W Polsce wzrosła w skali roku liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C). W 2025 roku było ich o 5,1 proc. więcej niż w roku wcześniejszym. Co więcej, w analizowanym okresie odnotowano niemal tyle samo dni absencji z ww. tytułu. Przeszło 35 proc. takich zwolnień wydano na okres od jednego do pięciu dni. Niemal połowa zwolnień przypadła osobom w wieku 35-49 lat. Zdecydowanie częściej z tego rozwiązania korzystają mężczyźni niż kobiety.
Według danych przekazanych przez ZUS, w 2025 roku liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C) wyniosła blisko 10 tys. To o 5,1 proc. więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków było 9,5 tys.
Uwzględniając podział na województwa, najwięcej „alkoholowych L4” w 2025 roku dotyczyło mazowieckiego – 1,3 tys. (13,3 proc. wszystkich w kraju), śląskiego – 1,1 tys. (11,2 proc.) oraz wielkopolskiego – 1,1 tys. (11,1 proc.). Natomiast na końcu zestawienia widać lubuskie – 252 (2,5 proc. wszystkich w kraju), opolskie – 307 (3,1 proc.) i podlaskie – 319 (3,2 proc.).
– W Polsce rocznie wystawianych jest ponad 20 milionów zwolnień lekarskich. Te z kodem C stanowią więc bardzo niewielki odsetek wszystkich absencji chorobowych, ale nie można tych danych całkowicie bagatelizować. Mówimy bowiem o sytuacjach, w których nadużycie alkoholu wpłynęło na stan zdrowia pracownika na tyle, że konieczna była czasowa niezdolność do pracy. Nie oznacza to automatycznie uzależnienia. Część przypadków może dotyczyć jednorazowych epizodów, zatruć czy powikłań zdrowotnych – komentuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Tak alkohol wpływa na gospodarkę
Z kolei dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę na badania ekonomiczne. Wynika z nich, że alkohol generuje realne koszty pośrednie, tj. utraconą produktywność, absencję, wypadki przy pracy i wcześniejsze wycofywanie się z rynku pracy. Te straty są bardziej odczuwalne na poziomie poszczególnych firm, zwłaszcza mniejszych. Nawet krótkotrwała nieobecność pracownika może bowiem zaburzać organizację pracy i wymuszać zastępstwa lub nadgodziny.
– Sam wzrost rok do roku liczby zaświadczeń z kodem C warto traktować poważnie. Mówimy o sytuacjach, w których alkohol realnie wyłącza ludzi z bezpiecznego funkcjonowania zawodowego, a to zwykle nie dzieje się bez powodu. Jednocześnie te dane nie przesądzają, że mamy nagły wybuch uzależnień. Na liczbę zwolnień wpływa też to, czy lekarze częściej rozpoznają problem i czy pacjenci rzadziej ukrywają tło alkoholowe. Możliwy jest więc również efekt większej szczerości i świadomości – zaznacza psycholog Michał Murgrabia, ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Polecamy również: Prewencyjne kontrole trzeźwości już działają. Firmy reagują dopiero po fakcie
W ubiegłym roku liczba dni absencji chorobowej z powodu nadużycia alkoholu wyniosła 99,7 tys. To o 5 dni więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich 99,6 tys. Jak stwierdza dr n. o zdr. Sejbuk-Rozbicka, te dane w połączeniu z wcześniej wskazanymi należy traktować jako sygnał, że rośnie liczba epizodów krótkotrwałej niezdolności do pracy, a nie ciężkich, długotrwałych następstw zdrowotnych.
W wielu analizach absencja stanowi tylko część strat. Znaczną rolę odgrywają także wypadki, błędy i pogorszenie wydajności pracy. Te następstwa mogą mieć większe znaczenie ekonomiczne niż sama liczba dni zwolnień. W tym sensie krótkotrwała absencja może być częściowo interpretowana jako mechanizm ochronny. Niedopuszczenie do pracy osoby w obniżonej sprawności psychofizycznej zmniejsza ryzyko wypadków i szkód. Ma to znaczenie zwłaszcza w zawodach wymagających koncentracji i odpowiedzialności.
– Blisko 100 tys. dni absencji to około 400 etatów rocznie, przyjmując 250 dni pracy. W porównaniu z ponad 16 milionami pracujących i milionami dni absencji ogółem jest to zjawisko marginalne makroekonomicznie. Oczywiście, każda absencja generuje koszt, ale w skali całej gospodarki mówimy o relatywnie niewielkich kwotach w porównaniu z całkowitą wartością wytwarzanych dóbr i usług. Załóżmy, że średni koszt dnia pracy wynosi 350 zł. Jeśli pomnożymy go przez liczbę dni absencji z ww. tytułu, to otrzymamy wynik ok. 35 mln zł rocznie. W skali gospodarki wartej ponad 3 biliony zł PKB to znikoma wartość – dodaje Michał Pajdak.
„Alkoholowe L4” zwykle jest krótkie
Według danych za 2025 rok, 3,6 tys. zaświadczeń lekarskich z kodem C dotyczyło absencji wynoszącej 1-5 dni (35,6 proc. ogółu liczby tych zaświadczeń). Z kolei 2,7 tys. wystawiono na 11-20 dni (27,4 proc.) oraz 2,7 tys. – na 6-10 dni (26,9 proc.). Zwolnienia wystawione na 21 dni i dłużej stanowią 10 proc. ogółu.
– Struktura zwolnień wskazuje przede wszystkim, że niezdolność do pracy związana z alkoholem ma w większości charakter ostrych, krótkotrwałych następstw spożycia, takich jak zatrucia, zaburzenia snu, pogorszenie funkcji poznawczych czy urazy. Fakt, że ponad 10 proc. zwolnień trwa przeszło 21 dni, można interpretować jako sygnał, że w pewnej części przypadków mamy do czynienia z poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi. To m.in. urazy, powikłania somatyczne lub zaburzenia psychiczne związane z nadużywaniem alkoholu, które wymagają dłuższego leczenia i rekonwalescencji – mówi dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka.
Demografia „alkoholowych zwolnień”
W ubiegłym roku 1,8 tys. zaświadczeń lekarskich z kodem C wystawiono osobom w wieku 40-44 lat (18,2 proc. ogółu ww. zaświadczeń). Dalej widzimy przedstawicieli grupy wiekowej 45-49 lat – 1,6 tys. zaświadczeń (15,7 proc.) oraz 35-39 lat – 1,5 tys. zaświadczeń (15,1 proc.). Z kolei na końcu zestawienia widnieją osoby w wieku 19 lat i mniej – 44 (0,4 proc.), a także 65 lat i więcej – 86 (0,9 proc.).
– Niemal połowa wszystkich takich zwolnień dotyczy osób między 35. a 49. rokiem życia. Taki rozkład nie jest zaskakujący. To właśnie ta grupa wiekowa stanowi rdzeń rynku pracy. Statystycznie to w niej będzie występować najwięcej zwolnień – niezależnie od ich przyczyny. Badania epidemiologiczne wskazują, że właśnie w tej fazie życia ryzyko nadużywania alkoholu bywa podwyższone. Jednocześnie zaczynają ujawniać się pierwsze poważniejsze konsekwencje zdrowotne długotrwałych zachowań ryzykownych – podkreśla Michał Pajdak.
Polecamy również: Kredyt oddłużeniowy z komornikiem – czy to w ogóle możliwe?
A jak rozkładają się zaświadczenia z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu na podział między płciami? W 2025 roku 7,7 tys. zwolnień wystawiono mężczyznom (77,5 proc.), a 2,2 tys. – kobietom (22,5 proc.). Taki sam rozkład procentowy zaobserwowano w 2024 roku.
Jak zaznacza dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka, struktura zwolnień według płci odpowiada globalnym trendom epidemiologicznym. Dominują mężczyźni, ponieważ piją częściej i więcej. Udział kobiet, choć mniejszy, ma również znaczenie kliniczne i zdrowotne. U nich szybciej mogą pojawiać się biologiczne i zdrowotne konsekwencje alkoholu.
– Ponad jedna piąta przypadków pokazuje, że to zjawisko dotyczy także kobiet w sposób, który wpływa na zdolność do pracy. Fakt, że panie gorzej tolerują alkohol i szybciej doświadczają skutków zdrowotnych, może oznaczać, że gdy już dochodzi do zwolnienia, problem bywa bardziej obciążający biologicznie i psychicznie. Jednak często dłużej pozostaje ukryty z powodu większego wstydu i presji społecznej. W praktyce to może prowadzić do późniejszego zgłaszania się po pomoc, a więc – do większych konsekwencji, mimo mniejszej liczby zwolnień – podsumowuje Michał Murgrabia z platformy ePscyholodzy.pl.