Włochy podały jedyny dostępny lek na koronawirusa wywołującego chorobę Covid-19: #Iorestoacasa – Zostaję w domu.

W ciągu niespełna miesiąca życie we Włoszech zmieniło się nie do poznania. Zgodnie z obowiązującym od dzisiaj dekretem w całym kraju panują nowe zasady funkcjonowania: szkoły (od żłobków po uniwersytety) będą zamknięte do 3 kwietnia, obowiązują ograniczenia w przemieszczaniu się, zakaz zgromadzeń i rozgrywek sportowych, po godzinie 18 zamykane będą bary i restauracje.

Nie funkcjonują siłownie, nie są odprawiane publiczne msze i pogrzeby. Z dziećmi, które nie chodzą do szkoły, w domach zostają rodzice, którzy nie chodzą do pracy. Tam, gdzie to możliwe, wprowadza się system pracy zdalnej – wszystko po to, by ograniczyć możliwość i tempo zakażeń.

Wczoraj po ulicach niektórych miast jeździły radiowozy, z głośników których nadawano komunikaty do mieszkańców. Proszono m.in. o to, by w najbliższym czasie dziadkowie nie zajmowali się opieką nad wnukami. Bo choć wirus statystycznie nie jest groźny dla najmłodszych, to dzieci są potencjalnie groźnym ogniwem rozprzestrzeniania się choroby.

Infrastruktury narciarskie w niektórych regionach zostały zamknięte, bo pojawiły się oferty tych, którzy na epidemii chcieli zarobić, oferując promocję pozostającym na przymusowych wakacjach uczniom i studentom.

Włoscy producenci mają problemy ze eksportem, ponieważ napływają pozbawione uzasadnienia żądania certyfikatów „virus-free”, choć nie ma niebezpieczeństwa zarażenia się za pośrednictwem wina, serów czy innych produktów.

Jest też pierwsza pozytywna wiadomość: w tzw. czerwonych strefach liczba nowych przypadków osób zarażonych koronawirusem covid-19 powoli spada.

Potęga (dez)informacji

Na włoskim przykładzie – oprócz tego, jak rozprzestrzenia się pandemia – po raz kolejny przekonujemy się, jaka jest potęga danych statystycznych i rola komunikacji.

Chaos informacyjny towarzyszył epidemii koronawirusa we Włoszech od samego początku, bo epidemia szybciej ogarnęła media społecznościowe niż można ją było zacząć kontrolować.

Zaczęło się od plebiscytu na to, kto jest większym ekspertem od koronawirusa. Oprócz wirusologów i epidemiologów, pojawiły się głosy polityków i opinii publicznej.

Zarówno zdania na temat potencjalnej siły rażenia Covid-19, jak i informacje o wyolbrzymianiu zagrożenia były przyczyną braku zachowania należytej ostrożności: z jednej strony nastąpił szturm na supermarkety i dzwonienie pod numer pogotowia, co spowodowało zablokowanie linii dla ludzi szukających pomocy w nagłych przypadkach. Z drugiej – nie zaprzestano odbywania podróży i uczestnictwa w dużych zgromadzeniach.

Zdezorientowani byli też dziennikarze, którzy z jednej strony poświęcali koronawirusowi całe pasma, odwołując zaplanowane w ramówce programy i przedstawiając katastroficzne scenariusze, a po dniu czy dwóch – te same osoby wzywały do zachowania spokoju.

Wycieki, ucieczki i bunty

Zła komunikacja i wyciek szkicu dekretu dotyczącego ograniczeń w poruszaniu się w obrębie Lombardii i 14 prowincji w innych regionach przyczyniły się między innymi do tego, że ludzie w panice zaczęli w nocy z 7 na 8 marca opuszczać północ kraju w obawie, że później nie będą mogli tego zrobić.

Prawdą jest natomiast, że mimo wprowadzenia czerwonej strefy można się przemieszczać, choć pod pewnymi warunkami – np. żeby wrócić do miejsca zamieszkania, w związku z obowiązkami służbowymi, stanem zdrowia czy innymi uzasadnionymi powodami.

Ograniczenia nie mają na celu utrudnienia życia mieszkańców, choć bez wątpienia wiążą się ze zmianą stylu funkcjonowania i koniecznością pewnych wyrzeczeń. Są one jednak, jak się wydaje, jedynym sposobem na ograniczenie zachorowań i zapewnienie możliwości leczenia chorym.

Innym przykładem złej komunikacji było wprowadzenie zakazu odwiedzin w więzieniach. Uzasadniona skądinąd decyzja zapobiegająca rozprzestrzenieniu się epidemii w zamkniętych ośrodkach nie została dobrze zakomunikowana głównym zainteresowanym: osadzonym i ich rodzinom.

Nie zapewniono na przykład możliwości zadzwonienia do najbliższych i upewnienia się, że nie są chorzy. Wywołało to gwałtowne bunty, w wyniku których zginęło siedmiu więźniów.

Jak zatrzymać pandemię

O tym, jak naprawdę rozwija się pandemia i jakie są jedyne środki, by ją zatrzymać Włosi i Europejczycy uczą się dopiero teraz. Zabrakło jasnego i autorytatywnego przekazu na temat rozwoju, przenoszenia i zagrożeń związanych z Covid-19.

Objawy zarażenia koronawirusem są na tyle niespecyficzne, że łatwo pomylić je z grypą lub przeziębieniem.

Większość zakażeń ma przebieg łagodny, ale łatwość przenoszenia wirusa (jeden zakażony statystycznie zaraża dwóch następnych) i stosunkowo wysoki odsetek chorych wymagających leczenia na oddziałach intensywnej terapii może w krótkim czasie zagrozić całemu systemowi sanitarnemu z powodu braku personelu, miejsc i sprzętu w szpitalach.

We Włoszech już zostały odwołane zaplanowane operacje, wstrzymano diagnostykę, dokonuje się zakupu na cito dodatkowego sprzętu.

W Lombardii – która może pochwalić się systemem opieki zdrowotnej na najwyższym poziomie i gdzie trwa obecnie najzacieklejsza walka z epidemią – w ostatnim czasie stworzono 223 nowych łóżek na intensywnej terapii, a dodatkowe 250 oddanych zostanie w najbliższych dniach.

Sale operacyjne przekształcane są w oddziały intensywnej terapii (każda taka sala to 3 nowe łóżka). Zaopatruje się je w mobilne respiratory.

Jak poinformował przedstawiciel władz regionu odpowiedzialny za system ochrony zdrowia w Lombardii Giulio Gallera, 19 lutego region dysponował 200 pompami CPAP stosowanymi w leczeniu niewydolności oddechowej niezaintubowanych pacjentów. 9 marca liczba pomp wzrosła do 1600, a w najbliższych godzinach dostarczonych zostanie dodatkowych 500.

Te liczby obrazują skalę zapotrzebowania wywołanego koronawirusem.

Wirusa można pokonać, co pokazują coraz liczniejsze przypadki wyzdrowień, ale operatorzy sanitarni potrzebują czasu, by leczyć powikłania, a ten czas można zyskać tylko poprzez zmniejszenie liczby zakażeń.

Włochy liderem w testach na koronawirusa

Zgodnie z najnowszymi danymi opublikowanymi przez włoskie Ministerstwo Zdrowia (dane z wczoraj 9 marca 2020, godz. 17.00) w całych Włoszech odnotowano łącznie 9 172 (w stosunku do 7375 z 8 marca 2020 godz.) przypadków koronawirusa wywołuącego chorobę Covid-19, z czego 7 985 (6 387 – 08.03.2020) nadal jest zakażonych.

4 316 (3 557 – 08.03.2020) pacjentów z objawami przebywa w szpitalach, wśród nich 733 (650 – 08.03.2020) na intensywnej terapii. 2936 (2180 – 08.03.2020) poddano izolacji domowej, 724 (622 – 08.03.2020) wyzdrowiało, 463 (366 – 08.03.2020) zmarło.

We Włoszech wykonano do tej pory 53 826 (49 937 – 08.03.2020) testów na obecność koronawirusa Covid-19.

Warto zwrócić uwagę na liczbę wykonanych testów, bo pod tym względem Włochy zdają się być absolutnym liderem. „Zdają się”, bo od pewnego czasu część krajów nie publikuje informacji o liczbie wykonanych testów, a jedynie o liczbie zakażeń i ofiar.

Dla porównania, w tydzień po odnotowaniu pierwszego przypadku zakażenia w Lombardii, we Włoszech wykonano 9 462 testy na koronawirusa. W tym samym czasie (stan na 26 lutego 2020 roku) we Francji zostały wykonane 762 testy, w Austrii 321, a w całych Stanach Zjednoczonych 445.

Oznacza to, że na każdy milion mieszkańców w tym czasie we Włoszech przebadano 185 osób, we Francji 11, w Austrii 36, a w Stanach Zjednoczonych 1 osobę.

„Io resto a casa”

Należy pamiętać, że w ogromnej większości przebieg choroby ma charakter łagodny, a ofiary śmiertelne są osobami w starszym wieku i o obniżonej odporności (np. wywołanej chorobami autoimmunologicznymi bądź leczeniem onkologicznym).

Może to znacząco zaciemniać rzeczywisty obraz problemu. Bo nie wiemy, w ilu przypadkach takich zgonów wykonano u chorego test na koronowirusa. Na przykład we Włoszech i Hiszpanii były przypadki zgonów 99-latków, u których stwierdzono koronawirusa. Trwają dyskusje na temat zasadności wprowadzenia rozróżnienia przypadków śmierci „z” koronawirusem i „z powodu” koronawirusa.

W tym roku na całym świecie przychodzi nam wszystkim zdawać egzamin dojrzałości w przyspieszonym terminie. Włochy zaczęły jako pierwsze i pokazują, że nie tyle należy się bać wirusa, co braku odpowiedzialności.

Jeśli każdy zacznie kalkulować tylko osobiste koszty, wszyscy stracą.

We Włoszech ruszyła kampania społeczna pod hasłem „Io resto a casa” (zostaję w domu) przekonująca, że w obecnej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest ograniczenie do minimum możliwości transmisji wirusa.

>>> Polecamy także: Koronawirus jak wojna handlowa. Straty handlowe mogą sięgnąć 320 mld dolarów na kwartał