Przedstawiony 6 maja raport agendy ONZ – Międzyrządowej Platformy ds. Bioróżnorodności i Ekosystemów (IPBES) – wskazuje na bardzo poważny i często niezauważany problem środowiska naturalnego, czyli wywołaną przez człowieka migrację gatunków.

Raport IPBES wywołał na świecie sensację, gdyż mówi, że około jednemu milionowi gatunków zwierząt obecnie zamieszkujących Ziemię grozi zagłada, i to w przeciągu zaledwie kilku dekad. Z ustaleń naukowców wynika także, że obecnych czasach gatunki wymierają w tempie wielokrotnie większym niż przez ostatnich 10 mln lat.

Reakcja na te doniesienia była natychmiastowa. Prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział daleko idące działania mające na celu zatrzymanie zmian w środowisku. Świat obiegło zdanie, które wygłosił po spotkaniu grupy IPBES w Paryżu:

„Ważą się losy Ziemi jako planety nadającej się do zamieszkania”.

Autorzy raportu wskazują jednak na wiele różnych problemów, które składają się na tak ogromne zagrożenie dla różnorodności życia na naszej planecie – zmiany klimatu, zanieczyszczenie powietrza i oceanów, gwałtowny wzrost populacji czy uprzemysłowienie regionów dotychczas słabo rozwiniętych.

Obce gatunki inwazyjne

Rzadziej jednak poruszany na forum międzynarodowym jest inny przedstawiony w raporcie problem, który w całości wywołany jest działalnością ludzką – mimowolna migracja tzw. obcych gatunków inwazyjnych.

Uważa się za nie gatunki, które z różnych przyczyn występują poza swoim naturalnym zasięgiem, a następnie z łatwością przystosowują się do nowego ekosystemu. Stopniowo rozmnażają się i prowadzą ekspansję, czego wynikiem nierzadko jest zdziesiątkowanie populacji rodzimych gatunków, a nawet ich całkowite wyginięcie w wyniku utraty przestrzeni życiowej lub dostępu do pokarmu.

Gatunki inwazyjne jako globalne zagrożenie

Według obliczeń ekspertów ONZ od 1980 roku liczba zaobserwowanych przypadków występowania tzw. gatunków inwazyjnych wzrosła o 40 proc. W przeliczeniu na jedno państwo przyrost liczby tych gatunków wynosi aż 70 proc.

W tej chwili prawie 20 proc. całej powierzchni planety jest zagrożone ekspansją obcych dla danych obszarów gatunków zwierząt i roślin. Co gorsza, wskaźniki przyrostu występowania takich przypadków systematycznie rosną.

Zdaniem naukowców taki stan rzeczy zagraża funkcjonowaniu całych ekosystemów i nie pozostanie bez wpływu na gospodarkę i ludzkie zdrowie.

Raport IPBES zwraca uwagę na to, że ekspansja gatunków inwazyjnych jest szczególnie groźna w regionach, w których naturalnie występują gatunki endemiczne – czyli żyjące wyłącznie na określonym obszarze. W związku z tym stanowi ona niezwykle duże zagrożenie dla bioróżnorodności na Ziemi.

Zjawisku upowszechnienia danych gatunków w skali świata nadana już została nazwa – biotycznej homogenizacji lub „antropogenicznego tygla”.

Konsekwencje mogą być bardzo znaczące – zanik istotnych gatunków drapieżników i roślinożerców może wpłynąć na strukturę ekosystemu, częstotliwość występowania pożarów, rozsiew nasion, albedo (czyli zdolność odbijania promieni słonecznych) podłoża czy dostępność pokarmu.

Z kolei Komisja Europejska szacuje roczne straty spowodowane działalnością inwazyjnych zwierząt i roślin na 12 mld euro.

Winna ludzka niewiedza i globalny handel

Jednym z powodów wzmożonej ekspansji tych gatunków jest po prostu ludzka ignorancja.

Amerykańska wiewiórka szara po raz pierwszy trafiła do Wielkiej Brytanii i Irlandii jako urozmaicenie fauny ogrodów i lasów w XIX wieku. Od tej pory rozprzestrzeniła się tam w bardzo gwałtownym tempie. Na Wyspach jest ich już 5 mln w stosunku do zaledwie 140 tys. rodzimych wiewiórek rudych. Co więcej, amerykańskie wiewiórki przenoszą ospę, która zabija w dużym tempie inne gatunki zwierzątzarażone jednostki umierają po około czterech dniach.

W Polsce za najsłynniejszy może uchodzić przykład introdukcji barszczu Sosnowskiego. Został on sprowadzony do Polski z gór Kaukazu w latach 50. XX wieku jako roślina pastewna i był uprawiany w PGR-ach. Jednak ze względu na parzące właściwości tego gatunku szybko zrezygnowano z jakichkolwiek form jego użycia. Odpowiednie wnioski wyciągnięto za późno – uporczywa walka o usunięcie z ekosystemu niebezpiecznej dla zdrowia rośliny trwa do dziś.

W głównej mierze za rozprzestrzenianie się intruzów odpowiedzialny jest jednak globalny handel, zwłaszcza oceaniczny. W marcu można było przeczytać o inwazji szerszenia azjatyckiego na Europę. Kilka królowych założyło kolonie we Francji, a następnie trafiło do Niemiec. Szacuje się, że już w ciągu maksymalnie kilku lat trafi on także do Polski.

Gatunek jest przede wszystkim niezwykle niebezpieczny dla miodnych pszczół. Jedno gniazdo szerszenia jest w stanie uśmiercić nawet 20 tys. tych owadów. W Azji, skąd pochodzi to zwierzę, pszczoły opracowały system obronny w razie ataku szerszenia. Europejskie pszczoły nie są jednak na jego inwazję przygotowane.

Jak szerszeń azjatycki przywędrował do Europy? Najprawdopodobniej wraz z transportem chińskiej porcelany.

Oprócz tego wraz z transportem oceanicznym zawleczono m.in. glony Caulerpa taxifolia do Morza Śródziemnego, kraba brzegowego do Ameryki Północnej, żebropława Mnemiopsis leidyi m.in. do Morza Czarnego czy ślimaka Rapana venosa do zachodnich wybrzeży Europy i wschodnich Stanów Zjednoczonych. Każdy z tych gatunków wywołuje ogromne spustoszenie i przynosi ogromne straty.

Tymczasem globalny handel nie zwalnia tempa. Zgodnie z danymi IPBES w ciągu ostatniego półwiecza wzrósł dziesięciokrotnie. Zbieżność tego wzrostu ze wzrostem liczby odnotowanych przypadków występowania gatunków inwazyjnych nie jest przypadkowa.

Co robimy, aby z nimi walczyć?

Na mocy regulacji wprowadzonej w życie w 2014 roku Unia Europejska prowadzi program monitoringu niebezpiecznych intruzów występujących na naszym kontynencie o nazwie EASIN (Europejska Sieć Informacji o Obcych Gatunkach – European Alien Species Information Network).

Na jej liście jest już 329 gatunków zwierząt i roślin, z których każdy stanowi zagrożenie dla ekosystemu. Wszystkich gatunków obcych może być już w Europie ponad 12 tys. Kraje członkowskie Unii zobowiązane są z kolei do rozpoznawania możliwych ścieżek przedostawania się groźnych gatunków i opracowywanie planów na wypadek rozprzestrzenienia się któregoś z nich.

Niewykluczone jednak, że aby skutecznie ochronić bioróżnorodność naszej planety, zapewnić stabilność funkcjonowania ekosystemów i uniknąć ogromnych strat ekonomicznych, będziemy musieli podjąć w przyszłości bardziej zdecydowane kroki, aby zatrzymać ekspansję niebezpiecznych gości, których sami zapraszamy.