Przy próbie skoku w globalnym łańcuchu produkcji – takim, jakiego próbuje dokonać Polska – ważnym jest, aby odpowiednio przeanalizować i wybrać konkretne sektory, które państwo będzie wspierać – mówi w wywiadzie z 300Gospodarką Justin Yifu Lin.

Justin Yifu Lin jest profesorem Uniwersytetu Pekińskiego i założycielem ekonomicznego think tanku China Centre for Economic Research. W jego bogatym CV jest doradzanie sprawach ekonomicznych prezydentowi Chin Xi Jinpingowi czy posada głównego ekonomisty Banku Światowego (2008-2012). Jest twórcą teorii ekonomicznej o nazwie Nowa Ekonomia Strukturalna.

300Gospodarka: Wojna handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi trwa w najlepsze. W jaki sposób może ona wpłynąć na takie kraje, jak Polska i jak nasz kraj powinien się podczas tej wojny zachować? Czy powinniśmy przyłączyć się do którejś strony czy może pozostać neutralni?

Justin Yifu Lin: Myślę, że handel to sytuacja win-win dla każdego kraju, a w wojnie handlowej są sami przegrani.

Jeśli USA nakładają taryfy na produkty z Chin, to oznacza, że muszą je pozyskać z innych miejsc, bo jeśli dziś pozyskują je z Chin, to znaczy, że albo nie mogą ich wyprodukować, albo jest to zbyt drogie.

W teorii, w przypadku wprowadzenia taryf na dane produkty Polska mogłaby przeanalizować, co to za produkty i – podczas gdy USA i Chiny są zajęte sporem – spróbować przejąć rynki eksportu do USA na niektóre z nich lub rynki eksportu z USA do Chin.

Wśród takich branż jest branża mięsna i część branży rolniczej – Chiny importują bardzo dużo w tych kategoriach z USA.

Polska może także przyciągnąć firmy z Chin, aby zaczęły produkcję w waszym kraju i stąd eksportowały do Stanów.

Ale należy podkreślić, że w globalnym wymiarze wpływ wojny handlowej jest dla wszystkich negatywny. Gospodarka USA będzie się wolniej rozwijać, gospodarka Chin również trochę, więc cały świat ucierpi.

Jest sporo różnic między gospodarką polską a chińską – chociażby skala czy miejsce w globalnym łańcuchu dostaw. Ale czy jest coś, czego Polska mogłaby się nauczyć od Chin?

Nie ma jednego scenariusza rozwoju, bo każde państwo jest inne, każde jest unikalne i wymaga unikalnego podejścia. Ale niezależnie od tych różnic, aby osiągnąć sukces zawsze należy stosować się do jakiegoś powszechnego zestawu podstawowych zasad.

Aby osiągnąć sukces w wyznaczaniu polityki rozwojowej należy przywiązywać uwagę do konkretnych wyzwań, które stoją przed danym krajem oraz do możliwości, które ten konkretny kraj posiada. Polityka powinna być także spójna i mieć racjonalne podstawy ekonomiczne.

Chiny osiągnęły coś, co dla wielu jest nieosiągalne: zmieniła swoją pozycję w globalnym łańcuchu dostaw, z bycia poddostawcą niskorozwiniętych produktów do kraju produkującego wysoko przetworzone dobra. Wydaje mi się, że Polska stoi dziś przed podobnym wyzwaniem: wytwarzamy dużo dóbr, ale przede wszystkim takich, które są składowymi innych produktów i usług, a nie skończonymi produktami. Można tu wymienić np. rynek samochodowy.

W próbie przeskoczenia w globalnym łańcuchu produkcji ważne jest, aby odpowiednio wybrać i przeanalizować możliwości w konkretnych sektorach.

Np. wiele z sektorów technologicznych należy do branż, w których cykl życia produktów wynosi 12 lub 18 miesięcy. To znaczy, ze co każde 1,5 roku wychodzi nowa generacja produktów i w każdej zmianie cyklu nowa firma może do danej branży wskoczyć.

Te sektory charakteryzują się też tym, że główną składową innowacji jest w nich kapitał ludzki, a kapitał finansowy jest nieporównywalnie mniej istotny.

Jeśli zrozumiemy dobrze wybrany rynek i dostępność komponentów, wystarczy zaprojektować i złożyć gotowy produkt – nie trzeba tworzyć całej nowej odnogi przemysłu.

Np. Xiaomi weszło na rynek mniej niż 10 lat temu – wcześniej nie produkowali telefonów komórkowych. Pierwsza generacja telefonów Xiaomi była stworzona przez 100 deweloperów – kupowali procesory i oprogramowanie on innych.

Gry komputerowe to dziedzina o podobnej charakterystyce.

A co z rozwojem innych branż, które są trudniejsze w rozwoju, ale strategicznie ważne z różnych powodów?

Są oczywiście branże, które należy rozwijać, bo mogą być ważne np dla bezpieczeństwa ekonomicznego albo obronnego państwa.

Np. jeśli chcemy stworzyć nową generację samolotów, to wymaga co najmniej 30 lat, bo tyle wynosi długość cyklu życia produktu. Do tego należy mieć nie tylko wysoki kapitał ludzki, ale też bardzo wysoki kapitał finansowy.

W takiej branży brylują wysokorozwinięte gospodarki, takie jak USA, ale nawet one muszą je subsydiować.

Podobnie jest w przypadku produkcji procesorów komputerowych: co prawda jest to branża krótkiego cyklu produkcji, ale bez długotrwałej akumulacji wiedzy stworzenie nowego procesora jest niemożliwe. A jeśli nie produkujesz swoich procesorów, możesz zostać zakładnikiem innego kraju. Dlatego państwa dopłacają często do takich branż i wspierają ich rozwój.

Każdą branżę można przeanalizować i zaklasyfikować w powyższych kategoriach i w ten sposób zidentyfikować największe przeszkody do rozwoju dla firm i najlepsze sposoby na to, jak im pomóc.

Dzięki temu można zainterweniować w odpowiedni sposób i nawet drobna interwencja może przynieść duże rezultaty.

Jak wspomniałem, Chiny i Polska różnią się w wielu dziedzinach, ale w co najmniej jednej mają podobne wyzwanie przed sobą: starzejące się społeczeństwo.

Nie martwię się tym bardzo, ponieważ stosunkowo łatwo można sobie z tym problemem poradzić. Otóż trendy demograficzne są przewidywalne i przez to możemy się na nie przygotować.

Po pierwsze, należy oszczędzać więcej teraz, alby mieć na emerytury w przyszłości. Po drugie, w gospodarce wcale nie chodzi o liczbę pracowników, ale o ich jakość. Więc należy inwestować w edukację, aby mniejsza liczba pracowników była konkurencyjna.

Trzecią rzeczą, jaką można zrobić, jest wydłużenie maksymalnego wieku pracowników. Jest kilka rozwiązań problemów demograficznych, więc jestem tutaj optymistą.

>>> Czytaj też: Chińczycy nie próżnują. Rząd podwoił wartość zatwierdzonych dużych projektów infrastrukturalnych