Podczas sejmowej debaty o bezpieczeństwie klimatycznym eksperci mówili o suszy, ujemnym bilansie wodnym i coraz trudniejszej sytuacji polskich rzek. Fundacja Mission Possible, EKO-UNIA i Towarzystwo na rzecz Ziemi twierdzą jednak, że zabrakło ważnego wątku: wpływu samej energetyki na zasoby wody. Elektrownie pobierają i podgrzewają ogromne ilości wody z rzek, a kopalnie odkrywkowe drenują wody podziemne.
7 września w Sejmie odbyła się Narodowa debata o bezpieczeństwie klimatycznym Polek i Polaków. W jej trakcie naukowcy i eksperci pokazali skalę kryzysu wodnego: spadek opadów, wzrost temperatury, ujemny bilans wody na większości terytorium kraju oraz apele setek gmin o ograniczenie zużycia wody.
Energetyka pojawiła się w tej rozmowie głównie jako ofiara suszy. Mówiono o tym, że niski stan wody na Wiśle czy Dunaju może ograniczać pracę elektrowni. Zdaniem organizacji zabrakło pytania odwrotnego: jak elektrownie wpływają na dostępność i jakość wody dla rzek, przyrody i innych użytkowników.
Polska ma mało wody, a elektrownie potrzebuje jej w ogromnych ilościach
Zasoby wodne w naszym kraju są mocno ograniczone. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego średnie zasoby wody w kraju wynoszą około 60 mld m³, a w okresach suszy mogą spaść poniżej 40 mld m³. Dla porównania Francja ma 206 mld m³, Szwecja 184 mld m³, a Niemcy 173 mld m³.
W przypadku przeliczenia zasobów wody na jednego mieszkańca Polska znajduje się w dolnej części zestawienia wybranych państw UE. Z gorszą sytuacją, według Eurostatu, zmagają się Czechy, Cypr i Malta.
Jednocześnie Polska należy do państw, które pobierają duże ilości wody na potrzeby energetyki. Jak podaje raport Mission Possible za GUS, przy wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz, parę wodną oraz gorącą wodę zużyto w 2024 r. 4765 hm³. wody. To 88 proc. ogólnego zużycia wody w przemyśle.
Ta liczba spadła o ponad 15 proc. wobec 2022 r., gdy na te same cele zużyto 5,7 mld m³ wody. Zdaniem autorów raportu pokazuje to korzyści z odchodzenia od energetyki węglowej i wydobycia węgla, ale równocześnie skalę wyzwania, które zostaje na przyszłość.
„Musimy chronić rzeki przed przemysłem”
Mission Possible, EKO-UNIA i Towarzystwo na rzecz Ziemi przekonują, że rozmowa o wodzie nie może kończyć się na pytaniu, jak susza utrudnia pracę przemysłu. Trzeba też mówić o tym, jak przemysł i elektrownie zmieniają rzeki.
– Musimy chronić nie tylko przemysł przed suszą, ale także rzeki przed przemysłem – komentuje Kuba Gogolewski, dyrektor programowy Fundacji Mission Possible. – Woda staje się kluczowym zasobem strategicznym dla polskiego społeczeństwa i gospodarki i czas na radykalną zmianę podejścia do zwłaszcza nowych inwestycji infrastrukturalnych, wymuszający dostosowanie technologii i lokalizacji do lokalnych zasobów wodnych, a nie jedynie stosowanie technologii wpływ na zasoby wodne minimalizujący. Dług polskiego przemysłu i energetyki rośnie i jego zaciąganie nie powoduje zwiększenia możliwości do obsługi tego długu w przyszłości.
A bilans wodny, czyli różnica między opadami a parowaniem, tylko się pogarsza. W latach 2011-2025 w Polsce zaobserwowano łączny ubytek opadów o 1279 mm. Na większości terytorium kraju bilans wody jest ujemny, szczególnie między majem a październikiem.
Do tego dochodzi wzrost temperatury. Średnia temperatura w Polsce wzrosła o 3 stopnie od 1850 r., co zwiększa parowanie. Do lipca 2026 r. 625 gmin apelowało do mieszkańców o ograniczenie zużycia wody wodociągowej na cele inne niż podstawowe albo wprowadziło związane z tym zakazy.
Dwa wagony wody na sekundę
Przykładem problematycznego gospodarowania wodą jest Elektrownia Kozienice. Instalacja korzysta z otwartego systemu chłodzenia, czyli pobiera wodę z rzeki, wykorzystuje ją do chłodzenia bloków energetycznych, a następnie oddaje z powrotem. Elektrownia pobiera z Wisły średnio 80 m³ wody na sekundę. To tyle, co w dwóch wagonach.
Ta woda wraca do rzeki cieplejsza i w zmienionej postaci, jest „biologicznie sterylna”. Po przejściu przez system chłodzenia może mieć zmienione właściwości istotne dla życia w rzece, na przykład temperaturę. A cieplejsza woda może mieć katastrofalne skutki dla ryb.
W 2022 r. Elektrownia Kozienice przez 13 dni nie zachowała nawet potencjalnego przepływu biologicznego potrzebnego do utrzymania życia w rzece. Jednocześnie instalacja formalnie nie ma w pozwoleniu ustalonego przepływu nienaruszalnego, określanego skrótem Qn. Chodzi o ilość wody, która powinna zostać w rzece, aby mogła ona dalej funkcjonować jako ekosystem.
Elektrownia miała pobierać znaczące ilości wody także wtedy, gdy nie produkowała prądu. Organizacje podają średnio 0,753 mln m³ na dobę. Latem 2026 r. z powodu niskich przepływów i wysokiej temperatury wody instalacja musiała ograniczyć pracę.
Elektrownia Połaniec pokazuje paradoks wodny
Drugi przykład stanowi Elektrownia Połaniec. Według organizacji może ona pobierać z rzeki do 60 m³ wody na sekundę. W 2022 r. jej pobór miał przez cztery dni naruszyć przepływy biologiczne. Aby taka sytuacja się nie powtórzyła, Wody Polskie… obniżyły wymagany przepływ nienaruszalny dla tej elektrowni o blisko 3 m³ na sekundę.
– Trudno nie dostrzec tu paradoksu: w warunkach zmiany klimatu, gdy zasoby wody są coraz bardziej ograniczone, zmniejszamy ilość wody, która powinna pozostać w rzece, jednocześnie utrzymując możliwość jej niezmienionego poboru przez elektrownię – mówi Robert Wawręty z Towarzystwa na rzecz Ziemi.
Jak dodaje, powyższe zabiegi okazały się niewystarczające.
– Żeby tym razem nie naruszyć przepływu biologicznego w okresie trzech miesięcy wiele bloków w Połańcu prawie w ogóle nie pracowało. Tylko 19 sierpnia nastąpił ubytek mocy rzędu 62 proc. – mówi Wawręty.
– To nie jest odosobniony przypadek ani scenariusz na przyszłość. To opis stanu obecnego jednej z największych elektrowni w Polsce. A mamy dużo więcej takich elektrowni czy elektrociepłowni korzystających z prawa do zabójczego dla ekosystemu otwartego obiegu chłodzenia – mówi Radosław Gawlik ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA oraz Koalicji Ratujmy Rzeki.
Odkrywki zostawią po sobie wodny rachunek
Problem nie kończy się na pracy elektrowni, bo duży wpływ mają także kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego. Żeby wydobycie było możliwe, kopalnie odwadniają złoża, a to tworzy tzw. lej depresji – czyli obszar obniżonego poziomu wód podziemnych wokół odkrywki.
Po zamknięciu odkrywek trzeba będzie je rekultywować, czyli przywracać teren do nowej funkcji. W przypadku wielkich wyrobisk najczęściej oznacza to zalewanie ich wodą i tworzenie zbiorników. Skala potrzeb jest ogromna: według raportu Mission Possible rekultywacja Turowa ma wymagać 1,5 mld m³ wody, a Bełchatowa – 3 mld m³.
Łącznie to ilość porównywalna z rocznym zużyciem wody w Polsce na wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną oraz gorącą wodę. Autorzy raportu piszą też, że w okresach suszy woda potrzebna dla obu odkrywek odpowiadałaby ponad 10 proc. zasobów wodnych kraju.
Harmonogram PGE zakłada wyłączenie pierwszych bloków Elektrowni Bełchatów w 2030 r., a ostatnich w 2036 r. W Turowie proces wygaszania ma zacząć się w podobnym czasie. Zdaniem autorów raportu oznacza to, że rekultywacja odkrywek może ruszyć szybciej, niż pierwotnie planowano.
Spór o Turów nie skończył problemu z wodą
Raport wraca również do sporu z Czechami o kopalnię Turów, w którym chodziło właśnie o wodę. Spór kosztował Polskę ponad 450 mln zł.
Według ekspertyzy hydrogeologicznej dotyczącej kopalni Turów ekran przeciwfiltracyjny, zbudowany po polsko-czeskiej umowie z lutego 2022 r., przyniósł ograniczone i lokalne efekty. Nie rozwiązał problemu regionalnego leja depresji ani długofalowych skutków odwadniania terenu.
Krytyczne oceny zbierają też plany rekultywacji wyrobiska wodami powierzchniowymi. Według obowiązujących założeń końcowy zbiornik miałby być napełniany m.in. wodami Nysy Łużyckiej przez około 35-37 lat. Tyle że przepływy w tej rzece maleją. Jeśli obecne trendy się utrzymają, średni przepływ Nysy Łużyckiej może spaść do końca XXI wieku o 50-60 proc., przepływy minimalne o 60-70 proc., a sama rzeka może okresowo wysychać.
Energetyka bez analizy wodnej to ryzyko
Co więcej, brakuje pełnej analizy dostępności wody dla elektrowni w dokumentach strategicznych, takich jak Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK) oraz strategie największych spółek energetycznych. Według Mission Possible nie uwzględniają one dostatecznie wpływu wzrostu temperatury w Polsce na dostępność wód powierzchniowych, zwłaszcza latem.
Taki problem dotyczy nie tylko elektrowni węglowych. Wszystkie elektrownie konwencjonalne – także jądrowe – wytwarzają prąd poprzez podgrzewanie wody i zamianę jej w parę napędzającą turbiny. Dostęp do wody chłodzącej jest jednym z warunków stabilnej pracy takich jednostek.
– Operatorzy elektrowni muszą w końcu zrozumieć, że to oni muszą dopasować się do dostępnych zasobów wodnych, a nie na odwrót. W tej sytuacji plany budowy nowych jednostek gazowych w Połańcu i ich funkcjonowanie razem z istniejącą flotą węglową jest niedopuszczalne – mówi Robert Wawręty.
Organizacje chcą, aby nowe inwestycje energetyczne uwzględniały lokalne zasoby wodne, a nie jedynie minimalizowały wpływ na wodę po wyborze lokalizacji i technologii. W ich ocenie planowanie energetyki bez takiej analizy może zwiększać ryzyko konfliktów o wodę między przemysłem, mieszkańcami, rolnictwem i przyrodą.
Sześć postulatów dla energetyki przyjaznej wodzie
W komunikacie po debacie organizacje przedstawiły sześć postulatów.
Pierwszy to zakaz budowy nowych elektrowni z otwartym systemem chłodzenia, także w planowanych blokach gazowych. Ich zdaniem takie systemy należą do najbardziej wodochłonnych technologii stosowanych obecnie w energetyce.
Drugi postulat dotyczy obowiązkowego wyznaczenia i weryfikacji przepływów nienaruszalnych dla wszystkich elektrowni, z uwzględnieniem zmiany klimatu. Część instalacji, w tym Kozienice, nadal nie ma takich parametrów w pozwoleniach.
Kolejne postulaty obejmują ocenę skumulowanego wpływu na zasoby wodne zlewni, likwidację zwolnień z opłat za pobór i zrzut wód chłodniczych oraz publiczny monitoring poboru i zrzutu wody w czasie rzeczywistym. Zlewnia to obszar, z którego woda spływa do jednej rzeki lub zbiornika. Zatem pojedyncza inwestycja nie powinna być oceniana tak, jakby była jedynym użytkownikiem danej rzeki.
Szósty postulat mówi o rozszerzeniu zasady „przede wszystkim nie szkodzić” na politykę energetyczną. Organizacje chcą, aby ocena ryzyka klimatycznego obejmowała odporność inwestycji na przyszły bilans wodny oraz wpływ planowanego obiektu na dostępność wody dla innych użytkowników.
Wniosek jest prosty: polska energetyka nie może być planowana w oderwaniu od wody. Susza ogranicza elektrownie, ale elektrownie także ograniczają rzeki. Bezpieczeństwo klimatyczne musi uwzględnić oba kierunki tego konfliktu – zanim rachunek za wodę zapłacą jednocześnie gospodarka, mieszkańcy i ekosystemy.