u, bo nawet w projekcie budżetu na następne lata są wpisane abstrakcyjne podatki – uważa europosłanka PiS. – Jaka jest alternatywa? Zrezygnować z ETS-u. Uwolnić gospodarkę od biurokracji, pozwolić przedsiębiorstwom działać na wolnym rynku.

Solidarność czy wspólny cel bez wyjątków?

Artykuł 2 europejskiego prawa klimatycznego wskazuje, że instytucje UE i państwa członkowskie powinny wspólnie dążyć do osiągnięcia neutralności klimatycznej, z uwzględnieniem sprawiedliwości, solidarności oraz opłacalności działań.

– Cel klimatyczny dla wszystkich państw członkowskich jest taki sam, choć w prawie klimatycznym rzeczywiście jest artykuł 2, bardzo dla mnie ważny, bo o niego zabiegałam. Mówi on, że mamy być solidarni i mamy realizować wysiłki, w zależności od możliwości. Ostatnie lata pokazały, że nie ma on zastosowania – mówi Anna Zalewska.

Europosłanka dodaje, że przyszłość regulacji zależy od stanowiska rządów państw członkowskich i ich zdolności do budowania mniejszości blokujących.

– Czy coś może się jeszcze zmienić w regulacjach? To przede wszystkim zależy od rządów poszczególnych krajów, jak będą budować mniejszości blokujące, które nie pozwolą na to szaleństwo i zaczną odwracać proces, w którym jesteśmy. I wreszcie wszystko zależy od Europejczyków, którzy po prostu tego nie wytrzymają. Pojawią się złe emocje, które będą kazały weryfikować te niemożliwe do osiągnięcia cele. Tym bardziej że globalnie jesteśmy w tym sami – dodaje.

USA wycofują się z ochrony klimatu

Debata nad unijną polityką klimatyczną toczy się w czasie, gdy część państw ogranicza swoje ambicje klimatyczne. 12 lutego 2026 roku Donald Trump ogłosił uchylenie orzeczenia Agencji Ochrony Środowiska z 2009 roku dotyczącego wpływu gazów cieplarnianych na zdrowie publiczne. Określił decyzję jako „największą pojedynczą akcję deregulacyjną w historii Ameryki”. Kilka dni później sekretarz ds. energii USA zagroził wycofaniem Stanów Zjednoczonych z Międzynarodowej Agencji Energetycznej, jeśli instytucja będzie dalej realizować cele neutralności klimatycznej do 2050 roku.

W tym kontekście nowy cel 90 proc. redukcji emisji do 2040 roku oznacza, że Unia Europejska zostaje przy kursie na głęboką transformację energetyczną i przemysłową. Spór dotyczy nie samego kierunku, lecz tempa i kosztów tej zmiany.


Przeczytaj również: