Fundacja „Można Lepiej!” zwróciła się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o uruchomienie rządowej strony z aktualnymi informacjami na czas alarmów i innych zagrożeń. Serwis miałby działać pod łatwym do zapamiętania adresem, przekazywać komunikaty ogólnopolskie i lokalne oraz uzupełniać alerty RCB, które mieszczą maksymalnie 160 znaków.
Autorzy petycji przekonują, że takie narzędzie mogłoby ograniczyć chaos informacyjny i liczbę niepotrzebnych telefonów na numer 112.
Pomysł pojawił się po uruchomieniu syren alarmowych w Lublinie. Według relacji w mediach społecznościowych część mieszkańców zaczęła szukać wyjaśnień w internecie. Niektórzy dzwonili na numer alarmowy.
Syreny wyją, mieszkańcy szukają odpowiedzi
Sam sygnał alarmowy informuje o zagrożeniu, ale nie wyjaśnia jego źródła, zasięgu ani zalecanego sposobu postępowania. Odbiorca musi więc szybko ustalić, czy powinien zostać w budynku, zamknąć okna, przygotować się do ewakuacji lub unikać określonego obszaru.
Alert RCB może przekazać część takich instrukcji bezpośrednio na telefon przez SMS. Ograniczenie wiadomości do 160 znaków utrudnia jednak opisanie bardziej złożonej sytuacji, jej rozwoju i różnic między poszczególnymi miejscowościami.
Fundacja zauważa, że rządowy „Poradnik bezpieczeństwa” zaleca po ogłoszeniu alarmu śledzenie radia, telewizji oraz internetu. Nie podaje jednak jednego konkretnego adresu, pod którym obywatel znalazłby sprawdzone i na bieżąco aktualizowane wiadomości.
W efekcie każdy szuka informacji na własną rękę: na stronach urzędów, w mediach, komunikatach służb albo w serwisach społecznościowych. W spokojnych warunkach jest to niewygodne. Podczas powodzi, pożaru, awarii przemysłowej czy zagrożenia militarnego może kosztować cenne minuty.
Jedna strona zamiast poszukiwań w wielu źródłach
Proponowany serwis miałby gromadzić oficjalne komunikaty w jednym miejscu. Po wejściu na stronę użytkownik wybierałby swoją miejscowość lub region i otrzymywał informacje dotyczące najbliższego otoczenia. Fundacja chce, aby witryna podawała między innymi opis zagrożenia, przebieg sytuacji, zalecenia służb, miejsca ewakuacji oraz punkty udzielania pomocy. Informacje mogłyby być aktualizowane wraz ze zmianą warunków.
Adres strony powinien być prosty i szeroko promowany przed wystąpieniem kryzysu. Dzięki temu mieszkańcy nie musieliby szukać witryny Rządowego Centrum Bezpieczeństwa ani zastanawiać się, który urząd publikuje właściwy komunikat.
– Wtedy każdy nawet obudzony w środku nocy wiedziałby, gdzie może znaleźć bardziej szczegółowe informacje o zagrożeniu – argumentuje Krzysztof Kwarciak, prezes Fundacji „Można Lepiej!”.
Polecamy również: Schrony wracają do planowania miast. Samorządy dostaną nowe obowiązki
Autorzy petycji proponują prostą wersję tekstową, która zużywa niewiele danych. Ma to znaczenie podczas awarii sieci, przeciążenia infrastruktury telekomunikacyjnej albo na terenach ze słabszym zasięgiem. Rozbudowana strona mogłaby ładować się zbyt długo. Minimalistyczny serwis pozwalałby natomiast szybko otworzyć komunikat nawet przy ograniczonej przepustowości łącza.
Witryna musiałaby również wytrzymać nagły skok liczby odwiedzin. Gdy syreny uruchamiają się w dużym mieście, setki tysięcy osób mogą próbować wejść na nią niemal jednocześnie.
Sam pomysł jest technicznie prosty, ale skuteczność zależałaby od przygotowania całego procesu. Służby musiałyby ustalić, kto publikuje komunikaty, jak szybko są zatwierdzane, kto je aktualizuje i w jaki sposób usuwa nieaktualne ostrzeżenia.
Fałszywe wiadomości mogą wypełnić lukę
Brak szybkiej informacji z oficjalnego źródła tworzy przestrzeń dla plotek. W mediach społecznościowych niesprawdzone wiadomości mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż komunikaty administracji.
Podczas kryzysu użytkownicy chętnie przekazują dalej nagrania, fotografie i relacje, których pochodzenia nie potrafią potwierdzić. Część materiałów może dotyczyć innego miasta, wcześniejszego zdarzenia albo zostać świadomie zmanipulowana.
Fundacja zwraca też uwagę na ryzyko rosyjskiej dezinformacji. Fałszywe informacje i teorie spiskowe mogą pogłębić chaos informacyjny i wywołać panikę i utrudnić reagowanie. Jedna rozpoznawalna strona dałaby obywatelom punkt odniesienia, w którym mogą zweryfikować krążące wiadomości.
Numer 112 nie powinien zastępować źródła informacji
Szybki dostęp do oficjalnych wyjaśnień ma znaczenie również dla przepustowości systemu ratunkowego. Numer alarmowy służy osobom, które potrzebują pilnej pomocy policji, straży pożarnej lub ratownictwa medycznego, dlatego nie powinien pełnić funkcji infolinii wyjaśniającej. Jednak jeżeli tysiące zdezorientowanych mieszkańców zaczęłyby jednocześnie dzwonić na 112 po informacje, część osób w bezpośrednim zagrożeniu mogłaby dłużej czekać na połączenie z operatorem.
Strona alarmowa mogłaby przejąć najczęściej powtarzające się pytania: co się stało, którego obszaru dotyczy zagrożenie, jak długo może potrwać i jakie działania powinni podjąć mieszkańcy. Komunikaty musiałyby być pisane prostym językiem, aby były zrozumiałe w sytuacji strestowej po jednorazowym przeczytaniu.
Alerty w mObywatelu nie dotrą do wszystkich
Fundacja proponuje również wprowadzenie specjalnych ostrzeżeń w aplikacji mObywatel. Sama aplikacja nie zastąpi jednak powszechnie dostępnej strony, ponieważ korzysta z niej mniej niż jedna trzecia Polaków.
Dostęp do internetu ma natomiast ponad 96 proc. mieszkańców kraju. Zwykłą witrynę można otworzyć na telefonie, komputerze lub tablecie bez instalowania aplikacji i zakładania konta.
Oba rozwiązania mogłyby działać razem. Alert RCB przekazywałby najpilniejszą instrukcję i adres strony, a serwis rozwijałby komunikat. Użytkownik mObywatela mógłby dodatkowo otrzymywać powiadomienia odpowiadające jego lokalizacji. Taki model pozwoliłby rozdzielić dwa zadania: szybkie ostrzeganie wszystkich osób na zagrożonym terenie oraz przekazywanie szczegółów tym, którzy potrzebują szczegółowej informacji.
Prosta strona nie zastąpi reformy systemu
Autorzy petycji przyznają, że system powiadamiania wymaga szerszych zmian, nowszych technologii i poprawy procedur. Przebudowa infrastruktury może jednak potrwać. Strona internetowa jest szybsza i mniej kosztowna do wdrożenia.
Jednak państwo musiałoby zapewnić jej odporność na awarie i cyberataki, dyżury redakcyjne, współpracę służb oraz stałe utrzymywanie aktualnych baz lokalizacji. Potrzebne byłyby też regularne testy. Serwis, który działa podczas zwykłego dnia, może zawieść przy wielokrotnie większym ruchu wywołanym powodzią, pożarem lub alarmem w dużej aglomeracji.
Fundacja „Można Lepiej!” skierowała petycję 31 lipca 2026 r. do ministra spraw wewnętrznych i administracji. Dokument nie oznacza jeszcze, że resort uruchomi proponowany serwis, ale zwraca uwagę rządzących na to, co powinno wydarzyć się między krótkim alarmem na telefonie a pełnym komunikatem potrzebnym mieszkańcom podczas kryzysu.