Polska wydatki na obronność wyniosą 1,9 bln zł w latach 2025-2035 – ponad dwa razy więcej niż w poprzedniej dekadzie. Same wysokie wydatki nie gwarantują jednak równie dużych korzyści dla krajowej gospodarki. Według ekonomistów wiele zależy od tego, ile sprzętu powstanie w Polsce, jak duży będzie udział krajowych firm i czy zagraniczne kontrakty przyniosą transfer technologii. Obecnie większość zakupów zbrojeniowych pochodzi z importu.
W samym 2026 r. Polska ma wydać na obronność 200 mld zł. To trzykrotnie więcej niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Pod względem udziału wydatków obronnych w PKB kraj znajduje się w czołówce NATO.
– Jesteśmy liderem w NATO pod względem udziału wydatków w PKB, ale nie jesteśmy nim w zakresie eksportu naszych własnych wyrobów i wykorzystania umów kooperacyjnych na rzecz polskiej gospodarki – mówi prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club.
1,9 bln zł na obronność w ciągu dekady
Skala przyszłych wydatków jest ogromna. Według szacunków Deloitte’a z ubiegłego roku w latach 2025-2035 Polska przeznaczy na obronność łącznie 1,9 bln zł. Dla porównania w latach 2014-2024 było to 825 mld zł.
Zmieni się jednak struktura wojskowego budżetu. Obecnie niemal połowa trafia na modernizację, czyli przede wszystkim zakup nowego sprzętu oraz badania i rozwój. W kolejnych latach udział tej części ma spaść do około jednej trzeciej.
Rosnąć będą natomiast koszty utrzymania armii i personelu, które mają odpowiadać za prawie 45 proc. wydatków. Deloitte szacuje, że w ciągu dekady wynagrodzenia, emerytury i renty wojskowe pochłoną 719 mld zł. Na nowy sprzęt oraz badania i rozwój przypadnie 503 mld zł, a na infrastrukturę wojskową 111 mld zł.
– Jest to strukturalna zmiana budżetowa. Już nie będzie możliwości cięcia wydatków. Każdy kupiony sprzęt ma cykl życia 40-50 lat. Trzeba go utrzymywać, modernizować, a do tego również potrzebni będą ludzie, którzy muszą zostać przeszkoleni. Udział wydatków w PKB nie będzie spadał – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski.
Większość sprzętu nadal przyjeżdża z zagranicy
Z punktu widzenia gospodarki znaczenie ma przede wszystkim to, gdzie trafiają pieniądze z zamówień. Deloitte szacuje, że około 40 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie fizycznie zrealizowanych w Polsce. Zatem większość nadal będzie stanowić import.
PKO BP ocenia z kolei, że do 2035 r. Polska wyda na sam sprzęt wojskowy ponad 640 mld zł.
Im większy udział zagranicznych dostawców, tym mniejsza część wielkiego programu modernizacji zasila produkcję, płace, zyski i inwestycje polskich przedsiębiorstw. Ekonomiści określają to mianem importochłonności – chodzi po prostu o część wydatków, która odpływa za granicę wraz z zakupem importowanych produktów i usług.
– Krajowa wartość dodana może się pojawić tylko wtedy, kiedy spadnie udział importochłonności. Wzrośnie udział badań i rozwoju w firmach przemysłu obronnego, które będą generować wyższą wartość dodaną, czyli wyższe płace i zyski. Ten punkt nie jest dzisiaj objęty jakimkolwiek programem gospodarczym czy nawet polityką przemysłową – uważa główny ekonomista BCC.
Mniejszy import mógłby dać gospodarce dodatkowe 360 mld zł
Skala potencjalnych korzyści jest duża. Według PKO BP dodatkowy popyt związany z wydatkami obronnymi w latach 2024-2035 może wygenerować ponad 1,3 bln zł dodatkowego PKB. To równowartość około 38 proc. polskiego PKB z 2023 r.
Bank policzył również wariant, w którym importochłonność zakupów sprzętu spada z 60 do 30 proc. Taka zmiana zwiększyłaby wpływ programu zbrojeniowego na polski PKB o około 360 mld zł w analizowanym okresie.
Nie każdy rodzaj uzbrojenia można jednak szybko zacząć produkować w kraju. Zdaniem prof. Wojciechowskiego Polska ma mocną pozycję m.in. w dronach i wozach bojowych oraz pewne możliwości w artylerii. Znacznie trudniej byłoby konkurować przy produkcji samolotów wielozadaniowych, gdzie rynek kontrolują wielkie koncerny amerykańskie i zachodnioeuropejskie.
Rozbudowa produkcji wymaga też współpracy przedsiębiorstw państwowych z prywatnymi. Ekonomista BCC ocenia, że właśnie w sektorze prywatnym możliwości szybkiego rozwoju technologicznego bywają większe.
SAFE może odwrócić dotychczasowe proporcje
Inaczej niż przy wielu wcześniejszych zakupach ma wyglądać wykorzystanie środków z europejskiego programu SAFE. Według przywoływanych przez eksperta deklaracji rządu około 90 proc. zamówień związanych z tym instrumentem ma trafić do polskiego przemysłu obronnego, a 10 proc. za granicę.
– Dotychczas było odwrotnie: około 37 proc. zamówień trafiało do polskiego przemysłu obronnego, reszta była kupowana za granicą – przypomina prof. Paweł Wojciechowski.
Jeśli te założenia zostaną zrealizowane, większa część pieniędzy wydawanych na uzbrojenie może zostać w krajowym obiegu gospodarczym. Nie wystarczy jednak samo skierowanie zamówienia do polskiej fabryki, bo branża musi mieć możliwości produkcyjne, ludzi i technologie pozwalające obsłużyć rosnący popyt.
Polska wydaje mało na wojskowe badania i rozwój
Jedną ze słabości krajowego przemysłu jest niski udział badań i rozwoju w wydatkach obronnych. Według raportu PKO BP w 2023 r. na B+R przypadało zaledwie 0,3 proc. polskich wydatków zbrojeniowych.
Tymczasem we Francji i Niemczech udział ten był około dziesięciokrotnie większy.
Badania i rozwój mają znaczenie, bo pozwalają firmom tworzyć własne technologie, zamiast wyłącznie produkować sprzęt na zagranicznych licencjach. W dłuższej perspektywie przekłada się to także na możliwość eksportowania uzbrojenia oraz zatrzymania w kraju większej części wartości powstającej przy jego produkcji.
– Powiązanie zamówień ze zwiększeniem zdolności technologiczno-przemysłowej polskiego przemysłu obronnego jest trudne. Z jednej strony musimy kierować zamówienia do polskiego przemysłu obronnego, a z drugiej zwiększać zdolności absorpcji tego popytu poprzez nakłady na badania i rozwój, które będą wzmacniały bazę technologiczną i tak zwaną suwerenność technologiczną na rzecz budowania własnej wartości intelektualnej – wyjaśnia prof. Paweł Wojciechowski.
Zagraniczny zakup może zostawić w Polsce coś więcej niż fakturę
Import sprzętu nie musi być dla gospodarki wyłącznie kosztem. Znaczenie mają warunki umowy zawieranej z zagranicznym producentem.
Kontrakt może obejmować transfer technologii, udział polskich poddostawców, serwisowanie sprzętu w kraju czy prawo do jego późniejszej modernizacji. Takie rozwiązania pozwalają przejąć część kompetencji i wartości związanej z wieloletnim użytkowaniem uzbrojenia. Zamiast wysyłać sprzęt do zagranicznego punktu serwisu, mogą się tym zająć polscy specjaliści.
– To nie jest tak, że import sam w sobie jest zły, import jest dobry, jeżeli przechodzi przez umowę kooperacyjną, która transferuje technologię. Czyli nie zostaje tylko faktura do zapłacenia, zostaje coś z tej technologii – mówi główny ekonomista BCC.
Podobną rolę może pełnić offset, czyli zobowiązanie zagranicznego dostawcy do pozostawienia części korzyści gospodarczych lub technologicznych w kraju kupującym sprzęt. Prof. Wojciechowski uważa, że Polska powinna zabiegać o to, aby takie korzyści trafiały przede wszystkim do krajowego przemysłu obronnego.
Przy negocjowaniu kontraktu liczy się cały cykl życia uzbrojenia, bo wydatki na obronność nie kończą się po zakupie sprzętu. Trzeba zadbać o dostawy części, szkolenia, obsługę techniczną, naprawy i modernizację.
Im większą część zamówień zrealizują krajowe przedsiębiorstwa, a zagraniczne zakupy częściej będą połączone z transferem technologii i udziałem polskich firm, tym więcej z wydawanych pieniędzy zostanie w gospodarce.
Przeczytaj także:
- Rynek piwa kurczy się już ósmy rok z rzędu. Browary mają powód do obaw
- Tranzyt zboża mógłby dać Polsce miliony. Branża mówi, że blokują go procedury
- Świat nakłada kolejne cła, ale handel nie hamuje. Wszystko przez boom na AI