Aż 84 proc. Polaków przechodzi na emeryturę natychmiast po osiągnięciu ustawowego wieku – wynika z danych Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. To ważny sygnał dla rynku pracy, bo Polska szybko się starzeje, a starsze roczniki, jak np. pracownicy 45+, mają odgrywać coraz większą rolę w gospodarce. Problem w tym, że organizm wielu z nich mówi „dość” znacznie wcześniej, niż sugerowałby kalendarz zawodowy.
Polacy żyją dziś średnio o dekadę dłużej niż trzydzieści lat temu. Jednocześnie dane GUS pokazują pogłębiający się niż demograficzny. Młodszych pracowników będzie mniej, więc firmy i państwo coraz mocniej będą opierać się na doświadczeniu osób po czterdziestce i pięćdziesiątce.
Na papierze brzmi to logicznie: skoro żyjemy dłużej, możemy dłużej pracować. W rzeczywistości sprawa jest trudniejsza. Według Eurostatu Polska znajduje się na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej pod względem liczby zdrowych lat życia po 65. roku życia. Innymi słowy: dłuższe życie nie zawsze oznacza dłuższą sprawność.
Emerytura jako ucieczka od przeciążenia
– Instytut Pracy i Spraw Socjalnych podaje, że aż 84 proc. Polaków przechodzi na emeryturę, gdy tylko przekroczy określony prawem wiek. Trudno się temu dziwić. Jeśli przez wiele lat funkcjonujemy w ciągłym przeciążeniu, prędzej czy później zdrowie zaczyna się pogarszać. Tak wygląda dziś sytuacja pokolenia X – mówi Tomasz Szklarski, ekspert rynku pracy i współtwórca platformy Enpulse.
Pokolenie X to osoby urodzone mniej więcej między połową lat 60. a początkiem lat 80. Dziś są to ludzie, którzy często mają za sobą kilkadziesiąt lat pracy, a przed sobą jeszcze długi odcinek kariery. W wielu firmach to właśnie oni trzymają procesy, wiedzę organizacyjną i codzienną ciągłość działania.
Ekspert zwraca uwagę, że rozmowa o dłuższej aktywności zawodowej nie może sprowadzać się wyłącznie do wieku emerytalnego i demografii. Pytanie brzmi także: w jakiej kondycji pracownik dotrze do ostatnich lat kariery?
Żyjemy dłużej, ale po pięćdziesiątce przybywa diagnoz
Międzynarodowe badanie SHARE pokazuje, że polscy 50-latkowie są dziś bardziej samodzielni i lepiej radzą sobie w codziennym życiu niż ich rówieśnicy dwie dekady temu. To dobra wiadomość, ale nie pełny obraz.
Wśród przedstawicieli pokolenia X częściej diagnozuje się choroby cywilizacyjne: otyłość, nadciśnienie, cukrzycę i problemy kardiologiczne. Po pięćdziesiątce gwałtownie rośnie też liczba osób, które stale korzystają z opieki lekarskiej – wynika z raportów NFZ i GUS.
Nowym problemem jest też wielochorobowość. To sytuacja, w której jedna osoba żyje jednocześnie z kilkoma przewlekłymi diagnozami. Taki pracownik musi częściej odbywać wizyty lekarskie i odczuwa spadek energii. Do tego dochodzi konieczność leczenia i większe ryzyko wypalenia. Firmy zatrudniające takiego pracownika z kolei zmagają się z trudniejszym planowaniem pracy, absencjami. Tutaj rośnie też znaczenie profilaktyki. Najmocniej widać to w branżach, w których średnia wieku załogi przekracza 50 lat – chodzi tu m.in. o administrację publiczną i produkcję.
Pokolenie kanapki pod presją
Zdrowie fizyczne to tylko część układanki. Dane Medicover z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025” pokazują, że osoby w wieku 45-54 lata należą do grup najbardziej obciążonych przewlekłym stresem.
Pracownicy 45+ należą do pokolenia X, o którym często mówi się „sandwich generation” – pokolenie kanapki. Chodzi o ludzi ściśniętych między obowiązkami wobec dorastających lub dorosłych dzieci a opieką nad starzejącymi się rodzicami. Rano prowadzą spotkanie w firmie, po pracy organizują wizytę lekarską dla matki lub ojca, a wieczorem pomagają dzieciom w wejściu w dorosłość.
Taki model życia szybko zużywa zasoby psychiczne. Nic dziwnego, że część osób po 45. roku życia zaczyna patrzeć na emeryturę nie jak na koniec aktywności, ale jak na pierwszą realną szansę na odpoczynek.
– Widzimy ogromne zapotrzebowanie na wsparcie w tym obszarze. W administracji publicznej przekonaliśmy się o tym, organizując webinary i działania edukacyjne poświęcone dobrostanowi. Przychodzą na nie tysiące osób. Pokolenie X rzadziej mówi głośno o swoich potrzebach, ale te liczby pokazują, jak bardzo potrzebuje realnej pomocy – podkreśla Anita Noskowska-Piątkowska, Szefowa Służby Cywilnej w KPRM.
Kultura zaciskania zębów ma rachunek zdrowotny
Pokolenie X dorastało w etosie pracy, w którym dobry pracownik nie narzeka, nie mówi o zmęczeniu i nie idzie na zwolnienie, jeśli „da się jeszcze wytrzymać”. Przez lata takie podejście bywało traktowane jak dowód profesjonalizmu.
Dowód? Statystyki ZUS pokazują, że starsze roczniki najrzadziej ze wszystkich korzystają ze zwolnień chorobowych. Z Narodowego Testu Zdrowia Polaków serwisu Medonet wynika natomiast, że ponad 60 proc. aktywnych zawodowo osób po pięćdziesiątce regularnie ignoruje pierwsze objawy infekcji albo poważniejszych chorób i idzie do pracy mimo wyraźnego osłabienia.
To może wyglądać jak odpowiedzialność, ale długofalowo podkopuje zdrowie i wydajność. Pracownik, który latami ignoruje sygnały organizmu, nie staje się bardziej odporny. Często po prostu później trafia do lekarza – już z poważniejszym problemem.
– Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych organizmu i rezygnacja z regeneracji drastycznie obniżają naszą wydajność. W efekcie pogarsza się kondycja, rośnie ryzyko wypalenia, a pracownicy po prostu tracą siły do dalszego działania. Pora skończyć z udawaniem niezniszczalnych. Szczere przyznanie w pracy, że jest się przemęczonym lub potrzebuje się badań profilaktycznych, to nie słabość. Wręcz przeciwnie – przekonuje Tomasz Szklarski.
Firmy nie mogą udawać, że to prywatna sprawa
Dyskusja o zdrowiu pracowników szybko prowadzi do pytania o odpowiedzialność. Czy to zadanie firmy, czy samego zatrudnionego?
Z raportu Deloitte Global Human Capital Trends wynika, że 84 proc. pracowników uważa dbanie o dobrostan za bezpośredni obowiązek pracodawcy. Z drugiej strony blisko 70 proc. dyrektorów HR przyznaje, że firmy zbyt często przejmują funkcje opiekuńcze, które wcześniej leżały po stronie pracowników.
Granica nie jest prosta. Pracownik nie może zrzucić całej odpowiedzialności za zdrowie na firmę. Ale pracodawca nie może budować kultury pracy, która wypala ludzi, a potem zachęcać ich do udziału w webinarze o regeneracji.
– Kluczowa jest równowaga między odpowiedzialnością pracodawcy a odpowiedzialnością samego pracownika. Nie da się skutecznie dbać o zdrowie w miejscu pracy bez zaangażowania obu stron. Pracownik powinien korzystać z dostępnych działań profilaktycznych i troszczyć się o własną kondycję, natomiast rolą pracodawcy jest tworzenie środowiska pracy, które sprzyja zdrowiu – ogranicza nadmierne obciążenia fizyczne i psychiczne, zapewnia ergonomiczne warunki pracy oraz ułatwia dostęp do profilaktyki zdrowotnej – mówi Agnieszka Szczygielska, Dyrektorka Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego.
Program zdrowotny nie pomoże, jeśli nie ma czasu z niego skorzystać
Agnieszka Szczygielska zwraca też uwagę na problem, który zna wiele organizacji. Firmy wprowadzają programy prozdrowotne, ale nie zmieniają sposobu pracy. W efekcie pracownik teoretycznie ma dostęp do badań, profilaktyki albo wsparcia, lecz w kalendarzu nie ma miejsca, żeby z tego skorzystać.
– Problem polega jednak na tym, że w wielu organizacjach działania prozdrowotne funkcjonują głównie na poziomie deklaracji. Nawet najlepszy program nie przyniesie efektów, jeśli pracownik jest tak przeciążony obowiązkami, że nie ma czasu skorzystać z badań profilaktycznych, zadbać o regenerację czy po prostu odpocząć. Zdrowie pracowników nie może być dodatkiem do organizacji pracy – powinno być jednym z jej fundamentów – dodaje ekspertka.
To przesuwa temat z benefitów do organizacji pracy. Liczą się ergonomiczne stanowiska, elastyczny czas, mądrzejsze planowanie obciążeń i kultura menedżerska, w której rozmowa o przeciążeniu nie jest traktowana jak słabość.
Dłuższa kariera wymaga więc innego podejścia niż szybki sprint przez kolejne cele kwartalne. Jeśli aktywność zawodowa ma trwać dłużej, firmy muszą projektować pracę jak maraton. A w maratonie nie wygrywa ten, kto najszybciej spali energię na początku.
Pracownicy 45+ są filarem gospodarki
Tomasz Szklarski przypomina, że osoby po 45. roku życia nie są marginalną grupą na rynku pracy. Ich liczba w samej Unii Europejskiej przekracza 100 mln.
Mimo to pracownicy po pięćdziesiątce nadal często mierzą się ze stereotypami dotyczącymi wieku. Bywają postrzegani przez pryzmat kosztów, zdrowia albo rzekomo niższej elastyczności, choć w wielu organizacjach to oni mają doświadczenie, stabilność i wiedzę potrzebną młodszym zespołom.
– Pracownicy 45+ to już nie jest demograficzna ciekawostka, tylko główna siła napędowa europejskiej gospodarki. Dwadzieścia lat temu było ich w Europie 30 milionów, dziś jest ich 200 milionów. Mimo rosnącego znaczenia tej grupy na rynku pracy, pracownicy po pięćdziesiątce nadal często spotykają się ze stereotypami dotyczącymi wieku. Nie możemy zamykać ich w szufladzie z napisem „problem starzejącego się społeczeństwa”. Bez poprawy zdrowia pracowników wydłużanie aktywności zawodowej będzie trudne. Samo podniesienie wieku emerytalnego tego nie rozwiąże – podsumowuje Tomasz Szklarski.
To jest sedno problemu. Jeśli gospodarka ma korzystać z doświadczenia starszych pracowników, nie wystarczy oczekiwać, że zostaną dłużej. Trzeba jeszcze stworzyć takie warunki, żeby mieli siłę, zdrowie i motywację, by rzeczywiście to zrobić.