{"vars":{{"pageTitle":"Rybołówstwo ma granice. Dzikie stada nie nadążają za globalnym popytem","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["300klimat","news"],"pageAttributes":["akwakultura","bezpieczenstwo-zywnosciowe","ekosystem","fao","gospodarka-morska","gospodarka-swiatowa","main","marine-stewardship-council","miejsca-pracy","najnowsze","najwazniejsze","owoce-morza","polowy","produkcja-zywnosci","prognoza-ludnosci","rybolowstwo","ryby","zakaz-polowow","zrownowazony-rozwoj","zwierzeta-morskie"],"pagePostAuthor":"Zespół 300Gospodarki","pagePostDate":"20 lipca 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"07","pagePostDateDay":"20","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":746781}} }
300Gospodarka.pl

Rybołówstwo nie jest fabryką. Dzikie stada nie nadążają za globalnym popytem

Światowa produkcja ryb, owoców morza i innych organizmów wodnych sięgnęła w 2024 r. rekordowych 235 mln ton – wynika z raportu FAO „The State of World Fisheries and Aquaculture 2026”. Ryby są jednym z ważnych źródeł białka dla miliardów ludzi, a globalna populacja nadal rośnie. Jednocześnie coraz większy popyt zwiększa presję na dzikie stada: według FAO przełowionych jest już 37,6 proc. stad ryb na świecie.

FAO, czyli Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, analizuje m.in. stan światowego rybołówstwa i akwakultury. Akwakultura to hodowla organizmów wodnych, np. ryb, skorupiaków albo alg. Obok niej działa rybołówstwo połowowe, czyli pozyskiwanie dzikich organizmów z mórz, oceanów i wód śródlądowych.

Z 235 mln ton wyprodukowanych w 2024 r. organizmów wodnych 40 mln ton stanowiły algi, a 195 mln ton – zwierzęta wodne. Z tej drugiej grupy 92 mln ton pochodziły z połowów dzikich ryb i innych organizmów. W przeliczeniu daje to prawie 175 ton dzikich organizmów wodnych wyławianych średnio w każdej minucie.

Popyt rośnie razem z populacją

– Zapotrzebowanie na ryby i owoce morza rośnie z roku na rok, ponieważ jest coraz więcej ludzi na świecie. Obecnie światowa populacja wynosi 8 mld, natomiast według szacunków w 2050 roku ma osiągnąć 10 mld. Ryby i owoce morza są cennym źródłem wartościowego białka, które jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Są także źródłem niskoemisyjnej i odnawialnej żywności – mówi Gabriela Kotkowska, kierownik ds. marketingu i komunikacji na Polskę i Europę Centralną w Marine Stewardship Council.

Marine Stewardship Council, czyli MSC, to organizacja zajmująca się zrównoważonym rybołówstwem. Jej standardy mają pomagać w prowadzeniu połowów tak, aby stada ryb mogły się odnawiać, a ekosystem morski nie był nadmiernie obciążany.

Rosnący popyt na ryby i owoce morza ma więc dwa oblicza. Z jednej strony pomaga odpowiadać na potrzeby żywnościowe świata. Z drugiej zwiększa presję na ekosystemy, które nie są niewyczerpalne.

Przełowionych stad jest prawie cztery razy więcej niż w latach 70.

Najbardziej alarmująca liczba z raportu FAO dotyczy przełowienia. Obecnie 37,6 proc. stad ryb na świecie jest eksploatowanych zbyt mocno. W latach 70. ubiegłego wieku taki problem dotyczył około 10 proc. stad.

Przełowienie oznacza, że z danego stada rybołówstwo pozyskuje więcej ryb, niż populacja jest w stanie naturalnie odtworzyć. Jeśli taki stan trwa zbyt długo, liczebność ryb spada, a w skrajnym przypadku połowy trzeba ograniczyć albo całkowicie zamknąć.

– Coraz większe zapotrzebowanie na ryby i owoce morza oznacza coraz większą eksploatację ekosystemów morskich. Dane z najnowszego raportu na temat stanu rybołówstw i akwakultury na świecie, przygotowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa, wskazują na to, że przełowienie stale rośnie – wyjaśnia Gabriela Kotkowska.

Problem nie sprowadza się do ochrony przyrody. Zdrowe stada ryb mają znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego, czyli zdolności świata do zapewnienia ludziom dostępu do żywności. W 2023 r. ryby i owoce morza dostarczały co najmniej 20 proc. białka zwierzęcego w diecie 3,1 mld ludzi, czyli około 40 proc. globalnej populacji.

Od śledzi po tuńczyki

Raport FAO pokazuje, że globalne połowy obejmują dziś blisko 3 tys. gatunków zwierząt wodnych. Około 85 proc. połowów stanowią ryby. Największy udział mają niewielkie gatunki pelagiczne, czyli żyjące w toni wodnej, np. sardele, sardynki i śledzie.

Dużą rolę odgrywają też tuńczyki i gatunki tuńczykopodobne. Są jednymi z najbardziej wartościowych ekonomicznie ryb i mają duże znaczenie dla światowego rybołówstwa, zwłaszcza w regionach tropikalnych. Kolejną ważną grupą są ryby denne, m.in. dorsz, morszczuk i mintaj, występujące głównie na szelfach kontynentalnych.

Ta różnorodność ma znaczenie praktyczne. Pozwala ograniczać presję na konkretne gatunki, jeśli ich stada są w złej kondycji. Konsumpcja i połowy mogą wtedy przesuwać się w stronę innych zasobów, pod warunkiem że rybołówstwo jest prowadzone odpowiedzialnie.

Załamane stada to także utrata pracy

Rybołówstwo to część globalnej gospodarki i źródło utrzymania dla milionów ludzi. W 2024 r. sektor zatrudniał 65 mln osób. Z tego 56 proc. pracowało w rybołówstwie połowowym.

Gabriela Kotkowska przypomina przykład dorsza północnego u wybrzeży Kanady. W latach 90. stada zostały przełowione, populacja się załamała, a połowów całkowicie zakazano. W efekcie z dnia na dzień pracę straciło 40 tys. rybaków i osób zatrudnionych w przemyśle rybnym.

Taki scenariusz pokazuje, że przełowienie uderza jednocześnie w środowisko, bezpieczeństwo żywnościowe i lokalne gospodarki. Jeśli stado się załamie, problemem nie jest wyłącznie brak ryb na rynku. Tracą też społeczności, które przez lata żyły z połowów, przetwórstwa i usług związanych z rybołówstwem.

Polacy martwią się o oceany

Z badania przeprowadzonego na początku 2026 r. przez niezależną agencję GlobeScan wynika, że 87 proc. Polaków jest zaniepokojonych stanem oceanów. Jednocześnie 74 proc. uważa, że aby je chronić, powinniśmy spożywać jedynie ryby i owoce morza pochodzące ze zrównoważonych połowów.

Zrównoważone połowy polegają na takim zarządzaniu rybołówstwem, aby ryby mogły się naturalnie odradzać, a połowy nie niszczyły innych gatunków i siedlisk. W tym podejściu liczy się nie tylko liczba odławianych ryb, ale też wpływ na cały ekosystem morski.

– Zrównoważone połowy, które spełniają rygorystyczne Standardy Zrównoważonego Rybołówstwa MSC, mogą pomóc w takiej sytuacji. Dzięki tym wymogom połowy są prowadzone w taki sposób, żeby stada ryb mogły się naturalnie odradzać. Wtedy nie dochodzi do przełowienia. Poza tym zrównoważone połowy w minimalnym stopniu wpływają na inne gatunki zwierząt żyjące w oceanie, a także na cały ekosystem morski. Dzięki temu oceany są zdrowsze i odporniejsze na zagrożenia takie jak przełowienie czy zmiana klimatu – tłumaczy przedstawicielka MSC.

Obecnie ponad 700 rybołówstw jest zaangażowanych w Program MSC. Według danych przywołanych przez Newserię przekłada się to na około 20 proc. światowych połowów.

Gdzie leżą granice eksploatacji?

Ryby, owoce morza i inne organizmy wodne są ważnym elementem w światowym systemie żywnościowym. To sektor istotny dla diety, handlu, zatrudnienia i bezpieczeństwa wielu krajów. Jednak te dane pokazują też skalę presji na wodne ekosystemy. Skoro prawie 38 proc. stad ryb jest już przełowionych, dalszy wzrost popytu nie może opierać się wyłącznie na coraz większej eksploatacji dzikich zasobów.

Świat będzie potrzebował więcej żywności, ale rybołówstwo nie działa jak fabryka, którą można po prostu przyspieszyć. Jeśli stada mają karmić kolejne pokolenia, muszą mieć czas i warunki do odtworzenia. W przeciwnym razie rekordowy apetyt na ryby może skończyć się nie większą podażą, lecz zamkniętymi łowiskami, utratą miejsc pracy i słabszym bezpieczeństwem żywnościowym.


Polecamy również: