Nie tylko fikcyjne konta – cyberprzestępcy wykorzystują także prawdziwe profile w serwisach sprzedażowych i mediach społecznościowych. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) rozbiło grupę, która miała publikować fałszywe oferty i kierować kupujących na spreparowane strony służące do wyłudzania danych oraz kodów BLIK. Wiek konta, historia aktywności i liczba znajomych nie dają już pełnej gwarancji bezpieczeństwa.
Jeszcze do niedawna jedna z najprostszych porad przy zakupach online brzmiała: sprawdź profil sprzedającego. Jeśli konto istnieje od lat, ma znajomych, historię aktywności i wcześniejsze transakcje, kupujący zwykle czuje się spokojniej.
Oszuści też to wiedzą. Przejęcie prawdziwego profilu pozwala im ominąć pierwszy filtr nieufności i wejść w transakcję z reputacją zbudowaną przez kogoś innego.
Stare konto nie zawsze znaczy bezpieczne
CBZC poinformowało, że śledczy ustalili dotąd ośmiu podejrzanych działających na terenie całego kraju. Mechanizm oszustwa miał opierać się na dwóch ścieżkach: zakładaniu fikcyjnych kont oraz przejmowaniu istniejących profili w serwisach sprzedażowych i mediach społecznościowych.
Z takich kont publikowano fałszywe oferty. Osoby zainteresowane zakupem trafiały następnie na spreparowane strony, gdzie przestępcy wyłudzali dane i m.in. kody BLIK. Choć BLIK sam w sobie jest bezpiecznym sposobem płatności, kod działa jak jednorazowe potwierdzenie operacji finansowej. Jeśli trafi do oszusta, może zostać wykorzystany do autoryzacji transakcji, której kupujący wcale nie chciał wykonać.
– Przejęcie prawdziwego profilu daje przestępcy coś więcej niż możliwość publikacji ogłoszenia – daje mu cudze zaufanie. Konto istniejące od lat, z historią aktywności, znajomymi czy wcześniejszymi transakcjami może wyglądać dla kupującego całkowicie wiarygodnie. Przestępcy nie muszą więc budować swojej reputacji od zera, bo mogą wykorzystać reputację prawdziwego właściciela konta – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń w ESET.
Tak można stracić kontrolę nad profilem
Przejęte konto może pochodzić od zwykłego użytkownika, który sam wcześniej nie miał nic wspólnego z oszustwem. Do utraty profilu może dojść m.in. przez phishing, kradzież danych logowania albo używanie tego samego hasła w kilku serwisach. Dlatego wcześniej warto zadbać o zabezpieczenie własnych kont i zachować ostrożność wobec wiadomości, które zachęcają do szybkiego kliknięcia linku.
Eksperci zalecają stosowanie różnych, trudnych do odgadnięcia haseł do różnych serwisów oraz włączanie uwierzytelniania wieloskładnikowego tam, gdzie jest dostępne. To dodatkowe potwierdzenie logowania, np. kodem z aplikacji albo powiadomieniem na telefonie. Największą pewność dają fizyczne klucze logowania, tzw. U2F, choć nie wszystkie strony internetowe dopuszczają taką metodę.
Przejęty profil szkodzi nie tylko osobie, która straciła do niego dostęp. Może też posłużyć do oszukania ludzi, którzy wcześniej nauczyli się ufać właścicielowi konta.
Co powinno zwrócić uwagę?
Pierwsza czerwona flaga: rozmowa poza platformą
Sama historia konta sprzedającego może pomóc, ale nie powinna kończyć weryfikacji. Znacznie więcej mówi zachowanie drugiej strony podczas transakcji.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy: gdy sprzedający szybko próbuje przenieść rozmowę poza platformę sprzedażową. Może proponować zewnętrzny komunikator, SMS albo inny kanał kontaktu. To pozornie drobna zmiana, ale ma duże znaczenie, bo poza platformą kupujący traci część zabezpieczeń, ostrzeżeń i mechanizmów kontroli, które może oferować serwis.
Oszuści często chcą wyprowadzić rozmowę tam, gdzie łatwiej wywrzeć presję, przesłać podejrzany link albo uniknąć reakcji administratorów portalu. Dlatego pośpiech i nacisk na zmianę kanału kontaktu powinny zapalić pierwszą lampkę ostrzegawczą.
Druga czerwona flaga: link do płatności
Drugim ryzykiem jest link do płatności wysłany w wiadomości. Szczególną ostrożność trzeba zachować wtedy, gdy portal sprzedażowy ma własny mechanizm rozliczania transakcji, a mimo to druga strona odsyła kupującego gdzie indziej.
Fałszywa strona może wyglądać niemal identycznie jak prawdziwa. Czasem adres różni się jednym znakiem, dodatkową literą albo nietypową końcówką. W pośpiechu łatwo tego nie zauważyć. Po wejściu na taką witrynę użytkownik może podać dane logowania, dane karty, numer telefonu albo inne informacje potrzebne oszustowi do przejęcia pieniędzy. Właśnie dlatego nie warto klikać w linki płatnicze wysyłane poza oficjalnym systemem platformy.
Trzecia czerwona flaga: presja na kod BLIK
Trzeci sygnał ostrzegawczy to prośba o kod BLIK. Sam kod służy do autoryzacji różnych operacji finansowych, dlatego przed zatwierdzeniem transakcji w aplikacji bankowej trzeba sprawdzić jej kwotę i rodzaj. Jeśli druga strona naciska na szybkie przekazanie kodu, ponagla albo tłumaczy, że „to tylko formalność”, najlepiej przerwać kontakt. Presja czasu jest jednym z najprostszych narzędzi, które stosują cyberprzestępcy, bo ogranicza chwilę na zastanowienie.
Przy BLIK-u najważniejsze pytanie, które trzeba sobie zadać, brzmi: co dokładnie zatwierdzam w aplikacji bankowej? Jeśli opis operacji, kwota albo odbiorca budzą wątpliwości, transakcję trzeba zatrzymać.
– Wiek konta, liczba znajomych czy historia aktywności nadal mogą być pomocne przy ocenie sprzedającego, ale nie powinny dawać fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Znacznie ważniejsze jest to, co dzieje się podczas samej transakcji. Jeśli druga strona próbuje wyprowadzić rozmowę poza platformę, wysyła zewnętrzny link do płatności albo naciska na szybkie podanie kodu BLIK, warto przerwać transakcję i zweryfikować sytuację – podsumowuje Kamil Sadkowski.
Polecamy również:
- Transformacja energetyczna może dać Polsce przewagę – pod warunkiem że nie utknie na rynku pracy
- Sąd nie zatrzymał budowy polskiego atomu. PEJ mogą kontynuować prace
- Masz oszczędności na rachunku? Revolut policzył, ile może kosztować bierność