Prezes UOKiK wszczął postępowanie przeciwko spółce Aiqlabs, właścicielowi serwisu Supergrosz. Zarzuty dotyczą sztucznego zawyżania opłat związanych z kartami kredytowymi oraz wprowadzania konsumentów w błąd w umowach. Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce grozi kara do 10 proc. obrotu.
Sprawa dotyczy osób, które na stronie Supergrosz.pl składały wnioski o standardową pożyczkę ratalną. Według ustaleń konsumenci mogli nie wiedzieć, że obok pożyczki firma uruchamiała także mechanizm związany z limitem na karcie kredytowej. To właśnie ten drugi element miał generować wysokie opłaty.
W centrum sprawy jest konstrukcja prawna, którą UOKiK opisuje jako zawieranie umów „samemu ze sobą”. Aiqlabs miała uzyskiwać od klientów pełnomocnictwa podczas wypełniania wniosków online. Następnie, korzystając z tych pełnomocnictw, firma zawierała umowy o kartę kredytową, działając jednocześnie jako pożyczkodawca i jako pełnomocnik reprezentujący konsumenta.
Wysoki limit na papierze, niższa kwota dla klienta
Najbardziej problematyczne były tzw. opłaty początkowe za kartę kredytową. Część z nich firma miała liczyć jako procent od pierwotnie przyznanego, wysokiego limitu kredytowego. Problem w tym, że według UOKiK ten limit szybko był obniżany, a klient w rzeczywistości nie dostawał do dyspozycji całej pierwotnej kwoty.
Mechanizm opisany przez urząd wyglądał następująco: najpierw firma zawierała umowę z wysokim limitem kredytowym i naliczała od niego opłaty. Potem, nadal występując w podwójnej roli, aneksowała umowę. Aneks drastycznie zmniejszał limit, z którego konsument mógł faktycznie skorzystać.
Dla klienta serwisu Supergrosz efekt był prosty: opłata liczona od dużej kwoty, dostępne pieniądze znacznie mniejsze. UOKiK twierdzi, że konsumenci nigdy nie otrzymywali limitu kredytowego w pełnej wysokości, choć koszty naliczano od kwoty wyjściowej.
Urząd podaje przykład konsumentki, której najpierw przyznano limit kredytowy w wysokości 12,5 tys. zł. Od tej kwoty naliczono opłaty początkowe w wysokości 2925 zł. Następnie limit obniżono do 2,5 tys. zł i tylko taką kwotę faktycznie oddano jej do dyspozycji. Gdyby opłaty policzono od rzeczywiście dostępnej kwoty, wyniosłyby 625 zł. Według UOKiK w tym przypadku koszty mogły być więc ponad cztery razy wyższe.
W umowie „0 zł”, po zawarciu naliczenie opłat
Drugi zarzut dotyczy informacji o kosztach. Według Prezesa UOKiK właściciel serwisu Supergrosz wpisywał w umowach o limit kredytowy, że każda z opłat początkowych za kartę kredytową wynosi 0 zł.
Z ustaleń urzędników wynika jednak, że po podpisaniu umowy firma naliczała te opłaty i automatycznie potrącała je z całkowitej kwoty równolegle udzielanej pożyczki ratalnej. Innymi słowy: klient mógł widzieć w dokumentach stawkę 0 zł, ale koszt pojawiał się później w rozliczeniu.
– Zawieranie umów „samemu ze sobą” tylko po to, żeby obciążyć konsumenta kosztami limitu, którego w dodatku nigdy nie zobaczy, to naruszenie dobrych obyczajów. Konsument ma prawo do jasnej, przejrzystej i prawdziwej informacji o kosztach w momencie podpisywania dokumentów. Wpisywanie do umowy stawki 0 zł, gdy w rzeczywistości dochodzi do naliczenia tych opłat i ich potrącenia z kwoty odrębnej pożyczki ratalnej, nie może być tolerowane na rynku finansowym – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
To uderza w podstawową zasadę rynku kredytowego: konsument musi wiedzieć, ile naprawdę kosztuje finansowanie, zanim podpisze dokumenty. Bez tego nie da się porównać ofert ani świadomie ocenić, czy pożyczka jest opłacalna.
RRSO ważniejsze niż sama rata
UOKiK przy okazji przypomina, że przy pożyczkach online nie wystarczy patrzeć na wysokość miesięcznej raty. Ważniejszym wskaźnikiem jest RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania. To parametr, który ma pokazać pełny koszt kredytu lub pożyczki w skali roku, wliczając odsetki, prowizje i inne opłaty.
Jeśli do pożyczki dochodzą dodatkowe produkty, np. karta kredytowa, kredyt odnawialny albo ubezpieczenie, klient powinien dokładnie sprawdzić, czy naprawdę ich potrzebuje. Z pozoru poboczny element umowy może znacząco podnieść koszt finansowania.
Urząd radzi też, by uważnie czytać pełnomocnictwa i zgody zaznaczane w formularzach internetowych. Szczególną ostrożność warto zachować przy checkboxach, czyli polach do zaznaczenia w formularzu. Kliknięcie może mieć skutki prawne, zwłaszcza gdy klient udziela firmie upoważnienia do działania w jego imieniu.
Aneks do umowy, potrącenia i kwota na koncie
W przypadku pożyczek online warto sprawdzać nie tylko pierwszą umowę, ale także późniejsze dokumenty widoczne na profilu klienta lub przesyłane mailem. UOKiK zwraca uwagę na aneksy, które mogły pojawić się bez osobistego podpisu i negocjacji ze strony konsumenta.
Osobna sprawa to kwota, która faktycznie wpływa na rachunek bankowy. Jeśli w umowie widnieje jedna suma, a na konto trafia mniej pieniędzy, klient powinien sprawdzić, skąd bierze się różnica. Może ona wynikać z potrąconych opłat, których konsument wcześniej nie zauważył albo których nie wyjaśniono w sposób przejrzysty.
Urząd przypomina też o prawie do odstąpienia od umowy kredytu konsumenckiego. Konsument ma na to 14 dni i nie musi podawać przyczyny. Przy umowie o kartę termin liczony jest od dnia, w którym konsument po raz pierwszy otrzymał kartę płatniczą, o ile nie wykonał nią żadnej transakcji.
Osoby, które mają wątpliwości co do swojej umowy, mogą skorzystać z bezpłatnej pomocy. Poradę prawną można uzyskać na infolinii konsumenckiej pod numerem 801 440 220 oraz u rzecznika konsumentów.
Rynek finansowy pod nadzorem
Zarzuty wobec właściciela serwisu Supergrosz nie oznaczają jeszcze, że firma naruszyła prawo. Postępowanie UOKiK ma wyjaśnić sprawę, a spółka będzie mogła przedstawić swoje stanowisko. Sama skala zarzucanego mechanizmu pokazuje jednak, dlaczego urząd tak mocno akcentuje przejrzystość kosztów.
W finansach konsumenckich problem często nie polega wyłącznie na wysokości opłaty. Chodzi o to, czy klient rozumie, za co płaci, kiedy koszt powstaje i jaka kwota faktycznie trafia do jego dyspozycji. Jeśli konstrukcja umowy jest tak skomplikowana, że przeciętny konsument nie widzi rzeczywistej ceny produktu, ryzyko błędnej decyzji gwałtownie rośnie.
Przeczytaj także:
- Niedobór rzepaku w polskich olejarniach. Deficyt może sięgnąć 1,3 mln ton
- Kandydat czeka, menedżer nie ma czasu. Rekrutacja rozbija się o brak konkretów