Polska może przeznaczyć w 2026 r. około 200 mld zł na obronność, a dodatkowo dostała dostęp do 43,7 mld euro pożyczki z unijnego programu SAFE. Zdaniem ekspertów pieniądze nie są jednak największym problemem krajowego przemysłu zbrojeniowego. Branży brakuje wieloletniej, przewidywalnej polityki zamówień, a dostępne dziś moce produkcyjne nie pozwoliłyby szybko zwiększyć dostaw sprzętu w razie konfliktu.
– Polska posiada potencjał do tego, żeby być samowystarczalna w kontekście podstawowego sprzętu wojskowego. Wymaga to jednak bardzo konkretnej polityki państwa, czyli tego, żeby zdefiniować, czego chce od polskiego przemysłu państwowego i prywatnego. Jakich wolumenów zamówień i w jakiej perspektywie oczekuje, aby wszyscy mogli bezpiecznie podejmować działania inwestycyjne i przygotować się do produkcji tego sprzętu – mówi Marcin Chludziński, przewodniczący Rady Fundacji Centrum Strategii Rozwojowych.
Przyjęta przez rząd w lipcu 2025 r. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego zakłada m.in. zwiększenie zdolności polskiej zbrojeniówki do zaspokajania potrzeb wojska, rozwój eksportu oraz ograniczenie zależności od zagranicznych łańcuchów dostaw.
Zdaniem przedstawicieli branży problem zaczyna się na poziomie przełożenia tych założeń na konkretne zamówienia. Fabryka, która nie wie, ile sprzętu państwo będzie potrzebowało za pięć czy dziesięć lat, ma znacznie trudniejsze zadanie przy podejmowaniu decyzji o nowych liniach produkcyjnych, zatrudnieniu czy zakupie technologii.
200 mld zł na obronność. Pieniędzy ma nie brakować
Budżet na obronność mocno urósł już w ostatnich latach. Ministerstwo Obrony Narodowej oszacowało wydatki w 2025 r. na 186,6 mld zł, czyli 4,7 proc. PKB. W 2026 r. mają one sięgnąć 200 mld zł i odpowiadać 4,8 proc. gospodarki.
Dodatkowe źródło finansowania daje program SAFE. Polska podpisała 8 maja umowę dotyczącą unijnego instrumentu i ma otrzymać 43,7 mld euro pożyczki, czyli ponad 180 mld zł. Aż 89 proc. tych środków ma trafić do polskich przedsiębiorstw sektora zbrojeniowego.
Zmienia się również nastawienie banków. Branża obronna, którą część instytucji finansowych przez lata traktowała z dużą ostrożnością, dziś może liczyć na znacznie większe zainteresowanie.
– Sektor finansowy w Polsce wykazuje bardzo dużą gotowość do zwiększenia zaangażowania w finansowanie sektora obronnego. Przez wcześniejsze dekady czy nawet więcej lat banki rzeczywiście były niechętne. Część z nich miała ten sektor na swoich czarnych listach, natomiast obecnie nie widzimy takich ograniczeń. Niektóre banki wręcz przekwalifikowały go jako branżę preferowaną do finansowania – tłumaczy dr hab. Krzysztof Kluza, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
We wrześniu 2025 r. PKO Bank Polski i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisały umowę o współpracy strategicznej. Bank ma zapewnić wielomiliardowe finansowanie PGZ i jej spółkom zależnym m.in. na zwiększanie mocy produkcyjnych i rozwój technologii.
Zbrojeniówka potrzebuje zamówień na lata, a nie na miesiące
Większym problemem niż dostęp do kapitału jest, zdaniem Marcina Chludzińskiego, brak przewidywalności.
– Nie można budować polskiego potencjału przemysłu zbrojeniowego, jeśli będzie się zamawiało na przykład 10 sztuk z jakiegoś asortymentu w danym miesiącu, a 100 sztuk w następnym miesiącu. Należy przewidzieć strategiczną perspektywę pięcio-, dziesięcioletnią, żeby przemysł mógł się przygotować, jeśli chodzi o swój potencjał i odpowiedzieć na to wyzwanie – mówi.
Długi horyzont zamówień pozwala przedsiębiorstwom ocenić, czy opłaca się rozbudowywać zakład, kupować maszyny i zwiększać zatrudnienie. Przy nieregularnym popycie takie inwestycje są bardziej ryzykowne. Chludziński jako przykład przywołuje Szwecję, która najpierw określiła potrzeby własnej armii, następnie skierowała zamówienia do krajowego przemysłu, a później wykorzystała rozbudowane zdolności do rozwijania eksportu.
Cywilne firmy chcą wejść do zbrojeniówki
Większy udział w produkcji obronnej interesuje również przedsiębiorstwa działające dotąd na rynku cywilnym. Z raportu Bibby Financial Services „Stal na froncie. Branża metalowa w Polsce 2026 roku” wynika, że 40 proc. firm z sektora metalowego już realizuje zamówienia dla polskiej zbrojeniówki, a kolejnych 40 proc. rozważa wejście na ten rynek.
Droga nie jest jednak prosta. Przedsiębiorcy wymieniają brak kontaktów, certyfikatów oraz wiedzy o procedurach i regulacjach. Problemem są także dłuższe terminy płatności, przez które firma musi finansować produkcję ze sporym wyprzedzeniem. Do tego dochodzą formalne wymogi związane m.in. z koncesjami, obiegiem informacji czy odbiorami jakościowymi.
– Część cywilna przemysłu dostrzega, że do tej branży po prostu jest trudno wejść. Te bariery dotyczą zarówno pozyskania istotnych zamówień, jak i formalnych wymogów. Czy to koncesyjnych, zarządzania obiegiem informacji, czy też innych uregulowań. Odbiory jakościowe są też obarczone większą liczbą czynności. To zniechęca wiele podmiotów przemysłu cywilnego, żeby zaangażować się w tę produkcję – wyjaśnia Krzysztof Kluza.
Dodatkową przeszkodą w wejściu firmy w obronność może być wymagany transfer własności intelektualnej, na który część przedsiębiorstw nie chce się decydować.
Certyfikacja może hamować nowe technologie
Procedury wojskowe nie kończą problemów po wejściu firmy do sektora. Zdaniem prof. Kluzy długotrwała certyfikacja uzbrojenia utrudnia późniejsze wprowadzanie zmian w już zatwierdzonym sprzęcie.
Jeżeli producent chce zmienić komponent lub rozwiązanie techniczne, może być zmuszony do ponownego przechodzenia ścieżki administracyjnej. W rezultacie firmy mają zachętę do pozostawania przy istniejących rozwiązaniach zamiast szybkiego wdrażania nowych.
Zdaniem eksperta ogranicza to tempo postępu technologicznego w branży, w której możliwość szybkiego dostosowania sprzętu do nowych potrzeb ma szczególne znaczenie.
Ekspert: produkcja nie jest gotowa na konflikt
Najpoważniejsze zastrzeżenia dotyczą zdolności do gwałtownego zwiększenia produkcji w sytuacji kryzysowej.
– Polskie zdolności produkcyjne w zakresie bezpieczeństwa narodowego nie są przygotowane na konflikt zbrojny. W przypadku gdyby taka sytuacja się wydarzyła, to w przemyśle nie ma wolnych, potwierdzonych technologicznie mocy produkcyjnych, które można by uruchomić – mówi Krzysztof Kluza.
Według niego podczas wojny zapotrzebowanie na część sprzętu może wzrosnąć pięcio- lub nawet dwudziestokrotnie w stosunku do produkcji w czasie pokoju. Problemem byłaby więc nie sama dostępność pieniędzy, lecz możliwość fizycznego zwiększenia podaży.
Do tego dochodzi logistyka. Ekspert ocenia, że obecne rozwiązania dotyczące dostaw i magazynowania krytycznych komponentów również nie są przygotowane na znaczące zwiększenie skali działania.
Podobnie sytuację ocenia Marcin Chludziński. Jego zdaniem Polska nie dysponuje dziś skalą pozwalającą na szybkie odpowiadanie na potrzeby pola walki w wielu grupach sprzętu jednocześnie.
Eksport zbrojeniowy pobił rekord
Krajowy przemysł obronny ma już jednak rosnące doświadczenie na rynkach zagranicznych. Według ostatniego dostępnego raportu Ministerstwa Spraw Zagranicznych wartość eksportu oraz transferów wewnątrzunijnych polskiego uzbrojenia i sprzętu wojskowego wyniosła w 2024 r. rekordowe 3,14 mld euro.
Było to o prawie 1,39 mld euro więcej niż rok wcześniej. Za około 79 proc. wartości eksportu, czyli 2,49 mld euro, odpowiadały dostawy sprzętu wojskowego i amunicji do Ukrainy.
Największą grupę produktów stanowiła amunicja oraz jej elementy. Ich wartość sięgnęła około 1,3 mld euro.
Zdaniem ekspertów eksport powinien być jednym z filarów rozwoju krajowej produkcji. Same potrzeby polskiej armii mogą bowiem nie wystarczyć do utrzymywania rozbudowanych mocy produkcyjnych przez wiele lat.
Polska chce produkować 200 tys. pocisków 155 mm rocznie
Jednym z obszarów, w których państwo już zapowiedziało zwiększenie zdolności, jest amunicja wielkokalibrowa. W sierpniu 2025 r. premier Donald Tusk poinformował, że do końca 2028 r. w Polsce mają powstać trzy nowe fabryki amunicji. W perspektywie dwóch lat krajowa produkcja pocisków kalibru 155 mm ma dojść do 200 tys. sztuk rocznie. Według przedstawionych planów taki poziom ma w całości pokryć zapotrzebowanie polskiej armii.
Eksperci przekonują jednak, że pojedyncze inwestycje nie zastąpią wieloletniego planu dla całej branży. Przy budżecie na obronność liczonym w setkach miliardów złotych i dostępie do dużego finansowania unijnego chodzi o to, co dokładnie Polska chce produkować, w jakiej liczbie i jak szybko krajowe fabryki miałyby zwiększyć skalę działania, gdyby zapotrzebowanie nagle wzrosło.