Z końcem lipca w życie wchodzi unijna dyrektywa Right to Repair, czyli prawo do naprawy. Nowe przepisy mają utrudnić producentom blokowanie serwisowania elektroniki i dać konsumentom dodatkowy rok ochrony, jeśli w ramach reklamacji wybiorą naprawę zamiast wymiany sprzętu. Eksperci refurbed ostrzegają jednak, że sama możliwość naprawy nie wystarczy, jeśli części zamienne będą kosztować niemal tyle, co nowe urządzenie.
W Polsce wdrożeniu nowych zasad ma służyć projekt ustawy UC154, za który odpowiada Prezes UOKiK. Regulacje obejmą m.in. smartfony, tablety, pralki, zmywarki i odkurzacze. Producenci będą musieli oferować naprawę urządzeń, o ile będzie ona technicznie możliwa, a sprzedawca – poinformować konsumenta o dostępnych możliwościach i konsekwencjach wyboru naprawy.
Dla konsumenta zmiana brzmi obiecująco. Zepsuty sprzęt nie musi od razu trafiać do kosza, a naprawa ma stać się łatwiejsza niż dziś. W tekście dyrektywy zostaje jednak luka, która może zdecydować o tym, czy nowe prawo zadziała także poza papierem. Chodzi o cenę.
„Rozsądna cena”, czyli pole do sporu
Dyrektywa zakłada, że części zamienne i narzędzia powinny być dostępne po cenach, które nie zniechęcają do naprawy. Nie wyjaśnia jednak, ile dokładnie może kosztować część, żeby cena nadal była rozsądna.
To nie jest akademicki detal. Jeśli wymiana jednego podzespołu będzie kosztowała prawie tyle, co nowe urządzenie, wielu klientów wybierze zakup kolejnego produktu. Prawo do naprawy zostanie, ale decyzja przy kasie będzie taka sama jak wcześniej.
– Dyrektywa Right to Repair zasługuje na uznanie, ponieważ ogranicza praktyki, za pomocą których producenci od lat utrudniali naprawy. Nadal nie odpowiada jednak na podstawowe pytanie: ile powinna kosztować naprawa, aby była dla konsumenta realną alternatywą wobec wymiany urządzenia? Jeśli część zamienna kosztuje 80 proc. ceny nowego produktu, samo prawo do jej zakupu niewiele zmienia – mówi Kilian Kaminski, członek zarządu European Refurbishment Association i współzałożyciel refurbed, marketplace’u odnowionych produktów.
Polski projekt ustawy UC154 wymienia elementy, które można brać pod uwagę przy ocenie rozsądnej ceny. Są wśród nich koszty pracy, części zamiennych, prowadzenia zakładu naprawczego oraz zwyczajowa marża. Nadal brakuje jednak jednolitego wzoru, limitu procentowego albo innego mierzalnego punktu odniesienia dla konsumentów, serwisów i organów egzekwujących przepisy.
Dostęp do części nie załatwia sprawy
Nowe prawo ma ograniczyć zapisy umowne, rozwiązania sprzętowe i blokady programowe, które utrudniają naprawę przez niezależne serwisy. Dotyczy to szczególnie sytuacji, w których producent kontroluje, kto może naprawić urządzenie i jakich części można użyć.
Problem polega na tym, że dyrektywa dopuszcza wyjątki. Producent może powołać się m.in. na ochronę własności intelektualnej oraz inne „legitymowane i obiektywne czynniki”. Przepisy nie opisują jednak precyzyjnie, kiedy takie uzasadnienie jest dopuszczalne.
Według refurbed może to zostawić przestrzeń do dalszego stosowania tzw. parowania części. To praktyka polegająca na przypisywaniu konkretnego podzespołu do konkretnego urządzenia. Po zamontowaniu kompatybilnego elementu użytkownik może zobaczyć ostrzeżenie, stracić dostęp do części funkcji albo zostać skierowany wyłącznie do części oznaczanych przez producenta jako oryginalne.
Dla niezależnych serwisów taka sytuacja jest poważnym ograniczeniem. Jeśli warsztat nie dostanie informacji potrzebnych do naprawy albo sprzęt nie będzie współpracował z kompatybilnym elementem, formalne prawo konsumenta zderzy się z techniczną blokadą.
Prawo do naprawy to dopiero połowa drogi
Right to Repair reguluje prawa konsumentów i obowiązki producentów związane z dostępem do serwisu. Nie przesądza jednak, jak urządzenia mają być projektowane, żeby dało się je łatwo rozebrać, naprawić i ponownie złożyć.
Za tę część odpowiadają przepisy Ecodesign, nazywane też Ekoprojektem. To regulacje dotyczące projektowania produktów, m.in. ich efektywności, trwałości i możliwości serwisowania. Innymi słowy: prawo do naprawy mówi, że konsument powinien móc naprawić sprzęt, a Ekoprojekt ma sprawić, by sam sprzęt był do tego przystosowany.
– Prawo do naprawy ma znaczenie tylko wtedy, gdy produkt rzeczywiście można naprawić. Right to Repair daje konsumentowi prawo, a Ekoprojekt umożliwia skorzystanie z niego w praktyce. Dopiero współdziałanie obu regulacji może realnie wydłużyć okres użytkowania urządzeń – dodaje Kilian Kaminski.
Refurbed postuluje limity cen i zakaz blokad
Refurbed proponuje trzy zmiany, które miałyby wzmocnić nowe przepisy. Pierwsza dotyczy ceny części zamiennych. Firma sugeruje przejrzysty wzór lub limit cenowy, np. ograniczenie ceny najdroższej części do maksymalnie 20 proc. ceny całego produktu. Taki mechanizm miałby utrzymać łączny koszt naprawy, razem z robocizną, wyraźnie poniżej ceny zakupu nowego urządzenia.
Druga propozycja dotyczy sytuacji, w których producent może odmówić naprawy albo ograniczyć użycie konkretnej części. Zamiast szerokiego wyjątku dotyczącego własności intelektualnej miałaby obowiązywać zamknięta lista przesłanek. Przykładem mogłoby być udokumentowane zagrożenie dla bezpieczeństwa, a ciężar wykazania takiego ryzyka spoczywałby na producencie.
Trzeci postulat to zapisanie w prawie krajowym zakazu parowania części i innych blokad technicznych utrudniających niezależne naprawy. Dzięki temu konsumenci i serwisy nie musieliby opierać się na interpretacji kilku różnych regulacji.
Konsument potrzebuje więcej niż obietnicy
Nowa dyrektywa może zmienić rynek elektroniki, ale jej skuteczność rozstrzygnie się w szczegółach. Jeśli części będą dostępne, ale przy tym drogie, naprawa formalnie będzie prawem konsumenta, ale zrealizują go tylko najbardziej zdeterminowani. Jeśli producent będzie mógł łatwo ograniczyć użycie zamienników, niezależne serwisy nadal będą działały pod presją technicznych i prawnych barier.
Konsument potrzebuje jasnej odpowiedzi na kilka prostych pytań: czy sprzęt da się naprawić, kto może to zrobić, ile będzie kosztowała część, czy urządzenie po naprawie zachowa wszystkie funkcje i czy cała operacja ma finansowy sens. Dopiero wtedy prawo do naprawy stanie się czymś więcej niż dobrą intencją unijnego prawodawcy.