Rosja i Ukraina odpowiadają za jedną trzecią światowego eksportu pszenicy. Teraz oba państwa mają poważny problem z wywozem zboża, bo ataki na porty nad Morzem Czarnym mocno ograniczyły możliwości przeładunkowe. Rynek już reaguje – kontrakty na pszenicę są około 30 proc. droższe niż przed rokiem.
Pszenica drożeje po atakach na porty
W lipcu i sierpniu ataki na infrastrukturę portową i statki na Morzu Czarnym uszkodziły terminale i wstrzymały większość eksportu zbóż z Rosji i Ukrainy – zwraca uwagę Polski Instytut Ekonomiczny (PIE). Według szacunków ukraińskich władz, rosyjskie uderzenia na ukraińskie porty w Odessie i nad Dunajem sprawiły, że w okresie 1-28 sierpnia Ukraina wyeksportowała 1,6 mln ton pszenicy. To około jedna piąta jej potencjału i aż o 60 proc. mniej niż rok temu.
Z kolei ukraińskie ataki dronowe na rosyjski port w Noworosyjsku spowodowały – według szacunku analityków SovEcon – spadek rok do roku eksportu rosyjskiej pszenicy o 56 proc. Efekt? W pierwszym miesiącu sezonu rosyjski eksport pszenicy wyniósł łącznie 1,6 mln ton i był najniższy w tym miesiącu od sezonu 2017/2018.
Jedna trzecia światowego eksportu pszenicy pochodzi z Ukrainy i Rosji. Nic więc dziwnego, że zakłócenia w ich funkcjonowaniu bardzo szybko odbijają się na światowych cenach. Już w lipcu ceny zbóż FAO wyniosły średnio 113,8 pkt., co stanowi wzrost o 6,9 proc. w porównaniu z poziomem sprzed roku. W sierpniu, w związku z pogorszeniem sytuacji i obawami o dalsze zakłócenia w eksporcie przez Morze Czarne, kontrakty terminowe na dostawy pszenicy (CBOT Wheat) wzrosły w skali roku o około 30 proc. do najwyższych poziomów od ponad trzech lat.
Wschodni sąsiedzi szukają innych dróg
Ukraina szuka alternatywnych kanałów eksportu. W czasie blokady portów czarnomorskich w latach 2022 i 2023 rządowi ukraińskiemu udało się przekierować część eksportu do portów na Dunaju i do rumuńskiej Konstancy, a część transportować drogą lądową do UE.
Teraz są jednak dwa problemy, które utrudniają działanie. Pierwszym jest niski poziom wody w Dunaju. Drugi to ataki na infrastrukturę na granicy z Mołdawią. Skutkiem tego te porty nie są w stanie w pełni zastąpić utraconych mocy przeładunkowych.
Ukraina zabiega więc o zwiększenie tranzytu przez Polskę i inne państwa regionu. Chce też zniesienia obowiązującego embarga na import pszenicy, kukurydzy, nasion rzepaku i słonecznika. Droga lądowa nie pozwoli jednak utrzymać poziomu eksportu realizowanego przez porty czarnomorskie.
Rosja ma problem z kluczowym portem
Potencjał eksportowy Rosji w największym stopniu został zmniejszony przez zniszczenia w porcie w Noworosyjsku. Ten odpowiada za 1/3 rosyjskiego eksportu zbóż. Rosjanie są w stanie jedynie częściowo przekierować eksport zbóż do innych portów (głównie bałtyckich). Towary trafiają też częściowo na szlaki lądowe, a także do portów w nadbałtyckich państwach UE. Na tych kierunkach koszty transportu są wyższe, a ponadto wydłużają one czas dostaw, bo główni odbiorcy rosyjskiej pszenicy to Egipt i Turcja.
Dla Kremla wyzwaniem jest także utrzymanie eksportu ropy naftowej z Noworosyjska. Kreml obawiał się skutków kolejnych ukraińskich ataków na cele gospodarcze. Dlatego na mocy dekretu rosyjski rząd postanowił przenieść odpowiedzialność za ochronę przed dronami na właścicieli przedsiębiorstw. Niewłaściwe zabezpieczenie przez atakami może stać się pretekstem do przejęcia zarządu nad prywatnymi obiektami infrastruktury krytycznej przez instytucje państwowe.
Blokada portów uderza w gospodarki
Problemy z eksportem pogłębiają trudności, z którymi borykają się gospodarki Ukrainy i Rosji w piątym roku wojny. Według szacunków rosyjskiego banku centralnego, w I połowie 2026 r. rosyjskie PKB wzrosło o 0,6 proc. Problemem z punktu widzenia Rosji są nie tylko ataki dronów, ale i sytuacja na rynku ropy. Te dwa czynniki sprawiły, że najnowsze prognozy przewidują słabszy wzrost rosyjskiego PKB w tym roku niż wcześniej przewidywano.
Z kolei dla Ukrainy eksport produkcji rolnej ma kluczowe znaczenie, gdyż stanowi ok. 60 proc. całego eksportu. Długotrwała blokada portu spowodowałaby straty w eksporcie, wahania kursów walut, niższe ceny krajowe towarów eksportowych i wyczerpanie pojemności magazynowej. Utrzymanie blokady stanowi również ryzyko dla osiągnięcia prognozowanego przez Narodowy Bank Ukrainy wzrostu PKB na poziomie 1,8 proc.
Przeczytaj także:
- Tylko 9 proc. wykorzystało szkolne nawyki w pracy. Reszta musiała się przestawić
- „Tylko umawiali spotkania”. UOKiK uznał, że to telemarketing i nałożył wysoką karę
- Niski stan rzek to nie tylko problem przyrody. Skutki odczuwa też gospodarka