Strona główna Wywiady Polskiej skarbówce grozi paraliż. Wywiad z Agatą Jagodzińską, działaczką związkową w KAS

Polskiej skarbówce grozi paraliż. Wywiad z Agatą Jagodzińską, działaczką związkową w KAS

przez Martyna Maciuch

Chaos prawny, za mało szkoleń i za dużo obowiązków. To problemy skarbówki po wprowadzeniu Polskiego Ładu, do których dochodzą obecne we wszystkich branżach utrudnienia związane z pandemią – mówi 300Gospodarce Agata Jagodzińska, działaczka związkowa z Krajowej Administracji Skarbowej.

Martyna Maciuch, 300Gospodarka: 1 stycznia wszedł w życie Polski Ład. Czy administracja skarbowa została odpowiednio przygotowana i przeszkolona w zakresie wprowadzonych zmian?

Agata Jagodzińska, liderka związku zawodowego Związkowa Alternatywa w Krajowej Administracji Skarbowej (KAS): Nie, nie zostaliśmy odpowiednio przeszkoleni w zakresie nowych zmian. Trudno być dobrze przeszkolonym, jeśli vacatio legis jest tak krótkie w przypadku tak dużej reformy. Wszystkich zmian i ustaw jest na osiemset stron. Już to powoduje, że nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby się przeszkolić.

Ministerstwo Finansów twierdzi, że organizuje mnóstwo szkoleń.

Ale i tak za mało. One pojawiły się dopiero w połowie listopada, w grudniu, i to pojedyncze. Do tego same szkolenia pozostawiały – i nadal pozostawiają – wiele do życzenia. Wskazywaliśmy, że przepisy są niejasne i po naszych apelach tych szkoleń jest dużo więcej. Natomiast wciąż są to tzw. webinaria, prezentacje w formie slajdów. Loguje się na nie bardzo dużo osób naraz. To powoduje, że system się zawiesza, serwery są zbyt obciążone i po prostu pojawiają się przerwy w dostępie.

Na jakiej podstawie pani tak twierdzi?

Takie mam sygnały od pracowników z całej Polski. Szkoleń powinno być więcej i powinny być bardzo dobre, bo przepisy Polskiego Ładu są bardzo skomplikowane. Wiele z tych przepisów, zmian – do nich potrzeba jeszcze wielu wykładni. Bo na razie nie wiadomo, jak stosować niektóre przepisy. To wszystko skutkuje tym, że wciąż nie czujemy się przygotowani – bo nie zostaliśmy odpowiednio przygotowani – do takiej reformy.

A jak wygląda teraz sytuacja w skarbówce z perspektywy urzędnika?

Jest dużo więcej nowych obowiązków. Chaos spowodowany Polskim Ładem, a mianowicie sytuacja z nauczycielami i funkcjonariuszami, którzy dostawali mniejsze wypłaty, spowodował, że podatnicy chcieli uzyskać informacje, dlaczego tak się stało. Wprowadzono więc w skarbówce specjalne dyżury i infolinię. Wspomagamy też Krajową Informację Skarbową. Prowadzimy wspólne dyżury z oddziałami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Mamy więc bardzo dużo dodatkowych zadań, związanych przede wszystkim z informowaniem podatników.

Jest też kwestia dodatkowych szkoleń dla nas samych i obowiązek szkolenia innych urzędników. Oprócz dyżurów w innych jednostkach mamy także takie zadania, jak dzwonienie do jednostek sektora finansów publicznych z pytaniem, czy znają to rozporządzenie z 7 stycznia, czy je zastosują, czy potrzebują w tym zakresie pomocy. Prowadzimy więc bardzo, bardzo dużo takich akcji informacyjnych.

Do tych akcji informacyjnych zostały oddelegowane przede wszystkim osoby na co dzień zajmujące się Polskim Ładem. Ale też pracownicy z innych działów, którzy na ten moment nie zajmują się tak bardzo podatkiem dochodowym. Te osoby część swoich obowiązków muszą odłożyć na później, a część przekazać swoim kolegom i koleżankom z działu. To powoduje obciążenie tych drugich, na których te dodatkowe obowiązki spadły i stres związany z tym, że nie będą mieli na nie czasu. Nie będą po prostu mieli jak wykonać ich w terminie.

Czy grozi nam w związku z tym paraliż w skarbówce?

Tak, to jest jak najbardziej realny scenariusz. Nowe przepisy są nieprecyzyjne, wymagają wykładni, podatnicy są zagubieni. Przypuszczam, że w miarę, jak rok będzie trwał, wyjdą kolejne nieścisłości. Na przykład pod koniec stycznia, gdy ludziom będą wypłacane kolejne wypłaty, ale też w dalszej części roku. To znowu spowoduje, że będą zintensyfikowane szkolenia dla urzędników, znowu będą oddelegowani ludzie do obsługi Polskiego Ładu.

Co na to wasz związek?

Wystosowaliśmy apel o zlikwidowanie dodatkowych dyżurów stacjonarnych w urzędach skarbowych. Zainteresowanie tymi dyżurami, prowadzonymi od 15.00 do 19.00, jest bardzo małe. Wskazywaliśmy więc, że to jest absolutnie nieefektywne, żeby ludzie byli w nie zaangażowani, żeby zmieniać im rozkład czasu pracy w ten sposób, że mają siedzieć w urzędzie w godzinach, w których albo nie przychodzi żaden podatnik, albo przychodzi dwóch przez cztery godziny. Ten nasz apel poskutkował – szefostwo KAS wycofało się z tych wydłużonych stacjonarnych dyżurów.

Będziemy więc pomagać podatnikom tylko na infoliniach i na livechatach. To jest bardzo dobra informacja. Ale boję się, że jak przyjdzie koniec stycznia – nowe pensje, ludzie znowu się zdziwią, że dostali inne wynagrodzenie, niż się spodziewali – to znowu wkradnie się chaos.

Skąd to założenie?

Okres od stycznia do kwietnia, gdy podatnicy rozliczają się za rok ubiegły, w urzędach skarbowych zwykle jest okresem intensywnej pracy. Dla nas okres od stycznia do kwietnia, a później jeszcze czas zwrotów podatków do lipca, jest bardzo gorący. Płatnicy w tej chwili przesyłają formularze PIT-11 w bardzo dużych liczbach. To trzeba wszystko wprowadzić do systemu, posprawdzać, już trzeba wydawać nowe druki, weryfikować… W urzędach zajmujemy się też kontrolami podatkowymi, postępowaniami, mamy komórki wierzycielskie, ściągamy zaległości. To wszystko trzeba robić na bieżąco.

Więc jak znowu zaczną, że tak powiem, wychodzić kwiatki z Nowego Ładu i znowu będzie: “odłóżcie wszystko i zajmijcie się teraz Polskim Ładem, i szkólcie wszystkich, i dyżurujcie w ZUS-ie” i nie wiadomo, gdzie jeszcze – no to doprowadzimy do tego, że zawalimy akcję PIT i że będzie paraliż. Tak, boimy się tego. I jeśli to nastąpi, to my jesteśmy gotowi, jako Związkowa Alternatywa, na pewne akcje protestacyjne. My – jako urzędnicy skarbowi – nie możemy strajkować, bo zabrania nam tego ustawa, ale akcje protestacyjne możemy prowadzić.

A jak na to, co się dzieje, reagują podatnicy?

Zdarzają się tacy, którzy są agresywni w słowach, nawet bardzo. Ale jednak coraz więcej widzimy zrozumienia. Apele naszego związku i to, że w końcu udało nam się przebić z naszym stanowiskiem do opinii publicznej – dzięki temu ludzie spojrzeli też na nas inaczej. I że też mamy z tym problem, a chcielibyśmy dla podatników dobrze.

Więc jest pewne zrozumienie, bo wszyscy widzą, że te zmiany są niedopracowane i wymagają jeszcze poprawek. Wiedzą że my, urzędnicy, wykonujemy zadania, a nie tworzymy przepisy. Bo przepisy tworzy parlament – my jesteśmy służbą cywilną, która musi wykonywać polecenia służbowe.

Do Polskiego Ładu doszła kwestia Covid-19. Mamy zapowiedź ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, że administracja ma przejść na pracę zdalną. W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy o tym z przewodniczącym Związkowej Alternatywy, Piotrem Szumlewiczem. Mówił, że skarbówka dostaje zupełnie inne polecenia.

Jeśli chodzi o pracę zdalną w skarbówce to nie jest to proste. To dlatego, że pracujemy na programach i bazach danych objętych tajemnicą skarbową. Żeby pracować na tych danych w domu, potrzebny jest bardzo wysoko zabezpieczony, przenośny sprzęt komputerowy. My takich komputerów mamy niewiele. Są działy, gdzie to jest łatwiejsze. Ale niewiele osób, które pracują na tych centralnych bazach danych, może wykonywać pracę w domu.

Wiem, że w tej chwili, w związku z rozporządzeniem ministra zdrowia, są kierowane pytania do urzędników na temat tego, kto chce przejść na pracę zdalną i będą takie osoby wyznaczane tam, gdzie można. Natomiast pracownicy skarbówki tak pół na pół lubią chodzić na pracę zdalną. Wynika to właśnie z tego, że nie mamy dostosowanego sprzętu i programów, żeby tę pracę wykonywać. W momencie, jak dostaniemy polecenie, żeby pracować w domu, a nie będziemy mieli dostępu do naszych programów, to zrobią nam się zaległości. A my się tych zaległości bardzo boimy.

Proszę pamiętać, że w skarbówce takie zaległości wiążą się z odpowiedzialnością za nieterminowe wykonanie obowiązków. Ale także z odpowiedzialnością za to, że podatnik nie dostanie na czas zwrotu podatku. My i tak już mamy jakieś tam zaległości, bo tych zadań na co dzień mamy za dużo – w związku z tym niechętnie niektórzy na tę pracę zdalną idą.

Musimy jednak liczyć się z tym, że piąta fala pandemii już nadeszła i będą wzrosty zakażeń. To skumulowało się z Polskim Ładem. Czy osoby, które załatwiały sprawy osobiście w urzędach skarbowych, mają się spodziewać jakichś utrudnień?

Zawsze przed drzwiami do urzędu są urny, do których można przekazywać wszystkie dokumenty. Ale na teraz nie mam informacji, żeby urzędy miały być zamknięte. Więc sala obsługi podatnika będzie czynna, umawianie wizyt w różnych innych sprawach także będzie możliwe. Ale na razie jesteśmy na etapie organizacji tej pracy zdalnej, nie mogę powiedzieć, jak to dokładnie będzie wyglądać.

Co w związku z tym, co obecnie się dzieje w skarbówce, planuje Związkowa Alternatywa? Jak pani ocenia szansę na realizację państwa postulatów i dialog z Ministerstwem Finansów?

W KAS prowadzimy spory zbiorowe, obecnie jesteśmy na etapie rokowań. Niedługo będziemy podpisywać protokoły rozbieżności. Myślę, że jeśli nie będzie z naszej strony większej presji, to Ministerstwo Finansów nie będzie chętne, by wypłacić nam zaległe podwyżki i podwyższyć wynagrodzenia. Widzę natomiast gotowość w ludziach i poczucie, już przelała się czara goryczy. Myślę, że jak ludzie będą gotowi, żeby zaprotestować – oczywiście w taki sposób, w jaki możemy protestować, my nie będziemy prowadzić żadnych nielegalnych strajków – to ta presja odniesie skutek.

Obecna sytuacja to nowość, czy tylko nakłada się na istniejące wcześniej problemy?

Na KAS już od wielu lat są nakładane nowe zadania bez wsparcia kadrowego i bez dodatkowych pieniędzy. My już, że tak powiem, ledwo zipiemy. Tak wygląda administracja publiczna w tym kraju, niestety. Na administrację publiczną wydaje się w Polsce tylko 4,2 proc. PKB. W innych krajach Europy jest to dużo więcej. Dlatego jak słyszę w telewizji polityków – z różnych opcji – którzy mówią, że jak dojdą do władzy, to będą oszczędzać na administracji publicznej, bo w Polsce jest za dużo urzędników, to od razu podskakuje mi ciśnienie. To jest nieprawda. Nas jest za mało.

To, jak bardzo jesteśmy potrzebni, pokazał np. okres pandemiczny. Skarbówka w tym okresie też miała dodatkowe zadania i wzmożoną pracę. Co prawda myśmy byli momentami zamknięci dla klienta, ale ustawy około covidowe wprowadzały szybsze zwroty VAT-u, szybsze zwroty PIT-u, ulgi covidowe. I robiliśmy to wszystko, żeby pomóc przedsiębiorcom. Więc też bardzo był to zintensyfikowany okres. A mamy w urzędach braki kadrowe. Nie mamy adekwatnych wynagrodzeń. W administracji skarbowej przeciętny pracownik zarabia na rękę od 2 800 zł do 3 500 zł.

Chcecie podwyżek?

Przy tych zadaniach, przy tym obciążeniu, przy naszej ciągłej gotowości do przyswajania ogromnej ilości nowych przepisów – obecne wynagrodzenia są bardzo niskie.

Więc my, jako Związkowa Alternatywa, prowadzimy spory zbiorowe. I domagamy się od 1 stycznia podwyżek o 20 procent, co nie jest jakąś przesadzoną kwotą. Rząd nam zapewnia od tego roku podwyżkę o 4,4 proc. – ale inflacja jaka jest, to każdy z nas wie. To jest jeden nasz postulat. A drugi to jest taki, że jak mieliśmy tę wzmożoną akcję covidową, to rząd zamroził nasze podwyżki gwarantowane przez uchwałę modernizacyjną. W KAS w 2019 była podpisana taka uchwała, w której zagwarantowano nam podwyżki przez 3 lata. I za nie zalega nam się – za rok 2020 i 2021 – jeszcze prawie 400 złotych na osobę.

A jak tych podwyżek nie będzie, to co się stanie?

Na administracji nie można już oszczędzać, bo zaraz ta administracja się rozpadnie. Mam sygnały od pracowników, że oni są już na skraju wytrzymałości psychicznej. Jest to dla nas wszystkich ciężkie, bo po tej pandemii, po tym zwiększonym wysiłku przyszedł jeszcze Polski Ład. A tu jeszcze ciągle mamy z ministerstwa informacje, że jest nas za dużo, że jest zbyt dużo etatów. W którymś momencie pracownicy chyba nie wytrzymają. I powiedzą: to już jest zbyt wiele.

Czytaj też:

Powiązane artykuły

Zostaw komentarz