{"vars":{{"pageTitle":"Chiny odpowiadają na sankcje. Dwa polskie podmioty objęte ograniczeniami","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["news","tylko-w-300gospodarce"],"pageAttributes":["chiny","chiny-ue","gospodarka-ue","main","metale-ziem-rzadkich","najnowsze","osrodek-studiow-wschodnich","politechnika-wroclawska","przemysl","przemysl-obronny","rynek-unijny","sankcje-gospodarcze","sankcje-na-rosje","technologie-podwojnego-zastosowania","unia-europejska","vigo-photonics","wojna-w-ukrainie","wspolny-rynek"],"pagePostAuthor":"Zespół 300Gospodarki","pagePostDate":"5 sierpnia 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"08","pagePostDateDay":"05","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":746933}} }
300Gospodarka.pl

Restrykcje Chin uderzają w europejski przemysł. Na liście są dwa podmioty z Polski

Politechnika Wrocławska i VIGO Photonics znalazły się wśród 14 unijnych podmiotów objętych chińskimi ograniczeniami eksportowymi. Pekin odpowiedział w ten sposób na 21. pakiet sankcji Unii Europejskiej wobec Rosji, przyjęty 23 lipca. Obecne restrykcje dotyczą przede wszystkim produktów podwójnego zastosowania. Wpisują się w szerszą politykę Pekinu obejmującą także kontrolę eksportu metali ziem rzadkich i strategicznych technologii.

Chiny po raz pierwszy odpowiedziały bezpośrednio na unijne sankcje wobec podmiotów chińskich i hongkońskich, które UE oskarża o wspieranie rosyjskiej machiny wojennej. Pekin zrobił to już następnego dnia po decyzji Brukseli.

Mechanizm jest prosty, ale dla firm może być bolesny. Podmioty wpisane na chińską listę mają utrudniony dostęp do produktów dual-use, czyli towarów i technologii podwójnego zastosowania. Mogą one służyć zarówno celom cywilnym, jak i wojskowym.

– Reakcją Pekinu na 21. pakiet sankcji Unii Europejskiej przeciwko Rosji jest wpisanie 14 unijnych podmiotów na de facto listę sankcyjną Ministerstwa Handlu Chińskiej Republiki Ludowej. To oznacza, że natychmiast, od momentu wprowadzenia kontrsankcji przez Chiny zabrania się eksportowania produktów podwójnego zastosowania zarówno przez podmioty chińskie, jak i podmioty zagraniczne korzystające z chińskich półproduktów, komponentów i technologii do przedsiębiorstw wpisanych na tę listę – mówi Paulina Uznańska, analityczka z Zespołu Chińskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW).

Pekin celuje w sektory ważne dla NATO

Na chińskiej liście znalazły się firmy i instytucje z kilku państw Unii Europejskiej, m.in. z Niemiec, Czech, Włoch, Francji, Litwy, Holandii i Bułgarii. Wśród nich są też dwa podmioty z Polski: Politechnika Wrocławska oraz VIGO Photonics. Wybór nie wygląda przypadkowo.

– Chiny uderzają w takie unijne podmioty, które pochodzą ze strategicznych sektorów mających bardzo duże znaczenie dla modernizacji sił zbrojnych państw NATO. Chodzi tutaj o sektor zbrojeniowy, fotoniki, półprzewodników i technologii morskich. Chińczycy bardzo precyzyjnie wybierają przedsiębiorstwa i uderzają w nie po to, żeby ograniczać zdolność do wzmacniania wschodniej flanki NATO – wyjaśnia Paulina Uznańska.

Politechnika Wrocławska jest jedyną uczelnią wyższą na tej liście. Prowadzi badania m.in. nad technologiami dronowymi i zastosowaniem sztucznej inteligencji na polu walki. Jednocześnie współpracuje w ramach innych grantów badawczych z uniwersytetami chińskimi.

VIGO Photonics ma z kolei znaczenie w obszarze detektorów podczerwieni. To technologia istotna dla europejskiego rynku obronności.

Od licencji do zakazu sprzedaży

– Na razie mamy do czynienia z licencjonowaniem, czyli za każdym razem, kiedy chiński eksporter chce sprzedać produkty dual-use czy metale ziem rzadkich, to musi się ubiegać o licencję do Ministerstwa Handlu Chińskiej Republiki Ludowej. Natomiast Chińczycy w swoim wachlarzu ograniczeń eksportowych mają bardzo dużo instrumentów i jest możliwe, że w przyszłości mogą nałożyć zupełny zakaz sprzedaży takich produktów – mówi Paulina Uznańska.

Ekspertka dodaje, że egzekwowanie takich zakazów może być trudne, bo współczesne łańcuchy dostaw są bardzo złożone. Nie zmienia to jednak kierunku polityki Pekinu: Chiny coraz wyraźniej pokazują, że chcą kontrolować dostęp Zachodu do strategicznych komponentów.

Metale ziem rzadkich jako narzędzie nacisku

Nowe ograniczenia wpisują się w szerszą strategię Chin. W kwietniu 2025 r., po podwyższaniu ceł przez administrację Trumpa, Pekin wprowadził licencje eksportowe na siedem ciężkich metali ziem rzadkich. Wśród nich były terb, dysproz i samar, wykorzystywane m.in. w produkcji magnesów i elektroniki wojskowej.

W październiku 2025 r. Chiny rozszerzyły kontrole na kolejne metale ziem rzadkich oraz technologie ich przetwarzania. Część zmian zawieszono do listopada 2026 r., ale sygnał dla Zachodu był jasny: surowce strategiczne stały się elementem presji politycznej i gospodarczej.

– To jest o tyle ważne, że cały świat zależy od metali ziem rzadkich rafinowanych i wydobywanych w Chinach. Mniej więcej 70 proc. ich wydobycia ma miejsce na terenie tego kraju, a w przypadku rafinacji ponad 90 proc. – dodaje ekspertka Zespołu Chińskiego OSW.

To właśnie rafinacja jest w tej układance szczególnie ważna. Samo posiadanie złóż nie wystarczy, jeśli państwo lub firma nie ma zdolności przetwarzania surowców do postaci potrzebnej przemysłowi. W tym obszarze Chiny mają przewagę, której Europa nie jest w stanie szybko zastąpić.

W 2024 r. Chiny wydobywały sześciokrotnie więcej metali ziem rzadkich niż Stany Zjednoczone, drugie w globalnym zestawieniu. Dla Unii Europejskiej oznacza to poważne ryzyko zależności od jednego dostawcy.

Europa chce dywersyfikacji, ale czasu jest mało

Komisja Europejska zapowiada działania, które mają zmniejszyć zależność od Chin. Jednym z nich jest rozporządzenie w sprawie surowców krytycznych. Zakłada ono, że do 2030 r. UE nie powinna sprowadzać więcej niż 65 proc. rocznego zapotrzebowania na którykolwiek z pierwiastków z jednego państwa trzeciego.

Drugim celem jest recykling. Według założeń 25 proc. rocznego zużycia surowców krytycznych powinno pochodzić z odzysku. To ma ograniczyć zależność od importu i zmniejszyć podatność europejskiego przemysłu na szantaż surowcowy.

Problem polega na tym, że budowa alternatywnych łańcuchów dostaw trwa latami. Trzeba znaleźć dostawców, zbudować relacje handlowe, sprawdzić bezpieczeństwo komponentów i rozwinąć zdolności przetwarzania. Dla firm oznacza to żmudne mapowanie dostawców i poddostawców.

– My jako Europa szykujemy się na wojnę obronną z Rosją, a jednocześnie uzależniamy się od Chin, które są najlepszym przyjacielem Federacji Rosyjskiej. Problem polega na tym, że w razie konfliktu Chiny z łatwością mogłyby odciąć europejskie firmy od dostępu do strategicznie ważnych dla nich komponentów czy produktów. Dlatego bardzo ważne jest, żeby te firmy wykonały benedyktyńską pracę prześledzenia swoich łańcuchów dostaw, sprawdzenia, z kim dokładnie współpracują, i starały się nie pozyskiwać produktów tylko z jednego źródła – mówi Paulina Uznańska.

Potężny cios w przemysł

Presja ze strony Chin nie ogranicza się do restrykcji eksportowych. W lipcowym raporcie Ośrodka Studiów Wschodnich i Związku Przedsiębiorców i Pracodawców analitycy piszą o nowej fali chińskiej ekspansji gospodarczej. Określają ją jako „chiński szok 2.0”.

Uderza ona w kilka sektorów europejskiej gospodarki: przemysł motoryzacyjny, maszynowy, chemiczny oraz zielone technologie. Według szacunków przywołanych w materiale unijna gospodarka w 2025 r. utraciła z tego powodu 87 mld euro wartości dodanej, a Polska – 11,4 mld euro.

Chińska presja jest widoczna na dwóch frontach. Po pierwsze, na rynku unijnym, gdzie europejskie produkty konkurują z towarami z Chin. Po drugie, na rynkach zagranicznych, gdzie firmy z UE również mierzą się z konkurencją „made in China”.

Autorzy raportu OSW i ZPP zwracają uwagę na kilka obszarów wymagających szybkich działań. Oprócz metali ziem rzadkich chodzi m.in. o zależność od azjatyckiej produkcji substancji czynnych i składników antybiotyków oraz od dostaw ogniw do instalacji fotowoltaicznych.

Bruksela szykuje ochronę rynku, Pekin odpowiada presją

Jesienią Unia Europejska ma przedstawić nowe instrumenty ochrony wspólnego rynku. Chodzi tu o cła i inne szeroko zakrojone narzędzia, które miałyby chronić jednolity rynek przed presją chińskiego przemysłu.

Pekin już teraz pokazuje, że będzie reagował agresywnie na takie ruchy. Wpisanie 14 unijnych podmiotów na listę restrykcji eksportowych można więc odczytywać nie tylko jako odpowiedź na sankcje wobec Rosji, lecz także jako ostrzeżenie przed dalszym zaostrzaniem polityki przemysłowej UE.

– Chińczycy będą się starali wywierać presję, żeby Unia nie wprowadzała dodatkowych mechanizmów ochrony własnego rynku. To, z czym obecnie mamy do czynienia w dwustronnych relacjach, to jest ogromna presja przemysłu chińskiego na przemysł unijny. Właściwie przemysł unijny jest obecnie pożerany przez przemysł chiński – tłumaczy Paulina Uznańska.

Dla Europy stawka jest większa niż pojedyncza lista sankcyjna. Chodzi o zdolność do produkowania strategicznych technologii, utrzymanie łańcuchów dostaw i ograniczenie zależności od państwa, które pozostaje blisko Rosji.

Decyzja Pekinu pokazuje, że gospodarka, bezpieczeństwo i polityka zagraniczna coraz mocniej splatają się w jeden konflikt interesów. Europejskie firmy mogą mieć nowe wyzwanie: znać nie tylko swoich bezpośrednich dostawców, ale też źródło komponentów, surowców i technologii ukrytych kilka poziomów niżej w łańcuchu dostaw.


Przeczytaj także: