W maju aż 75 proc. polskich rzek notowało niski stan wody. 625 gmin apelowało o ograniczenie jej zużycia. 15 sierpnia IMGW wydał 93 ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną. Autorzy projektu „Kropla Wiedzy” pokazują, że tegoroczny kryzys wodny dotyczy dużej części kraju, wpływa na energetykę, rolnictwo, ryzyko pożarowe i codzienne decyzje mieszkańców.
Wakacyjne zdjęcia z 2026 roku wielu Polakom mogą kojarzyć się nie tylko z plażą i upałem, ale też z odsłoniętym dnem rzek, płytkimi zalewami i Wisłą, Bugiem czy Narwią z krytycznie niskim poziomem wody. To, co jeszcze niedawno mogło wyglądać jak sezonowa anomalia, układa się w szerszy obraz.
Autorzy projektu „Kropla wiedzy, czyli zmiana postaw społecznych poprzez niebiesko-zielone szkoły w Polsce Wschodniej” piszą wprost: susza hydrologiczna, czyli długotrwały niedobór wody w rzekach, jeziorach i wodach podziemnych, trwa w Polsce już od dekady i się nasila. We wrześniu projekt wraca do szkół podstawowych w województwach podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Nauczyciele mają rozmawiać z uczniami nie tylko o oszczędzaniu wody w domu, lecz także o retencji, suszy i tym, jak lokalny krajobraz może zatrzymywać wodę.
Rekord ciepła był tylko początkiem
28 czerwca 2026 roku IMGW zanotował w Kołudzie Wielkiej 40,6°C. To najwyższa temperatura w historii pomiarów w Polsce. Tego samego dnia historyczny rekord sprzed 105 lat został pobity również w Słubicach, gdzie odnotowano 40,5°C, oraz w Toruniu, gdzie termometry pokazały 40,3°C. W Białymstoku było 37°C, a w Lublinie i Rzeszowie po 38°C.
Upał nie był jedynym problemem. W Rzeszowie do końca sierpnia odnotowano 22 dni, w których temperatura osiągnęła albo przekroczyła 30°C. Przy długim okresie bez opadów takie warunki szybko przekładają się na niższy poziom wody, przesuszenie gleby i większe ryzyko pożarów.
A kryzys wodny nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy z kranu przestaje lecieć woda. Dużo wcześniej widać go w krajobrazie: w wysychających ciekach, mniejszych zbiornikach, brązowiejących trawnikach, słabszych plonach i ostrzeżeniach służb.
Mieszkańcy widzą to obok domu
W badaniu przeprowadzonym przez agencję Lata Dwudzieste na potrzeby projektu „Kropla Wiedzy” 65 proc. mieszkańców województw podlaskiego, lubelskiego i podkarpackiego zadeklarowało, że obserwuje wysychanie rzek i jezior w swoim sąsiedztwie. Co szósta osoba ze wschodniej Polski wskazała wyczerpywanie się zasobów wody pitnej jako jedno z głównych zagrożeń dla regionu.
Co piąty badany chciałby dowiedzieć się więcej o oszczędzaniu wody. To sygnał, że problem nie jest abstrakcyjną debatą o klimacie, tylko doświadczeniem ludzi, którzy widzą zmianę w najbliższej okolicy.
– Zwykle zanim odczujemy niedobór wody w swoim domu, obserwujemy inne skutki suszy, jak wzrost cen żywności z powodu gorszych plonów, pożary lasów i łąk w swojej okolicy czy powodzie błyskawiczne, pojawiające się nagle w letnie południe po paru zupełnie suchych tygodniach – mówi Monika Sadowska z fundacji Rodzice dla Klimatu, biorąca udział w projekcie „Kropla Wiedzy”.
Ekspertka dodaje, że poziom zasobów wodnych zależy nie tylko od tego, ile wody zużywamy w domach. Znaczenie ma też to, czy woda ma gdzie zostać w krajobrazie: w oczkach wodnych, torfowiskach, źródliskach, olsach, borach bagiennych i innych naturalnych miejscach retencji. Betonowe i szczelne zbiorniki mogą pogłębiać problem, jeśli nie wspierają lokalnego obiegu wody.
Trzy na cztery rzeki z niskim stanem wody
W maju 75 proc. polskich rzek notowało niski stan wody, a kolejne 23 proc. – średni, według pomiarów IMGW. Mimo opadów deszczu na większości punktów pomiarowych sytuacja nadal była trudna.
Niski poziom rzek nie kończy się na obrazkach z piaszczystych łach. Lokalnie może utrudniać zaopatrzenie w wodę przemysłu i zasobu komunalnego. W tym roku konsekwencje dotknęły także energetykę. Zbyt niskie przepływy Wisły wymusiły ograniczenie produkcji prądu przez elektrownie w Kozienicach i Połańcu, które są chłodzone wodą z rzeki. Z systemu wyłączono ok. 1,3 GW mocy.
14 sierpnia IMGW odnotował w całym kraju 392 stacje hydrologiczne z przepływem poniżej wartości średniego niskiego przepływu z wielolecia. W połowie sierpnia obowiązywało 89 ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną – i sytuacja utrzymywała się także w drugiej połowie lata.
Setki gmin prosiły mieszkańców o ograniczenie zużycia
625 gmin w Polsce wydało apel o ograniczenie zużycia wody. Jak podają autorzy projektu „Kropla wiedzy” za portalem Świat Wody, takie komunikaty nie oznaczają zwykle, że w gminie całkowicie zabrakło wody. Tyle że lokalny system wodociągowy miał problemy z jej dostarczaniem, a władze uznały sytuację za na tyle poważną, by poprosić mieszkańców o ograniczenia.
Takie apele najczęściej dotyczą przede wszystkim czynności zużywających duże ilości wody: podlewanie ogrodów i trawników, napełnianie basenów albo mycie samochodów. Zatem kryzys wodny ma też wymiar bardzo lokalny. W jednej części kraju problem widać w rzece, w drugiej – w komunikacie gminy, w trzeciej – w ograniczeniach dla energetyki albo rolnictwa.
Susza zwiększa ryzyko pożarów
15 sierpnia IMGW wydał 93 ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną. Łącznie obejmowały one obszary stanowiące połowę kraju. Takie ostrzeżenie oznacza znaczny spadek poziomu wody w rzekach i zbiornikach, a także realny niedobór zasobów wodnych wynikający z braku opadów i przesuszenia gleby.
A już w maju osiem województw dostało Alert RCB dotyczący dużego zagrożenia pożarowego lasów. Komunikat ostrzegał przed używaniem ognia w lesie i jego sąsiedztwie. Kilka niemal bezdeszczowych tygodni na wiosnę wystarczyło, by zagrożenie stało się poważne mimo mroźnej zimy.
Do początku sierpnia w Polsce odnotowano 5425 pożarów lasów, według danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Największy tegoroczny pożar wybuchł w Puszczy Solskiej na Roztoczu, gdzie przez tydzień spłonęło ponad 1100 hektarów lasu.
Problemem jest nie tylko pogoda
Polska nie ma tylu godzin słońca i tak wielu upalnych dni jak kraje śródziemnomorskie. Mimo to wysychanie kraju nie jest wyłącznie skutkiem tegorocznej pogody. Eksperci zwracają uwagę na sposób, w jaki przez dekady gospodarowano wodą w krajobrazie.
– Nie mamy aż tylu godzin słońca w roku i tylu upalnych dni latem co kraje śródziemnomorskie, ale wysuszenie Polski ma nie tylko klimatyczne przyczyny. Przez całe dekady starano się odciągnąć wodę z naszych bagien i mokradeł, tak by więcej terenów można było wykorzystywać do produkcji rolnej i leśnej. Dzisiaj w Polsce łączna długość rowów melioracyjnych jest trzy razy większa niż długość wszystkich polskich rzek! – wyjaśnia Wojciech Szymalski, prezes fundacji Instytutu na Rzecz Ekorozwoju.
Jak tłumaczy, woda z deszczu spływa rowami do rzek i morza, zamiast zasilać lokalne wody gruntowe. W efekcie powstają miejsca, w których zasób wodny jest zbyt mały dla potrzeb mieszkańców, a jednocześnie rośnie zagrożenie pożarowe. Ekspert dodaje, że ten proces można jeszcze odwracać. Warunkiem jest wiedza o małej retencji i lokalne działania, które pozwolą wodzie zostać tam, gdzie spadła.
Wisła jest ostrzeżeniem dla miast
Jak ten problem wygląda w Warszawie? 7 sierpnia 2026 roku IMGW poinformował o kolejnym rekordzie niskiego poziomu Wisły na stacji Warszawa-Bulwary. Stan wody spadł do 102 cm. Rok wcześniej, we wrześniu 2025 roku, rzeka również notowała historyczne minimum według ówczesnej skali wodowskazu.
Stolica nie była wtedy zagrożona przerwami w dostawach wody czy ciepła. MPWiK podkreślało, że Warszawa korzysta z dwóch źródeł: Wisły, która odpowiada za 70 proc. zaopatrzenia, oraz Jeziora Zegrzyńskiego. Niskie stany rzeki wpływały jednak na żeglugę, rekreację i myślenie o przyszłej odporności miasta.
– Niskie stany poziomu Wisły są papierkiem lakmusowym zmian klimatycznych. One są namacalne i widoczne. Trzy ostatnie sezony to ewidentny dowód na to, że mamy coraz mniej wody, która przepływa – mówił Jan Piotrowski, pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. Wisły.
Aby ograniczyć kryzys wodny, Warszawa rozwija małą retencję i zielono-błękitną infrastrukturę, czyli rozwiązania pozwalające zatrzymać wodę w mieście. Chodzi m.in. o ogrody deszczowe, zbiorniki retencyjne, zielone dachy i torowiska, niecki infiltracyjne, naturalne cieki, mokradła i rozbetonowywanie przestrzeni publicznych. Te działania mają pomagać zarówno w czasie suszy, jak i podczas gwałtownych ulew.
Szkoła ma uczyć, jak zatrzymać wodę
Projekt „Kropla Wiedzy” skupia się na Polsce Wschodniej, ale problem, który opisuje, jest ogólnokrajowy. Susza nie kończy się na rzece, bo wpływa na ceny żywności, bezpieczeństwo pożarowe, lokalne wodociągi, energetykę i planowanie miast. Dlatego autorzy projektu chcą włączać szkoły w edukację o wodzie, suszy i retencji – i to nie tylko dzieci. Szkoła może stać się miejscem, przez które wiedza trafia także do lokalnych społeczności.
Liczby z tegorocznego lata są trudne do zignorowania. To rachunek za sposób, w jaki Polska przez lata odprowadzała wodę z krajobrazu, zamiast ją zatrzymywać.
Polecamy również:
- Polacy coraz rzadziej wybierają Niemcy. Bilans migracji odwrócił się na dobre?
- „Czyste Powietrze” napędziło popyt. Pellet może być problemem kolejnej zimy
- Europa wciąż buduje tam, gdzie ryzyko jest wysokie. Rachunek za powodzie rośnie