{"vars":{{"pageTitle":"Reindustrializacja Europy i USA. Firmy przenoszą produkcję bliżej rynku","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["news","tylko-w-300gospodarce"],"pageAttributes":["ai-w-firmach","aktywnosc-przemyslowa","amerykanskie-cla","automatyzacja","bezposrednie-inwestycje-zagraniczne","biznes","cla","deglobalizacja","fabryki","friend-shoring","globalizacja","gospodarka-ue","gospodarka-usa","main","miejsca-pracy","najnowsze","near-shoring","pracodawcy","pracownicy","produkcja","produkcja-przemyslowa","przemysl-4-0","reshoring","stany-zjednoczone","sztuczna-inteligencja"],"pagePostAuthor":"Zespół 300Gospodarki","pagePostDate":"22 maja 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"05","pagePostDateDay":"22","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":745884}} }
300Gospodarka.pl

Kryzysy pokazały słaby punkt globalizacji. Firmy przenoszą produkcję bliżej domu

Firmy w Europie i Stanach Zjednoczonych coraz częściej przenoszą produkcję bliżej rynków macierzystych lub do państw sojuszniczych. To wnioski z raportu Capgemini „Reindustrialization of Europe and the US – 2026”. Strategię reindustrializacji ma już lub rozwija 73 proc. badanych organizacji, wobec 66 proc. w 2025 roku i 59 proc. w 2024 roku.

Najtańszy łańcuch dostaw okazał się kruchy

Przez lata wiele firm produkowało tam, gdzie było najtaniej i najbardziej efektywnie kosztowo. Ten model traci dziś znaczenie, ponieważ pandemia, wojny, napięcia handlowe i problemy logistyczne pokazały, że niska cena nie zawsze oznacza bezpieczeństwo.

Reindustrializacja oznacza odbudowę lub rozwój zdolności produkcyjnych bliżej kraju albo regionu, w którym firma sprzedaje swoje produkty. Nie chodzi więc o prosty powrót do starego przemysłu, lecz o tworzenie bardziej odpornych łańcuchów dostaw.

Z raportu Capgemini wynika, że firmy chcą mieć większą kontrolę nad kluczowymi surowcami, komponentami, technologiami i możliwościami produkcyjnymi. Ma to ograniczać zależność od zagranicznych dostawców oraz ryzyko związane z koncentracją produkcji w jednym regionie świata.

Aż 85 proc. organizacji przyznaje, że obecne napięcia międzynarodowe skłaniają je do rozważania produkcji krajowej albo wybrania źródeł dostaw w państwach sojuszniczych.

Odporność staje się częścią rachunku biznesowego

Przedsiębiorstwa nie rezygnują z globalnych łańcuchów dostaw wyłącznie z lęku przed kryzysami. Traktują reindustrializację jako inwestycję w stabilność i przewagę konkurencyjną.

– Trzeba zaznaczyć, że firmy nie podejmują decyzji o reindustrializacji wyłącznie pod wpływem strachu. Coraz częściej widzą w niej inwestycję w trwałą przewagę konkurencyjną. 64 proc. respondentów w naszym badaniu deklaruje, że będzie kontynuować działania reindustrializacyjne nawet wtedy, gdy krótkoterminowe koszty wzrosną, a 78 proc. spodziewa się, że w dłuższym okresie większa skala lokalnej lub regionalnej produkcji obniży jednostkowe koszty. Odporność staje się zatem elementem biznesowego rachunku – komentuje dr Krzysztof Bar, kierownik ds. transformacji łańcucha dostaw i zaopatrzenia w Capgemini Polska.

W praktyce oznacza to zgodę na wyższe koszty w krótkim terminie. W zamian firmy zyskują mniejsze ryzyko przerw w dostawach, większą kontrolę i szybszą reakcję na zmiany rynkowe.

Według raportu 72 proc. firm dąży do większej suwerenności lub kontroli nad surowcami, komponentami, technologiami i zdolnościami produkcyjnymi. Suwerenność w tym kontekście oznacza możliwość samodzielnego decydowania o kluczowych zasobach, zamiast zależności od jednego dostawcy albo jednego kraju.

Znaczenie ma także energia i technologia. 62 proc. firm podkreśla wagę suwerenności energetycznej. Dwie trzecie wskazuje też na potrzebę własnych lub bezpiecznie kontrolowanych zdolności technologicznych.

Europa wybiera friendshoring, USA reshoring

Po obu stronach Atlantyku reindustrializacja wygląda inaczej. W Stanach Zjednoczonych dominuje reshoring, czyli przenoszenie produkcji z powrotem do kraju. Według Capgemini 48 proc. amerykańskich organizacji zainwestowało już w takie rozwiązanie. Rok wcześniej było to 30 proc. Raport łączy ten wzrost m.in. z cłami, zachętami federalnymi i stanowymi oraz presją na budowę krajowych mocy produkcyjnych.

Europa częściej wybiera friendshoring, czyli lokowanie produkcji w państwach sojuszniczych lub politycznie bardziej przewidywalnych. Taką strategię realizuje 64 proc. europejskich organizacji.

Ten wybór wynika także z kosztów. Ceny energii w Unii Europejskiej są średnio dwa razy wyższe niż w USA, a 55 proc. europejskich firm uważa, że regulacje środowiskowe utrudniają reshoring lub nearshoring, czyli przenoszenie produkcji bliżej rynku, ale niekoniecznie do własnego kraju.

Ambicje są duże, ale pieniędzy mniej

Raport pokazuje wyraźny paradoks. Firmy coraz częściej mówią o reindustrializacji jako sposobie na odporność, ale jednocześnie ostrożniej planują wydatki. Łączna wartość inwestycji planowanych na najbliższe trzy lata przez badane organizacje spadła do 2,5 bln dolarów. Rok wcześniej deklaracje sięgały 4,7 bln dolarów.

Zdaniem Capgemini za spadkiem stoją m.in. niepewność geopolityczna, niestabilność regulacyjna, słabszy klimat inwestycyjny i wyższe koszty energii, szczególnie w Europie. Ambicje zostały, ale firmy rzadziej decydują się na bardzo duże wydatki.

Z tego powodu biznes szuka mniej kapitałochłonnych modeli. Chodzi m.in. o lepsze wykorzystanie istniejących zakładów, współdzielenie aktywów i partnerstwa produkcyjne zamiast budowania wszystkiego od zera.

Duże pieniądze nadal trafiają jednak do sektorów strategicznych. Chodzi tu o półprzewodniki, farmację, obronność i centra danych. To obszary, w których firmy i państwa są gotowe zapłacić więcej za bezpieczeństwo dostaw i kontrolę.

Produkcja musi być bardziej inteligentna

Przenoszenie produkcji bliżej Europy i USA byłoby trudne bez technologii. Wyższe koszty pracy i energii trzeba bowiem równoważyć automatyzacją, danymi i sztuczną inteligencją.

87 proc. firm inwestuje w AI i automatyzację, aby ograniczyć wyższe koszty reindustrializacji. Technologia ma skracać czas wdrożeń, poprawiać jakość, ograniczać koszty pracy i zwiększać elastyczność fabryk. Reindustrializacja coraz częściej oznacza więc tworzenie nowego modelu przemysłu. Opiera się on na robotyce, automatyzacji, cyfrowych bliźniakach i analizie danych.

Do tego aż 82 proc. organizacji spodziewa się wzrostu innowacyjności dzięki reindustrializacji.

Brakuje ludzi z odpowiednimi kompetencjami

Największą barierą dla nowej fali uprzemysłowienia są kompetencje. Nowoczesna produkcja wymaga pracowników, którzy potrafią korzystać z nowoczesnej technologii. 83 proc. organizacji w badaniu Capgemini przyznaje, że niedobór wykwalifikowanej kadry technicznej utrudnia reindustrializację.

Jednocześnie tylko 34 proc. firm deklaruje gotowość do włączenia rozwoju kompetencji, szkoleń i cyfrowej biegłości pracowników w model produkcyjny. Wniosek? Wiele przedsiębiorstw widzi problem, ale nie ma jeszcze wystarczająco rozwiniętych planów szkoleniowych.

W USA skala wyzwania jest szczególnie widoczna. Raport przywołuje ponad 400 tys. nieobsadzonych miejsc pracy w przemyśle.

Bez pracowników umiejących obsługiwać nowoczesne technologie reindustrializacja może utknąć na poziomie strategii. Fabryki mogą być bliżej rynku, ale bez kompetencji nie będą działały wystarczająco efektywnie.

Globalizacja nie znika, tylko zmienia kształt

Reindustrializacja nie oznacza końca globalizacji. Firmy nie przenoszą dziś całej produkcji do kraju, ale przebudowują łańcuchy dostaw tak, aby były mniej podatne na kryzysy.

Produkcja ma być bliżej rynku, w państwach sojuszniczych i w bardziej przewidywalnych warunkach politycznych. Wygrywać będą więc firmy, które połączą odporność, technologię, elastyczność kosztową i nowe kompetencje pracowników.


Polecamy także: