Agencja Badań Medycznych w konkursach chce rozdać w tym roku ponad ćwierć miliarda złotych. Poszukuje m.in. pomysłów opartych o sztuczną inteligencję. Za rok ruszy fundusz VC, który pomoże je finansować na kolejnych etapach rozwoju. O planowanych działaniach ABM opowiada 300Gospodarce Radosław Sierpiński, który pełni obowiązki prezesa agencji.

Katarzyna Mokrzycka, 300Gospodarka: Plany agencji na ten rok zakładają przedsięwzięcia, które mają być milowym krokiem dla polskich badań nad nowymi lekami. Zanim poproszę pana o szczegółowe omówienie tych projektów muszę zapytać, czy wierzy pan, że w Polsce uda się doprowadzić do wykreowania zupełnie nowego leku? To szklany sufit, którego z powodów finansowych nikt dotąd nawet nie próbował przebijać. Po prostu żadnej krajowej firmy na to nie stać.

Radosław Sierpiński, ABM: Doprowadzenie nowego leku do czwartej fazy badań klinicznych to koszty rzędu kilku miliardów dolarów czy euro. Żadna firma nie będąca międzynarodowym koncernem lekowym nie jest w stanie porwać się na takie przedsięwzięcie.

Budżet Agencji Badań Medycznych na ten rok to 270 mln zł, plan na 2021 r. zakłada, że będzie to 350 mln zł, w kolejnych latach będzie rósł, by od 2028 r. było to miliard złotych rocznie.

Trzeba więc jasno powiedzieć, że samodzielne działania, o których mówimy, są bardzo trudne. Efektów możemy się spodziewać najwcześniej za około 10 lat.

Skoro jednak mówi pan o efektach za 10 lat to znaczy, że za 10 lat rzeczywiście może się pojawić innowacyjny polski lek?

Tak, ale jest to możliwe tylko dzięki skoordynowanej współpracy różnych podmiotów. Naszą ideą jest nie tyle samodzielne sfinansowanie nowego leku, ile synergia, a w zasadzie koordynacja różnych instytucji i ośrodków publicznych, które już funkcjonują na polskim rynku biotechnologicznym.

Zależy nam na stworzeniu klarownego łańcucha finansowania i realizacji projektów z udziałem innych agencji i instytucji.

Narodowe Centrum Nauki dysponuje własnym budżetem i może sfinansować badania podstawowe, NCBiR przeprowadzi następną fazę badań, a ABM prowadzi do przeprowadzenia badania klinicznego. Na kolejnym etapie liczymy na pojawienie się PFR jako partnera finansowego, który pomoże doprowadzić do komercjalizacji nowego leku. W takim modelu jesteśmy w stanie doprowadzić do powstania nowego produktu w perspektywie 10 lat.

Mówimy o ogromnym wysiłku finansowym i zaangażowaniu wielu podmiotów przez dekadę. Czy skóra na pewno jest warta wyprawki? Co zmieni jeden nowy polski produkt wobec tysięcy leków używanych na co dzień? Nie pomoże to w uniezależnieniu od zagranicznych koncernów ani od globalnych warunków obowiązujących na rynku farmaceutycznym.

Samo w sobie nie daje nam to oczywiście żadnej wielkiej zmiany ani w leczeniu ani w układzie rynku. Jest to jednak istotna zmiana w kontekście postępu, jeśli chodzi o działania innowacyjne. W Polsce wciąż bardzo dużo mówimy o innowacjach, jednak nakłady na ten cel wynoszą wciąż niewiele, bo zaledwie około 1 proc. PKB. Jeśli chcemy gonić światową czołówkę to musimy na rozwój przeznaczać wielokrotnie większe pieniądze.

Zwracam tu jednak uwagę również na wartość samego procesu. Jeśli zdecydujemy, że nową cząsteczkę będziemy tworzyć i prowadzić do komercjalizacji, to przy okazji powstaną nowe patenty, grupy badawcze, czy zawiążą się sojusze publiczno-prywatne.

W dyskursie publicznym pojawia się ostatnio idea polskiej doliny biotechnologicznej, która skupiałaby duże firmy, agencje rządowe i start-upy z tej branży. Gdy złożymy te puzzle powstaje obrazek sprawnego systemu. Dzięki temu za 10 lat, niezależnie od nowego leku, będziemy rozwojowo znacznie dalej niż teraz.

Czy ABM finansuje wyłącznie badania niekomercyjne? Pierwszy konkurs z 2019 r. był kierowany wyłącznie do instytucji publicznych. Czy w kolejnych konkursach dopuszczacie udział firm prywatnych, startupów czy medtechów?

W Polsce nie było dotąd takiej instytucji jak ABM, która finansowałaby badania niekomercyjne – dowiadujemy się np. o nowych wskazania dla leków, nowych drogach podania, o nowych metodach terapeutycznych. Była natomiast ogromna potrzeba zaistnienia takiego źródła finansowania.

W naszym pierwszym konkursie zgłosiło się aż 77 podmiotów. Najtańszy projekt był wyceniony na 400 tys. zł a najdroższy na 78 mln zł. Trwa jeszcze ocena merytoryczna zgłoszonych projektów. W marcu ogłosimy listę beneficjentów.

W tegorocznych konkursach środki będziemy adresować również do konsorcjów publiczno-prywatnych. Zależy nam, żeby polska biotechnologia mogła się rozwijać niezależnie od kwestii właścicielskich. Nawet zresztą w konkursach dotyczących badań niekomercyjnych dopuszczamy konsorcja z udziałem partnerów prywatnych, jeśli aplikujący uniwersytet czy instytut badawczy uznaje za stosowne lub niezbędne, żeby taką firmę zaprosić do współpracy.

Kto i od kiedy będzie mógł aplikować?

W pierwszym kwartale roku, najpóźniej w marcu lub kwietniu, powinny zostać ogłoszone wszystkie cztery konkursy o łącznym budżecie 300 mln zł. Pierwszy konkurs z budżetem 200 mln zł będzie skierowany do instytucji publicznych. Chcemy sfinansować badanie wyrobów medycznych – poprawione zastosowanie protez, stymulatorów i innych urządzeń wszczepialnych.

Kolejne konkursy będą miały znacznie większe zacięcie komercyjne. W jednym z nich chcemy skupić się na zastosowaniu sztucznej inteligencji w rodzimych technologiach. Mamy do rozdysponowania na ten cel 10 mln zł. To bardzo silny trend światowy. Przyglądamy się dziś z dużym zainteresowaniem rozwiązaniom, które testuje i wdraża Google czy IBM, opartym na pozyskiwaniu i analizowaniu danych medycznych. Dane w medycynie stają się coraz więcej warte. IBM zapłacił niedawno w Izraelu kilkanaście miliardów dolarów za bazę danych pochodzących z ludzkiego genomu.

Kolejny konkurs realizowany przez Agencję także będzie dedykowany współpracy publiczno-prywatnej w zakresie immunoterapii – chodzi o technologię Car T-Cells, która zwiększa wyleczalność białaczki. Będzie to pięcioletni program, na który planujemy przeznaczyć 10 mln zł. Liczymy, że doprowadzi to do postępu w rozwoju tej technologii w polskim wykonaniu. Dotąd kupowaliśmy ją za granicą, a koszt leczenia jednego pacjenta to rząd 400 tys. dolarów.
Ostatni konkurs kierowany jest do instytucji publicznych i prywatnych badających nowe cząsteczki lekowe. Pula środków na ten cel wynosi 40 mln zł.

I Pan, i ja mamy świadomość, że nie jest to kapitał który pozwoli zmienić świat, ani nawet nasz polski rynek. 10 mln zł na rozwój sztucznej inteligencji to nie są wielkie pieniądze, prawda?

Prawda, ale jeśli porównamy budżety siostrzanych agencji w innych krajach, w Danii, Szwecji czy w Izraelu, to okazuje się, że są one bardzo zbliżone. Chodzi przede wszystkim o to, żeby dać impuls do rozwoju tych dziedzin. Wierzę, że później pojawią się kolejne źródła finansowania, by móc te pomysły rozwijać.

Jakich partnerów finansowych widzi pan na kolejnych etapach?

Wspólnie z PFR chcemy uruchomić fundusz venture capital – liczę, że zacznie działać już w 2021 r. i będzie skierowany do firm biotechnologicznych oraz medtech. Zależy nam, żeby zatrzymać w kraju wynalazki, które bardzo często na newralgicznym etapie są sprzedawane za granicę, bo u nas nie znalazły finansowania.

Finalnie zagraniczne koncerny sprzedają z powrotem do Polski rozwiązania oparte na tych wynalazkach. Krótko mówiąc, finansujemy wielkiemu biznesowi badania podstawowe. Chcielibyśmy, żeby to się zmieniło, żeby dobre pomysły były komercjalizowane w Polsce.

Chcielibyśmy współpracować również z biznesem – myślę, że widząc przyjazny ekosystem, chętniej będą inwestowały również zagraniczne koncerny. Liczę, że również w przyszłym roku wystartuje akcelerator partnerstwa publiczno-prywatnego , do którego będziemy zapraszać firmy i badaczy, by wspólnie z nimi stworzyć fundusz stymulujący ważne dla branży rozwiązania. Takie projekty są realizowane na rynku amerykańskim czy w Izraelu z dużymi sukcesami.

>>> Czytaj też: To projekt unikalny na skalę europejską. Dotąd w Polsce nikt nie wytwarza leków z tej grupy – wywiad z prezesem Polfy Tarchomin