Przez lata Polska łączyła wysoki wzrost gospodarczy charakterystyczny dla rozwijającej się gospodarki ze zrównoważonym poziomem inflacji typowym dla krajów rozwiniętych. Jednak czasy tej wyjątkowo korzystnej kombinacji być może dobiegają już końca, pisze Bloomberg.

Takie połączenie niskiej inflacji, solidnego wzrostu gospodarczego, a także niskiego bezrobocia ekonomiści nazywają „gospodarką Złotowłosej” (Goldilocks Economy), od popularnej w krajach anglosaskich baśni Opowieść o trzech niedźwiadkach.

Złotowłosa to główna bohaterka bajki, dziewczynka o charakterystycznych złotych włosach. W najpopularniejszej wersji historii Złotowłosa między innymi kosztuje trzech różnych miseczek owsianki, ale jedna jest za gorąca, druga za zimna, ale trzecia jest za to w sam raz.

Jak tłumaczy Fundusz inwestycyjny Skarbiec, „gospodarka Złotowłosej” to właśnie takie połączenie wskaźników gospodarczych, które skutkują tym, że gospodarka kraju nie jest ani za „gorąca”, ani za „zimna” –  innymi słowy występuje umiarkowany wzrost gospodarczy i niska inflacja, a rząd nie jest skłonny do interwencyjnego pobudzania gospodarki.

Według danych GUS już od jakiegoś czasu stopa inflacji w Polsce rośnie coraz szybciej, a NBP prognozuje, że w przyszłym roku ceny będą rosnąć jeszcze mocniej, niż w tym.

>>> Czytaj więcej na ten temat: Susza, energia, rosnące pensje i PKB – 4 przyczyny, dla których ceny w 2020 będą rosły szybciej, niż w tym

To może oznaczać kres idealnego stanu, jakim jest „gospodarka Złotowłosej. W maju wskaźnik wzrostu cen wzrósł do 2,4 proc. w ujęciu rocznym, czyli blisko celu inflacyjnego ustalonego przez Narodowy Bank Polski na poziomie 2,5 proc.

Według Nigela Rendella, analityka londyńskiego Medley Global Advisors, którego cytuje Bloomberg, w średnim terminie inflacja w Polsce powinna utrzymać się na poziomie bliskim celowi inflacyjnemu, przy wzroście gospodarczym na poziomie 3,5 proc.

Mimo tego spodziewany spadek wysokości unijnych dotacji, a także ograniczenia budżetu, jeśli chodzi o wydatki, sprawią, że Polska stanie się „odrobinę” mniej atrakcyjna inwestycyjnie.

Według Rendella, jeśli polski bank centralny będzie wciąż niechętnie patrzył na podwyżki stóp procentowych w przewidywalnej przyszłości, polska waluta może stracić trochę swojego dotychczasowego blasku.

Wszystko przez presję inflacyjną, która nadejdzie z kilku stron naraz. Po pierwsze, setki tysięcy pracowników ukraińskich, dzięki obecności których łatwiejsze było utrzymanie w ryzach presji płacowej, mogą wkrótce przenieść się do Niemiec.

Po drugie, istnieje możliwość odmrożenia cen energii elektrycznej.

A jeśli dodać do tego plany dalszego zwiększenia stymulacji fiskalnej rządu w postaci obietnic wyborczych szacowanych na ok. 40 mld złotych, to można założyć, że powrót inflacji do Polski może nastąpić szybko.

CZYTAJ TAKŻE:

>>> Liczba Dnia: Grupa Wyszehradzka jest dla Niemiec ważniejszym partnerem handlowym niż Chiny

>>> Czy ceny mieszkań w Polsce galopują? Porównanie do pensji daje nam prawdziwy obraz