Gordon Sondland, ambasador Stanów Zjednoczonych w Unii Europejskiej, powiedział podczas przesłuchania, że brał udział w kampanii wywierania nacisków na Ukrainę, aby ta uderzyła w politycznych rywali Donalda Trumpa.

Wszystko wydarzyło się podczas przesłuchania w komisji w Kongresie USA, które jest częścią procedury mogącej prowadzić do impeachmentu (usunięcia) prezydenta ze stanowiska.

O co chodzi? W aferze chodzi o podejrzenie, że prezydent USA kazał przedstawicielom oficjalnej administracji – w tym osobistemu prawnikowi Rudy’emu Giulianowi i prokuratorowi generalnemu Williamowi Barramowi – wywierać presję na Ukrainę i inne rządy zagraniczne, aby pomogły mu w wewnętrznej walce politycznej.

Trump chciał, aby w zamian za audiencję w Białym Domu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski otworzył śledztwo przeciwko ukraińskiej firmie gazowej, w której był zatrudniony syn Joe Bidena.

Demokrata Biden to jeden z potencjalnych konkurentów Trumpa w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

Dlaczego to ważne? Sondland został pierwszym członkiem wewnętrznego kręgu Trumpa, który powiedział, że Kijów został poproszony o rozpoczęcie dochodzenia, którego zażądał prezydent USA. W ten sposób Trump chciał wykorzystać swój urząd do uderzenia w rywali politycznych.

Zeznania padły podczas publicznego przesłuchania w amerykańskim Kongresie, gdzie działa komisja mająca na celu wyjaśnienie, czy Trump nadużył swoich uprawnień.

Jak Trump wywierał naciski na Ukrainę? Trump najpierw zablokował, a później odblokował zapłatę nakazanego przez Kongres pakietu pomocy wojskowej w wysokości 400 mln dol. dla Ukrainy.

Te pieniądze miały zostać odblokowane w celu uzyskania quid pro quo współpracy od Wołodymyra Zelenskiego. Nawiązano szereg kontaktów między Białym Domem a rządem Ukrainy, których kulminacją była rozmowa telefoniczna Trumpa i Zełenskiego 25 lipca.

Sondland potwierdził, że całość działała na zasadzie quid pro quo. Powiedział też, że prezydent polecił mu pracować z Rudym Giulianim, jego osobistym prawnikiem, który prowadził działania mające na celu wywarcie presji na pana Zełenskiego, aby wszcząć dochodzenie.

„Podążyłem za wskazówkami prezydenta”, powiedział Sondland. „Pracowaliśmy z Giulianim, ponieważ prezydent polecił nam to zrobić”, dodał.

Kto wiedział o całej akcji? Sondland powiedział, że wielu wysokich urzędników, w tym sekretarz stanu Mike Pompeo i ówczesny krajowy doradca ds. bezpieczeństwa John Bolton, wiedzieli o kampanii Białego Domu na rzecz wywierania nacisku na Ukrainę.

„Na bieżąco informowaliśmy kierownictwo Departamentu Stanu i Radę Bezpieczeństwa Narodowego o naszych działaniach”, powiedział. „Wiedzieli, co robimy i dlaczego”.

Trump, który powiedział, że nie było quid pro quo z Ukrainą, starał się w środę zdystansować do słów Sondlanda.

Czytając z notatek przed Białym Domem powiedział: „Nie znam go zbyt dobrze. Nie rozmawiałem z nim zbyt wiele. To nie jest człowiek, którego dobrze znam. Wydaje się jednak miłym facetem”.

Jakie mogą być konsekwencje? W teorii Trump może nawet zostać usunięty ze stanowiska, jeśli oskarżenia będą wystarczająco poważne, ale według komentatorów na razie bardziej prawdopodobnym jest, że przesłuchania mocno mu zaszkodzą w staraniach o reelekcję.

>>> Czytaj też: Udział USA w polskim eksporcie wzrósł najmocniej w tym roku. Najwięcej straciły Niemcy