{"vars":{{"pageTitle":"Polska kupuje leki głównie w Europie. Problem zaczyna się poziom głębiej","pagePostType":"post","pagePostType2":"single-post","pageCategory":["news","tylko-w-300gospodarce"],"pageAttributes":["antybiotyki","azja","bezpieczenstwo-lekowe","branza-farmaceutyczna","chiny","farmaceutyki","import-lekow","import-z-chin","indie","leki","lancuchy-dostaw","main","najnowsze","niezaleznosc-lekowa","przemysl-farmaceutyczny","rynek-farmaceutyczny","substancje-czynne"],"pagePostAuthor":"Emilia Malec","pagePostDate":"21 sierpnia 2026","pagePostDateYear":"2026","pagePostDateMonth":"08","pagePostDateDay":"21","postCountOnPage":1,"postCountTotal":1,"postID":747086}} }
300Gospodarka.pl

Polska kupuje leki głównie w Europie, a Europa zaopatruje się w Azji. To podwójne uzależnienie

Najbliższe ogniwa łańcucha dostaw gotowych leków do Polski prowadzą głównie do Unii Europejskiej. Jednak surowce, które są potrzebne do ich produkcji, często pochodzą z Chin, Indii i Korei Południowej. W niektórych grupach substancji czynnych udział azjatyckich dostawców przekracza 75 proc., a w skrajnych przypadkach sięga niemal 100 proc.

20 sierpnia Centrum Strategii Rozwojowych zaprezentowało „Mapę Zależności Lekowej”, przygotowaną we współpracy z The Healthcare Economics Foundation. Analizę oparto na danych Eurostatu dotyczących handlu zagranicznego, aktualnych na 2 lutego 2026 r. Autorzy raportu mówią o „podwójnej zależności”: Polska kupuje gotowy lek od europejskiego producenta, który sam może być uzależniony od komponentów z Azji. Zakłócenie dostaw na drugim końcu świata może więc ostatecznie uderzyć również w polskich pacjentów.

W raporcie rozdzielono gotowe produkty lecznicze od substancji czynnych, czyli API – składników odpowiedzialnych za działanie leku. Ten podział mocno zmienia obraz zależności Polski od zagranicznych producentów.

Gotowe leki płyną przede wszystkim z Europy

Jeśli spojrzeć na cały import produktów leczniczych i farmaceutycznych, azjatyckiej dominacji nie widać. Chiny odpowiadają za 1,24 proc. wartości bezpośredniego importu do Polski, a Indie za 0,92 proc.

Pierwszą dziesiątkę dostawców tworzą wyłącznie państwa europejskie. Największy udział mają Niemcy – 19 proc., następnie Węgry – 13 proc., Belgia – 12 proc. i Austria – 11 proc. Kolejne miejsca zajmują Holandia i Francja.

Jeszcze wyraźniej widać to przy gotowych postaciach leków. Niemcy odpowiadają za 23 proc. ich importu, Francja za 11,75 proc., a Holandia za 9,25 proc. W pierwszej dziesiątce ponownie nie ma państwa azjatyckiego.

Ten obraz może jednak dawać fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Lek przyjeżdżający do Polski z Niemiec czy Francji nie musiał powstać wyłącznie z europejskich surowców. Jego substancja czynna mogła wcześniej przypłynąć z Chin albo Indii.

– Gotowy produkt, gotowy lek jest wyprodukowany w Europie. Ale kiedy zdejmiemy kolejną warstwę i przejdziemy do substancji czynnych, widzimy już olbrzymią koncentrację i zależność od rynków azjatyckich, głównie Chin, Indii i Korei Południowej – mówił podczas premiery Krzysztof Płaciszewski, ekspert ds. zdrowia Centrum Strategii Rozwojowych.

Co czwarta substancja antybiotykowa pochodzi z Chin lub Indii

Różnica staje się widoczna przy surowcach wykorzystywanych do produkcji leków. Chiny i Indie odpowiadają łącznie za 25 proc. wartości polskiego importu substancji antybiotykowych.

W bardziej zawężonej grupie antybiotyków – innych niż penicyliny, streptomycyny i tetracykliny oraz ich pochodne – udział tych dwóch państw rośnie do niemal 39 proc. (Indie – 21,08 proc., Chiny – 17,77 proc.).

Gotowe leki z antybiotykami przyjeżdżają już głównie z Europy. W całej tej kategorii największym dostawcą są Węgry z udziałem 26 proc., dalej Francja – 16 proc. oraz Włochy – 10,5 proc.

Podobną różnicę widać w przypadku popularnych penicylin i streptomycyn. Gotowe preparaty trafiają do Polski przede wszystkim z Francji, która odpowiada za nieco ponad połowę importu tej grupy, oraz z Austrii – z udziałem 21,52 proc.

86 proc. importowanej efedryny pochodzi z jednego kraju

Jeszcze silniejszą koncentrację autorzy raportu znaleźli w grupie alkaloidów roślinnych. Są to substancje wykorzystywane m.in. w onkologii, ratownictwie medycznym, pulmonologii i leczeniu bólu.

Indie i Chiny odpowiadają za niemal 51 proc. importu tych substancji do Polski. Same Indie mają udział przekraczający 47 proc.

Najbardziej skrajnym przykładem jest efedryna i jej sole. Aż 86 proc. polskiego importu pochodzi z Indii. Do tego trzeba dodać Tajwan, który odpowiada za prawie 6 proc. Wynika z tego, że 9 na 10 jednostek substancji czynnych z tej grupy pochodzi z Azji.

Indie mają też 58 proc. udziału w imporcie pozostałych alkaloidów roślinnych i ich pochodnych, które nie zostały zakwalifikowane do innych kategorii.

Przy gotowych lekach zawierających alkaloidy zależność ponownie wygląda inaczej. Największym dostawcą jest Austria – 23 proc., dalej Niemcy – 17,6 proc. Chiny pojawiają się na trzecim miejscu z udziałem 14 proc. To jeden z nielicznych przypadków wyraźnej obecności azjatyckiego państwa w imporcie gotowych leków.

Niektóre hormony niemal całkowicie zależne od Azji

Wybrane grupy hormonów i podobnych substancji również wykazują duży udział importu z państw azjatyckich. Chiny odpowiadają za 77 proc. wartości importu hormonów polipeptydowych, białkowych i glikoproteinowych oraz ich pochodnych. Łącznie aż 83 proc. tej grupy trafia do Polski z państw spoza UE.

Jeszcze bardziej skoncentrowany jest rynek prostaglandyn, tromboksanów i leukotrienów. Korea Południowa odpowiada za 71,65 proc. importu, a Chiny za kolejne 27,63 proc. Razem oba państwa dostarczają ponad 99 proc. produktów z tej kategorii.

Gotowe leki hormonalne znów mają jednak europejskie pochodzenie. Podium prezentuje się następująco: Dania (udział 33 proc.), Francja (23 proc.) i Niemcy (20 proc.). W przypadku preparatów zawierających insulinę udział Danii sięga 52 proc.

Chiny odpowiadają za niemal dwie trzecie importu glikozydów

Kolejnym punktem ryzyka są glikozydy, czyli grupa związków wykorzystywanych m.in. w produkcji części leków stosowanych w chorobach serca. Chiny odpowiadają za 65 proc. importu naturalnych i syntetycznych glikozydów oraz ich pochodnych.

Duży udział Państwa Środka widać również przy witaminach. Chiny dostarczają 45 proc. importowanej do Polski witaminy C i jej pochodnych oraz 20 proc. witamin z grupy B i pochodnych.

W całej grupie witamin i prowitamin udział Chin wynosi niemal 14 proc.

„Czy ktoś nam to sprzeda?”

Wysoka koncentracja dostaw sama w sobie jeszcze nie przesądza o zagrożeniu – zastrzegają autorzy raportu. Znaczenie ma również stabilność konkretnego państwa i możliwość szybkiego zastąpienia jednego producenta innym.

Pandemia COVID-19, problemy logistyczne, wojna w Ukrainie i napięcia geopolityczne sprawiły, że źródło substancji potrzebnych do produkcji leków stało się sprawą wykraczającą poza zwykły rachunek handlowy.

– Dzisiaj kluczowa nie jest odpowiedź na pytanie, czy możemy coś kupić, tylko czy ktoś nam to sprzeda. Ktoś może powiedzieć: owszem, macie pieniądze, możecie to kupić, ale czy my chcemy wam to sprzedać? – mówił Krzysztof Płaciszewski podczas premiery raportu.

Nie chodzi o to, żeby Polska produkowała samodzielnie wszystkie potrzebne leki i substancje czynne. Pełna samowystarczalność byłaby, zdaniem autorów raportu, ekonomicznie i technologicznie nierealistyczna.

Zamiast tego rekomendują rozwijanie krajowych możliwości tam, gdzie ryzyko jest największe, oraz dywersyfikację dostaw. Jednym z proponowanych kierunków jest friendshoring, czyli przenoszenie części współpracy do państw uznawanych za stabilnych sojuszników.

Fabrykę można szybko zbudować, trudniej znaleźć ludzi

Odbudowa produkcji farmaceutycznej wymaga jednak czegoś więcej niż pieniędzy i nowych hal. Najbardziej palącym problemem jest brak odpowiednich specjalistów. Potrzebujemy farmaceutów przemysłowych, chemików procesowych, biotechnologów, inżynierów produkcji czy ekspertów od walidacji.

– Zbudować fabryki jest relatywnie łatwo, ale znaleźć ludzi z odpowiednimi kompetencjami, żeby wykorzystać potencjał tego sektora, to będzie prawdziwe wyzwanie. Jeśli będziemy działać tylko na quick winach i szukać prostych, szybkich rozwiązań, to nie zaprowadzi nas to nigdzie w dłuższym terminie – powiedział Krzysztof Zdobylak, członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP.

Jak można zwiększyć niezależność od azjatyckich dostawców? Raport proponuje m.in. wsparcie budowy instalacji do syntezy substancji czynnych i tworzenie farmaceutycznych stref przemysłowych. Równie ważne jest rozwijanie takich programów studiów i staży, żeby mógł na tym skorzystać przemysł farmaceutyczny. Ze strony producentów leków przyda się łatwiejszy dostęp do gwarancji i ubezpieczeń inwestycyjnych. Autorzy postulują też szybsze procedury regulacyjne dla produkcji przenoszonej do Polski oraz powołanie rządowego koordynatora ds. suwerenności lekowej.

Kierunek ma być jednak szerszy niż Polska. Według raportu żadne pojedyncze państwo UE nie jest w stanie stworzyć u siebie pełnego łańcucha, żeby produkować wszystkie potrzebne leki. Rozwiązaniem ma być europejska specjalizacja połączona z przenoszeniem części produkcji bliżej Europy i rozproszeniem dostawców.


Przeczytaj także: