Polska branża drobiarska obawia się rosnącej konkurencji spoza Unii Europejskiej. Chodzi m.in. o planowane dodatkowe kontyngenty mięsa drobiowego z krajów Mercosuru, import z Ukrainy oraz coraz silniejszą pozycję Chin na światowym rynku. Stawką jest pozycja Polski jako największego producenta drobiu w UE, bo ok. 60 proc. krajowej produkcji trafia na eksport, a dwie trzecie tej sprzedaży kierowane jest na rynek unijny.
Polska wyprodukowała w 2025 roku ok. 3,23 mln ton mięsa drobiowego – wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. To jeden z filarów eksportu rolno-spożywczego. Jednak producenci z UE działają według innych reguł niż część konkurentów z krajów trzecich, czyli państw spoza Wspólnoty.
Mercosur może zwiększyć presję na ceny
Największe emocje budzi umowa handlowa między Unią Europejską a Mercosurem. Mercosur to blok gospodarczy państw Ameryki Południowej, do którego należą m.in. Brazylia i Argentyna. W umowie przewidziano dodatkowy bezcłowy kontyngent 180 tys. ton mięsa drobiowego z tego regionu. Dla europejskich producentów drobiu oznacza to ryzyko większej konkurencji cenowej.
Według Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej wejście w życie umowy może szczególnie mocno uderzyć w krajowy sektor drobiarski. Branża przekonuje, że producenci z Brazylii czy Argentyny nie muszą spełniać takich samych wymogów środowiskowych i dobrostanowych jak unijni przedsiębiorcy.
– Odkąd tylko przedstawiono informacje na temat finalizacji umowy handlowej Unii Europejskiej z Mercosurem, zgłaszaliśmy zdecydowany sprzeciw wobec tej umowy, między innymi mając na uwadze interesy polskiej gospodarki, w tym sektora drobiarskiego w Polsce. Kluczowym zagrożeniem jest wyparcie przez produkty pochodzenia zwierzęcego, w tym również mięso drobiowe z Ameryki Południowej, głównie z Brazylii, polskiego drobiu, który przez kilkanaście lat stabilnego rozwoju osiągnął sukces na rynkach Unii Europejskiej – mówi w rozmowie z agencją Newseria Adam Nowak, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.
Eksport decyduje o cenach w kraju
Polska branża drobiarska jest mocno zależna od sprzedaży zagranicznej.
– Eksport odpowiada za około 60 proc. produkcji. To kanał, który bardzo mocno determinuje ceny na rynku krajowym. Oczywiście głównym rynkiem zbytu nadal jest Unia Europejska, gdzie trafia około 2/3 eksportowanej z Polski produkcji. Utrzymanie tej strategicznej pozycji na rynkach europejskich jest bardzo istotne, szczególnie w kontekście coraz większej konkurencji, czy to ze strony mięsa z Ukrainy, Mercosuru, a także ostatnio z Chin – ocenia dr Magdalena Kowalewska, dyrektorka Biura Analiz Sektora Rolno-Spożywczego z Banku BNP Paribas.
Dla producentów oznacza to, że presja na rynkach zagranicznych może szybko przełożyć się na sytuację w kraju. Jeśli polski drób traci udział w sprzedaży eksportowej, może rosnąć presja na marże i ceny skupu.
Jednocześnie branża od kilku lat próbuje zwiększać obecność poza Unią Europejską. Resort rolnictwa oraz Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa prowadzą działania promocyjne m.in. w Korei Południowej, Japonii, Wietnamie i Indonezji. Wszystko po to, by zmniejszyć zależność od europejskiego rynku.
Standardy produkcji żywności osią sporu
Resort rolnictwa przekonuje, że problemem nie jest sama konkurencja, ale różnice w zasadach produkcji. Według wiceministra Adama Nowaka polskie gospodarstwa muszą spełniać wymagania, których nie zawsze wymaga się od produktów sprowadzanych z państw trzecich.
– Możliwość wyparcia polskiego drobiu przez produkty pochodzenia zwierzęcego niespełniające tych samych standardów, produkowane bez zapewnienia norm dobrostanowych i innych wymogów, które obowiązują polskie gospodarstwa, była jednym z głównych czynników motywujących resort rolnictwa i polski rząd do zdecydowanego głosu sprzeciwu – tłumaczy Adam Nowak. – Przygotowaliśmy też krajowe regulacje, aby żaden produkt, który nie spełnia norm obowiązujących w Polsce i Europie, nie mógł się dostać na polski rynek.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Zdrowia przygotowały przepisy zaostrzające wymagania dotyczące pozostałości substancji czynnych środków ochrony roślin w żywności. Resort rolnictwa wskazuje, że regulacje mają zwiększyć bezpieczeństwo konsumentów i wyrównać warunki konkurencji między producentami z UE i spoza niej.
W tle są również regulacje unijne dotyczące eksportu niektórych produktów pochodzenia zwierzęcego z Brazylii. Chodzi o aktualizację listy państw trzecich uprawnionych do eksportu na unijny rynek m.in. mięsa wołowego, końskiego, drobiowego, produktów akwakultury i miodu.
Brazylia bez gwarancji dotyczących części antybiotyków
Według resortu rolnictwa Brazylia nie przedstawiła oświadczeń gwarantujących wdrożenie środków zapewniających, że określone antybiotyki nie są stosowane u zwierząt, z których mięso trafia na rynek unijny. Decyzja UE oznacza brak możliwości eksportu do Unii określonych produktów do momentu przedstawienia przez Brazylię odpowiednich gwarancji spełniania standardów produkcji.
– Z dużą nadzieją patrzymy również na te regulacje europejskie, które zakazują eksportu na europejski rynek wybranych produktów pochodzenia zwierzęcego z Brazylii po 3 września tego roku, właśnie z uwagi na niedostosowanie warunków i możliwości kontroli żywności na każdym etapie produkcji – mówi wiceminister.
To pokazuje, że spór o import drobiu nie dotyczy wyłącznie ceny. Ważne są także systemy kontroli, identyfikowalność produkcji oraz normy, które decydują o tym, czy produkt może konkurować na tych samych warunkach.
Luka konkurencyjna może sięgać 30 proc.
Europejscy producenci drobiu również wskazują na problem nierównych zasad. Paul-Henri Lava, zastępca sekretarza generalnego Europejskiej Organizacji Producentów Mięsa Drobiowego AVEC, tłumaczy, że konkurencja handlowa jest akceptowalna, jeśli odbywa się według porównywalnych reguł.
– Nie mamy problemu z konkurencją handlową, o ile jest uczciwa. Problem polega na tym, że nie gramy według tych samych zasad, ponieważ w UE mamy bardzo wysokie standardy, które nie mają zastosowania do importu z krajów trzecich – mówi Paul-Henri Lava, zastępca sekretarza generalnego Europejskiej Organizacji Producentów Mięsa Drobiowego AVEC. – Biorąc pod uwagę te dodatkowe normy oraz inne kwestie, jak na przykład koszty pracy, mamy dość dużą lukę konkurencyjności w stosunku do krajów trzecich wynoszącą 30 proc. w przypadku Brazylii, co bardzo utrudnia nam konkurowanie z nimi.
Według analizy COPA-COGECA nowe kontyngenty dla Mercosuru są o około 50 proc. wyższe niż eksport drobiu z krajów Ameryki Południowej do UE. Autorzy raportu oceniają, że może to przełożyć się na dalszy wzrost importu. Tymczasem już w 2024 roku Unia Europejska sprowadzała ok. 900 tys. ton drobiu rocznie, z czego 300 tys. ton z Brazylii. Import dotyczy przede wszystkim filetów z piersi kurczaka, czyli najcenniejszej części mięsa. Już co czwarty filet spożywany w Unii Europejskiej pochodzi z państw trzecich. Głównymi dostawcami są Brazylia, Tajlandia, Ukraina i Chiny.
Przeczytaj także: Zewnętrzny dyrektor finansowy patrzy na Twoje liczby inaczej niż Ty – i o to chodzi
AVEC dodaje, że dodatkowy import przewidziany w umowie z Mercosurem odpowiadałby produkcji drobiu Szwecji, Finlandii i Danii razem wziętych. 180 tys. ton drobiu to ok. 300 mln kurczaków rocznie sprowadzanych do UE zamiast produkcji realizowanej przez europejskich hodowców.
– Oprócz konkretnych konsekwencji istnieje również konsekwencja moralna polegająca na tym, że zezwalanie na przywóz z krajów, które nie przestrzegają naszych standardów, nie sprzyja zaufaniu obywateli do produkcji unijnej – przekonuje Paul-Henri Lava.
Producenci drobiu z Europy deklarują, że nie oczekują dodatkowego wsparcia finansowego. Organizacja apeluje przede wszystkim o takie same wymagania wobec producentów z krajów trzecich w zakresie dobrostanu zwierząt, ochrony środowiska i standardów pracy.
Chiny rosną jako globalny konkurent
Polski i europejski drób ma też konkurencję w postaci mięsa z Chin. Według danych amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) Chiny są drugim co do wielkości producentem mięsa kurcząt brojlerów na świecie. USDA prognozuje, że w 2026 roku produkcja w Chinach wzrośnie do 17,3 mln ton, a eksport do 1,4 mln ton. Rosnący eksport wynika m.in. z atrakcyjnych cen i ekspansji na nowe rynki, zwłaszcza w krajach rozwijających się.
Jak to wpłynie na europejską branżę? Pojawia się większa presja i na rynku unijnym, i poza Wspólnotą. To z kolei szczególnie ważne dla producentów znad Wisły. Część z nich chce rozwijać sprzedaż w Azji i tym samym ograniczać zależność od unijnych konsumentów.
– Zagrożeniem dla pozycji Polski są wszystkie państwa, które są eksporterami lub potencjalnymi eksporterami drobiu. Pamiętajmy tylko, że poza samą produkcją zwracamy uwagę na najwyższe standardy, które spełniają polskie i europejskie gospodarstwa. Czasy prostych przewag konkurencyjnych i konkurowania samą ceną się skończyły, musimy podkreślić wysoką jakość, zwłaszcza na bardzo ambitnych, ale też lukratywnych rynkach państw trzecich, w tym państw azjatyckich – uważa wiceminister rolnictwa.
Drób z Ukrainy dominuje w statystykach importowych
Według danych Komisji Europejskiej Ukraina jest obecnie największym dostawcą mięsa drobiowego spoza UE. Jak podaje Ukraińskie Stowarzyszenie Hodowców Drobiu, eksport mięsa drobiowego z tego kraju w 2025 roku przekroczył 450 tys. ton. Z tej ilości znaczna część (ok. 140 tys. ton) trafiła do państw Unii Europejskiej. To niekorzystne dla europejskich producentów, bo organizacje branżowe od kilku lat alarmują, że zwiększony napływ produktów rolno-spożywczych z Ukrainy wpływa na ceny na rynku unijnym.
Konsekwencje tego odczuwa zwłaszcza polski drób. Krajowe gospodarstwa konkurują z Ukrainą i na rynku unijnym, i na rynkach zagranicznych. Mamy jednak przewagę geograficzną. Dzięki lepszemu położeniu na mapie polska branża drobiarska może szybciej dostarczać świeże mięso do odbiorców w Europie. A firmy próbują to wykorzystać.
– Na rynku europejskim nasza lokalizacja, możliwość dostarczenia mięsa świeżego, wyprodukowanego w pełnej kontroli sanitarnej w warunkach europejskich jest naszą silną przewagą. Natomiast zdobywanie rynków trzecich, szczególnie rynków pozaunijnych, będzie coraz większym wyzwaniem, bo widzimy ogromną aktywność eksporterów brazylijskich, ukraińskich, ale też azjatyckich, takich jak Chiny, którzy również szukają dla siebie nowych możliwości eksportu – komentuje dr Magdalena Kowalewska.
Jakość zamiast samej ceny
Konkurencja na rynku drobiu będzie coraz trudniejsza. Polska pozostaje największym producentem w UE, ale jej pozycja zależy od utrzymania eksportu, szczególnie na rynek unijny.
Tylko że sama cena może nie wystarczyć jako przewaga. Koniecznie trzeba podkreślać jakość, kontrolę sanitarną i standardy produkcji, aby przyciągnąć klientów. Polski drób musi bronić swojej pozycji na rynku europejskim przed tańszym importem. W tym samym czasie powinien szukać nowych odbiorców poza UE – tam, gdzie konkurują również Brazylia, Ukraina i Chiny.
Dlatego spór o Mercosur, import z Ukrainy i ekspansję Chin nie jest tylko branżowym konfliktem o dostęp do rynku. Dotyczy konkurencyjności jednego z najważniejszych sektorów polskiego eksportu rolno-spożywczego oraz zasad, według których żywność spoza UE konkuruje z produkcją europejską.
Polecamy także:
- Wkrótce będziemy mieć prawo do naprawy. Firmy muszą przygotować się na nowe przepisy
- Przemysł ruszył, ale długi zostały. Firmy mają rekordowe zaległości
- Fotoradary złapały więcej kierowców. Mandatów przybywa, ale system ma lukę