Donald Trump ogłosił jeden z najbardziej radykalnych pakietów celnych w historii współczesnej gospodarki USA. Od 5 kwietnia wszystkie kraje eksportujące towary do Stanów Zjednoczonych objęte zostaną minimalnym 10-procentowym cłem. Dodatkowo, od 9 kwietnia w życie wejdą tzw. cła wzajemne, których stawki – jak zaznaczył sam prezydent – mają odpowiadać połowie wysokości ceł, jakie poszczególne kraje nakładają na towary z USA.
– Stany Zjednoczone stały się zbyt zależne od zagranicznych gospodarek. Czas odzyskać kontrolę nad naszą produkcją – mówił Trump. W ocenie jego administracji kraj nie może być dłużej „wrażliwy na ekstremalne wydarzenia” i potrzebuje silnego przemysłu jako podstawy bezpieczeństwa gospodarczego i militarnego.
Kto zapłaci najwięcej?
Nowe taryfy celne uderzą najmocniej w gospodarki Azji Południowo-Wschodniej. Jak pokazuje poniższy wykres przygotowany przez PKO BP, najwyższe stawki celne – sięgające 49 proc. – objęły Kambodżę, Laos i Madagaskar. Wysokie cła dotknęły również Wietnam (47 proc.), Birmę (46 proc.) i Sri Lankę (45 proc.).
Wśród dużych graczy globalnych, szczególnie dotkliwie potraktowano Chiny – z taryfą w wysokości 34 proc., Indie (26 proc.), Koreę Południową (25 proc.) i Japonię (24 proc.). Unia Europejska została objęta 20-procentowym cłem, natomiast Wielka Brytania – 10-procentowym.
Trump wyjaśnił, że decyzje wynikają z chęci „wyrównania warunków gry”.
– UE traktuje nas ostro. Liczą nas 39 proc., więc damy im 20 proc. – powiedział prezydent cytowany przez Onet. Dodał, że Stany Zjednoczone nie mogą być dalej „okradane” przez sojuszników.
Giełdy reagują nerwowo, inflacja może wzrosnąć
Ogłoszenie nowej polityki celnej wywołało natychmiastowe reakcje na rynkach finansowych. Kontrakty terminowe na Nasdaq 100 spadły o prawie 2,5 proc., a indeks zmienności VIX – zwany „indeksem strachu” – wzrósł o niemal 6 proc.
Analitycy podkreślają, że tak szeroko zakrojone cła mogą przyczynić się do wzrostu inflacji w USA.
– Wyższe koszty importu oznaczają wyższe ceny dla konsumentów. Importerzy będą zmuszeni ponosić większe koszty, których nie zawsze uda się przerzucić na klientów – komentuje Eryk Szmyd, analityk XTB.
Ekspert zwraca także uwagę na możliwe konsekwencje dla amerykańskiej polityki monetarnej.
– Rezerwa Federalna może tymczasowo zrezygnować z obniżek stóp procentowych, czekając na dane makro, które pokażą pełny wpływ ceł na konsumpcję i inwestycje – dodaje.
Polecamy również: RPP zostawia stopy procentowe bez zmian, ale presja na obniżki rośnie
Eksperci PKO BP oceniają, że decyzja USA może wywołać nową falę globalnych napięć gospodarczych.
– Istnieje wysokie ryzyko eskalacji wojny celnej i wzrostu napięcia geopolitycznego – informują w komentarzu rynkowym. Taki scenariusz może wpłynąć na przepływ kapitału w stronę tzw. bezpiecznych przystani, takich jak obligacje skarbowe USA czy złoto.
Odpowiedzi innych państw można spodziewać się w najbliższych dniach. UE, Chiny, Japonia i Indie już zapowiadają analizę sytuacji i możliwe działania odwetowe.
Choć polityka celna USA staje się znacznie bardziej agresywna, administracja Trumpa przewiduje pewne wyjątki. Nowe cła nie obejmą importu z Kanady i Meksyku, a także niektórych towarów, takich jak stal, aluminium, półprzewodniki czy produkty farmaceutyczne. Biały Dom zapewnia, że objętą sankcjami Rosję już wcześniej wykluczono z istotnej wymiany handlowej.
Czytaj także:
- Zapowiadane przez USA cła uderzą w światową gospodarkę – prognozuje Goldman Sachs
- Ceny kontraktów na miedź rosną na giełdach. Wzrost napędzają amerykańskie firmy
- Resort cyfryzacji: limit importu chipów z USA będzie dla Polski problemem przy planowaniu wieloletnim
- Blisko miliard złotych od Philip Morris. Kraków sercem nowoczesnej produkcji tytoniowego giganta