Polski przemysł nadal jest w fazie spowolnienia, choć wskaźnik PMI w kwietniu lekko wzrósł – do 48,8 pkt z 48,7 pkt miesiąc wcześniej. Ekonomiści zwracają jednak uwagę, że poprawa wynika głównie z problemów podażowych i gromadzenia zapasów przez firmy. To ważne, bo rosnące koszty surowców i transportu mogą przełożyć się na wyższą inflację oraz utrzymanie wysokich stóp procentowych w Polsce.
Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w kwietniu do 48,8 pkt. Odczyt był niższy od części prognoz rynkowych, które zakładały wzrost do ok. 49 pkt. Dane nadal pozostają jednak poniżej granicy 50 pkt., która oddziela rozwój sektora od spowolnienia. Zdaniem ekonomistów struktura indeksu nie daje powodów do dużego optymizmu.
Firmy gromadzą zapasy z obawy przed kryzysem
Analitycy ING wskazują, że polski przemysł zaczyna przechodzić w „tryb kryzysowy”. Firmy zwiększają zapasy i wydłużają czas dostaw, bo obawiają się problemów logistycznych i wzrostu kosztów związanych z wojną na Bliskim Wschodzie.
– Wydłużenie czasów dostaw technicznie podbija PMI, ale nie jest pozytywnym sygnałem świadczącym o dobrej koniunkturze. Wynika z problemów logistycznych z powodu wojny na Bliskim Wschodzie. Ten sam czynnik spowodował, że wyraźnie wzrosły koszty produkcji i ceny wyrobów gotowych – uważają ekonomiści ING.
Według ekonomistów Banku Pocztowego poprawa wskaźnika PMI wynikała niemal wyłącznie z czynników podażowych.
– Choć wskaźnik PMI w kwietniu uległ minimalnej poprawie, jego struktura zdecydowanie niepokoi – ocenia Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Podobne wnioski płyną z analizy Erste Banku (dawniej Santander). Ekonomiści tej instytucji zwracają uwagę, że wydłużenie dostaw i wzrost zapasów formalnie poprawiają PMI, ale obecnie są efektem niepewności rynkowej i problemów z dostępnością surowców.
Produkcja i zamówienia nadal słabe
Mimo niewielkiej poprawy wskaźnika PMI sytuacja po stronie popytowej jest trudna. W kwietniu nadal spadały nowe zamówienia i produkcja, a przedsiębiorstwa ograniczały zatrudnienie. Co ważne, redukcja zatrudnienia trwa już 12. miesiąc z rzędu. Z kolei nastroje przedsiębiorców spadły poniżej długoterminowej średniej.
Według raportu NBP firmy nadal ostrożnie podchodzą także do inwestycji. Choć przedsiębiorstwa oczekują niewielkiej poprawy koniunktury w drugim kwartale, to jednocześnie sygnalizują słabszy popyt na pracę i większą gotowość do podnoszenia cen.
Wojna na Bliskim Wschodzie podbija koszty
Coraz większym problemem staje się też presja kosztowa. Według ING wojna na Bliskim Wschodzie doprowadziła do wzrostu kosztów transportu i surowców energetycznych, co już przekłada się na ceny produkcji.
Bank Pocztowy zwraca uwagę, że producenci podnoszą ceny swoich wyrobów w najszybszym tempie od czerwca 2022 r. To może oznaczać wyższą inflację i słabszy wzrost gospodarczy.
– Najbardziej niepokojące w opublikowanych dziś danych jest niewątpliwie nasilenie presji kosztowej, do czego prowadzi wzrost cen surowców i transportu, będący skutkiem wojny na Bliskim Wschodzie – oceniła Monika Kurtek.
Według Erste Banku inflacja cen materiałów produkcyjnych była najwyższa od maja 2022 r. Firmy coraz częściej przenoszą rosnące koszty na klientów.
– Pozytywnym elementem pozostaje utrzymujący się optymizm dotyczący wzrostu produkcji w horyzoncie kolejnych 12 miesięcy, choć wskaźnik ten nadal znajdował się na pięciomiesięcznym minimum – dodają analitycy Erste Banku.