Koszty chorób uderzają nie tylko w budżet ochrony zdrowia – cierpi też rynek pracy, produktywność pacjentów, ich rodziny i cała gospodarka. Rak piersi oraz choroby siatkówki, czyli AMD i DME, kosztowały w 2024 roku polską gospodarkę blisko 27,5 mld zł – wynika z raportów EconMed Europe. Wydatki NFZ były tylko częścią tych kosztów: przy raku piersi stanowiły 20 proc., a przy chorobach siatkówki 8 proc. całkowitego obciążenia.
Dyskusja o kosztach leczenia często koncentruje się na tym, ile płaci Narodowy Fundusz Zdrowia. Eksperci zwracają jednak uwagę, że to tylko fragment pełnego obrazu: do rachunku trzeba doliczyć pieniądze wydawane przez pacjentów, absencje chorobowe, renty, spadek produktywności, pracę opiekunów i utratę samodzielności.
– Obecne wskaźniki, jeżeli mówimy o kosztach technologii medycznej i chorób, niestety nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości. Patrzymy głównie na koszty bezpośrednie, na to, ile wydaje płatnik, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia, co oczywiście jest rozsądne. Ale nie patrzymy na cały szereg innych kosztów pośrednich, związanych z utraconą produktywnością z powodu chorób. Nie patrzymy na to, ile wydają pacjenci z własnej kieszeni, ile my jako gospodarka tracimy na chorobach, a ile moglibyśmy zyskać, gdybyśmy skutecznie i efektywnie je leczyli – mówi dr Michał Seweryn, wiceprezes EconMed Europe.
NFZ pokazuje tylko część rachunku
EconMed Europe opracowało dwa raporty dotyczące kosztów społecznych chorób. Pierwszy obejmuje opiekę onkologiczną nad pacjentkami z rakiem piersi w Polsce. Drugi dotyczy leczenia pacjentów z chorobami siatkówki, czyli AMD i DME.
AMD to zwyrodnienie plamki związane z wiekiem. DME oznacza cukrzycowy obrzęk plamki. Obie choroby dotyczą siatkówki oka i mogą prowadzić do pogorszenia widzenia, a w konsekwencji do problemów z samodzielnym funkcjonowaniem.
Według raportu o raku piersi w 2024 roku leczeniem z powodu tej choroby objętych było ponad 231 tys. Polek. Całkowite koszty raka piersi oszacowano na 18 mld zł. Z tej kwoty 3,58 mld zł stanowiły wydatki NFZ, czyli 20 proc. całości. Pacjentki poniosły koszty bezpośrednie na poziomie 1,38 mld zł, co odpowiadało 7 proc. wszystkich kosztów.
W przypadku chorób siatkówki liczba pacjentów wyniosła nieco ponad 339 tys. Całkowite koszty leczenia całej populacji oszacowano na ponad 9,4 mld zł. Wydatki pacjentów, obejmujące prywatne koszty medyczne i koszty związane z wizytami w ośrodku, przekroczyły 750 mln zł. Po stronie NFZ koszty wyniosły odrobinę więcej – 767 mln zł. W obu przypadkach było to po 8 proc. całkowitych kosztów.
Koszty pośrednie dobijają gospodarkę
Największa część rachunku nie wynika bezpośrednio z faktur za leki, leczenie szpitalne czy programy lekowe. Chodzi o koszty pośrednie, czyli te związane z tym, że choroba ogranicza aktywność zawodową i społeczną pacjentów oraz ich bliskich.
– Najbardziej zaskakujące jest to, że pomimo faktu, iż w takich chorobach wydajemy mnóstwo pieniędzy na leczenie, bardzo drogie leki, to okazuje się, że te wydatki płatnika stanowią zaledwie niewielką część kosztów, które ponosimy jako społeczeństwo – mówi dr Michał Seweryn. – W przypadku raka piersi 73 proc. kosztów to są właśnie koszty pośrednie, czyli niezwiązane z wydatkami płatnika. W przypadku chorób siatkówki, takich jak AMD i DME, koszty pośrednie wynosiły prawie 85 proc.
Koszty pośrednie obejmują między innymi krótką i długą nieobecność w pracy, niższą produktywność, pracę nieodpłatną oraz opiekę nieformalną, czyli pomoc udzielaną choremu przez rodzinę lub bliskich, często bez wynagrodzenia, ale z realnym kosztem czasu, pracy i utraconych dochodów.
W przypadku AMD i DME koszty pośrednie wyniosły 7,9 mld zł. Przy raku piersi było to 13,3 mld zł.
– W perspektywie kosztów społecznych patrzymy właśnie na to, ile tracimy z powodu tego, że chorzy nie pracują, ponieważ są nieobecni, muszą zrezygnować z pracy. Patrzymy na to, czy opiekunowie nie ponoszą dodatkowych kosztów, nie muszą się zwalniać z pracy lub ograniczać swoich etatów, czy chorzy nie tracą pieniędzy w związku z dodatkowymi wydatkami, które generuje ta choroba – wymienia dr Michał Seweryn.
Choroba wypycha z pracy
Dane z raportów pokazują, jak choroby przekładają się na aktywność zawodową. Spośród aktywnych zawodowo pacjentek z rakiem piersi 66 proc. zrezygnowało z pracy z powodu choroby. Kobiety, które nadal pracowały, korzystały ze zwolnień lekarskich średnio przez 31 dni rocznie.
Raport wskazuje też na spadek produktywności. Średnia produktywność pracujących pacjentek z rakiem piersi obniżyła się do 58 proc. Zatem nawet jeśli pacjentka pozostaje w pracy, choroba może ograniczać jej możliwości wykonywania obowiązków w takim samym zakresie jak wcześniej.
Około połowa pacjentek przeznaczała część urlopu wypoczynkowego na leczenie. 13 proc. musiało poświęcić na ten cel ponad 19 dni w roku.
Inny mechanizm widać przy AMD i DME. Szczyt zachorowań przypada tam na wiek 60-75 lat, ale część pacjentów nadal pracuje. Co trzeci pracujący pacjent zredukował wymiar pracy średnio o 13 godzin tygodniowo. 37 proc. pacjentów wskazało częste wizyty w ośrodku jako napotkaną trudność.
Chorują także finanse rodzin
Eksperci zwracają uwagę, że zły stan zdrowia obciąża nie tylko pacjenta, ale też jego rodzinę. Bliscy często przejmują część opieki, organizują transport na wizyty, ograniczają pracę albo biorą wolne. To są koszty chorób, których zwykle nie widać w budżecie NFZ.
– Każda złotówka, którą wydaje NFZ na leczenie, to jest 3 zł, które wydają chorzy i ich rodziny. Patrzymy na chorobę i jej leczenie nie tylko przez pryzmat tego, ile wydajemy, ale bardziej jak na inwestycję. Dzięki temu, że lepiej i skuteczniej leczymy choroby, unikamy bardzo dużych kosztów – wyjaśnia wiceprezes EconMed Europe.
Z tej perspektywy leczenie nie jest tylko wydatkiem publicznym. Może ograniczać późniejsze straty gospodarcze, jeśli pozwala pacjentowi dłużej pracować, zachować samodzielność lub zmniejszyć obciążenie bliskich.
Dominika Nawrocka, ekspertka ds. finansów osobistych i założycielka serwisu Kobieta i Pieniądze, dodaje, że zdrowie i finanse osobiste trzeba traktować łącznie.
– Niestety Polaków trzeba cały czas przekonywać do tego, że inwestowanie w zdrowie i finanse osobiste to jest inwestycja z wysoką stopą zwrotu. Pojawiło się takie pojęcie jak finansowe zdrowie i myślę, że to bardzo ładnie odpowiada na to pytanie, czy zająć się zdrowiem, czy finansami. Zajmijmy się jednym i drugim – mówi Dominika Nawrocka.
Zdrowie to inwestycja w gospodarkę
Dane McKinsey & Company z 2020 roku pokazują, że każdy dolar zainwestowany w ochronę zdrowia przynosi oczekiwany zwrot gospodarczy w wysokości od 2 do 4 dolarów.
Takie podejście przesuwa dyskusję z pytania „ile kosztuje leczenie?” na pytanie „ile gospodarka traci, jeśli leczenie jest za późne, nieskuteczne lub trudno dostępne?”. Dotyczy to zwłaszcza chorób przewlekłych i takich, które ograniczają samodzielność albo aktywność zawodową.
– Gdy myślimy o następnych pokoleniach, warunkiem koniecznym jest patrzenie na inwestycje w innowacje w zdrowiu z perspektywy wartości społecznej. Przypomnę, że w 1950 roku oczekiwana długość życia kobiety wynosiła 62 lata, a mężczyzny – 56 lat. W 2025 roku jest to odpowiednio 82 i 76 lat – tłumaczy dr Jakub Gierczyński, członek Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.
Jak dodaje, wydłużenie życia jest między innymi skutkiem postępu medycyny i zmiany stylu życia. Według niego dostęp do medycyny na wysokim europejskim poziomie ma znaczenie nie tylko dla pacjentów, ale także dla całego społeczeństwa.
Profilaktyka może ograniczyć straty
Znaczenie ma nie tylko leczenie, ale też profilaktyka. To działania, które mają zapobiegać chorobom albo wykrywać je na wczesnym etapie. Mogą to być badania przesiewowe, szczepienia, kontrola czynników ryzyka lub edukacja zdrowotna.
Dr Jakub Gierczyński wskazuje, że w Polsce rodzi się 240 tys. dzieci rocznie, a zgonów jest około 400 tys. Oznacza to różnicę na poziomie 160 tys. osób.
– To znaczy, że zmierzamy nieuchronnie w kierunku depopulacji, czyli zmniejszenia się liczby Polaków w Polsce. Jeżeli nie poprawimy stanu zdrowia dzieci i młodzieży, osób w wieku produkcyjnym i osób senioralnych, to po prostu będzie dalej postępować. Wskaźnik zgonów możliwych do uniknięcia dzięki leczeniu i profilaktyce, jeżeli dotarlibyśmy do średniej unijnej, wynosi 36 tys. – mówi członek Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.
Dla gospodarki depopulacja jest równoznaczna z mniejszą liczbą pracowników. To wprost przekłada się na mniejszą bazę podatkową i jednocześnie większe obciążenie systemu świadczeń. Dlatego stan zdrowia społeczeństwa ma znaczenie nie tylko dla pacjentów i lekarzy, ale też dla rynku pracy, finansów publicznych i rozwoju gospodarczego.
Koszty chorób są większe niż sam rachunek za leczenie
Raporty EconMed Europe pokazują, że koszty chorób są znacznie szersze niż wydatki NFZ. W przypadku raka piersi i chorób siatkówki największą część rachunku stanowią skutki społeczne i gospodarcze: nieobecność w pracy, spadek produktywności, utrata samodzielności oraz zaangażowanie opiekunów.
Decyzje o leczeniu i profilaktyce warto oceniać nie tylko przez pryzmat budżetu płatnika publicznego. Jeśli skuteczniejsze leczenie zmniejsza absencje, ogranicza wydatki rodzin i pozwala pacjentom dłużej funkcjonować samodzielnie, może przynosić korzyści wykraczające poza sam sektor zdrowia.
Dlatego pełny rachunek chorób powinien obejmować nie tylko koszt leków, wizyt i hospitalizacji. Powinien też pokazywać, ile gospodarka traci wtedy, gdy pacjent lub jego bliscy wypadają z pracy, ograniczają aktywność albo ponoszą wydatki, których nie widać w sprawozdaniach NFZ.
Przeczytaj także:
- Polskie miasta czeka klimatyczny stres-test. Upał to dopiero początek
- Nie tylko 800+. Prawdziwy spór o świadczenia społeczne dotyczy emerytur, rent i pracy
- Ceny energii wróciły do wzrostów. Polska podrożała mocniej niż Europa