Wczoraj zakończyło się trzydniowe spotkanie liderów siedmiu największych gospodarek świata we francuskim nadmorskim kurorcie Biarritz.

Jeśli mielibyśmy określić klimat tego spotkania jednym przymiotnikiem napisalibyśmy: bipolarne.

Pierwszego i drugiego dnia wszystko szło jak po grudzie. Liderzy nie mogli znaleźć wspólnego stanowiska w żadnej sprawie.

Prezydent Stanów Zjednoczonych groził dodatkowym opodatkowaniem importu francuskiego wina do jego kraju.

Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, groził, że nie zapłaci wynegocjowanych z Unią Europejską 39 mld funtów „odchodnego” w przypadku no-deal brexit.

Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, groził, że jak się nie dogadają i nie odbudują wzajemnego zaufania to będzie recesja.

Albo przywódcy się przestraszyli Tuska albo recesji, bo ostatni dzień przebiegał w atmosferze wzajemnego zrozumienia i ugody.

Największą karierę na tym wydarzeniu zrobił gospodarz szczytu, prezydent Francji Emmanuel Macron.

Udało mu się bowiem dojść do porozumienia z Donaldem Trumpem, któremu zaproponował mediację w rozmowach z prezydentem Iranu Hassanem Rouhanim w sprawie nowej umowy atomowej.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel również ma się czym pochwalić, ponieważ to po rozmowach z nią powstały nowe pomysły na zakończenie konfliktu handlowego między Waszyngtonem a Pekinem.

W dodatku Trump przestał grozić podniesieniem ceł na samochody importowane z Niemiec do Stanów Zjednoczonych.

Sam Trump podkreślił, że jest zadowolony z rozmów w Biarritz i że przywódcom udało się wiele osiągnąć. W zeszłym roku Trump opuścił szczyt G7 zirytowany i obrażony.

Borisa Johnsona także rozmiękczyła francuska bryza z Zatoki Biskajskiej. Działał zgodnie z unijną agendą w sprawach kluczowych, takich jak ochrona klimatu czy Iran.

Dyplomaci chwalą Johnsona za postępowanie względem amerykańskiego prezydenta. Ich zdaniem nie dał się złamać w kluczowych dla Zjednoczonego Królestwa sprawach i dało się odczuć, że panuje nad przebiegiem rozmów.

Spotkanie w Biarritz było więc sukcesem Johnsona, co skutkuje też większą przychylnością Brukseli do dalszych negocjacji ws. brexitu i znalezienia rozwiązania, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron.

Dał się poznać z tego, że potrafi mówić jedno, a robić coś zupełnie innego.

Ta informacja pojawiła się dziś rano w skrzynkach odbiorczych subskrybentów naszego codziennego newslettera 300SEKUND. Jeśli chcesz się na niego zapisać, kliknij tutaj.